sobota, 3 listopada 2012

Rozdział trzynasty.

   W głowie w kółko powtarzałam sobie jaka to ja jestem głupia, a to tylko dlatego, że nie potrafię traktować Biebera jak bym chciała, czyli jak wroga. Nie wiem czemu tak jest, bo przecież jak na początku powiem sobie, że tego kolesia mam traktować wrogo to tak jest. Coraz bardziej siebie nie rozumiem. Czemu nie mogę tak normalnie go olać ? A to zagadka. [...]
- Kiedy wracasz ? - zapytałam przyjaciółki. Miałam nadzieję, że nic jej się nie przedłużyło i przyjedzie za te cztery długie dni.
- Plany się nie zmieniły. - odetchnęłam z ulgą, gdy to usłyszałam.
Kilka minut jeszcze rozmawiałyśmy, po czym Miley musiała się rozłączyć, bo rodzice jej kazali pomóc w kolacji. [...]
    Obudziłam się o dziewiątej. Jak co ranek wykonałam poranne czynności, którymi był prysznic, umycie włosów itp. Ubrałam czarne krótkie spodenki, białą bluzkę na ramiączkach i czarne trampki. Potem zrobiłam tradycyjny makijaż używając cień, tusz i błyszczyk. Wzięłam telefon spod poduszki, który zawsze tam śpi oraz kartę do drzwi, która znajdowała się na stoliku obok. Wyszłam z pokoju kierując się na sale. [...]
- Wiesz może gdzie jest Bieber ? - spytałam się Raula, który stał obok mnie. Trochę mnie zdziwiło, że nie ma go, bo przecież zawsze był. No chyba, że się coś stało. O nie, tą myśl to ja muszę od razu odgonić. W sumie to po raz kolejny się o niego martwię. Ugh, chętnie bym sobie coś zrobiła. Najgorsze było to, że Walla też nie ma.
- Nie, a co ?
- Widziałeś go dziś ? - kompletnie olałam jego pytanie, bo nie powinno go to w ogóle interesować.
- Nie. Coś się stało ? - zapytał z wielkimi oczami. Przez niego się  bardziej martwię.
- Nie wiem. - mruknęłam pod nosem. - Dzięki. - klepnęłam go w ramię i poszłam w stronę pokoju Biebera.
Zapukałam do drzwi, ale nikt się nie odezwał. Na moje szczęście drzwi było lekko uchylone. Otworzyłam je delikatnie. Weszłam do pomieszczenia rozglądając się dookoła. Dostrzegłam szatyna, który siedział na ziemi przy łóżku. Wzrok miał skupiony na kołdrze ? Nie, to był jakiś biały proszek, któremu się przyglądał. Wtedy moją pierwszą myślą było, że to mogą być narkotyki. Modliłam się w duchu, aby to nie było to, ale wątpiłam w to z każdą sekundą. Trochę zaczęłam się bać. Przełknęłam ślinę i podeszłam do chłopaka.
- Narkotyki ? - szepnęłam.
- Nie potrafię z tym skończyć. - powiedział zachrypniętym głosem. Usiadłam na łóżku obok proszku. Spojrzałam na niego. W jego oczach były łzy. Znowu zrobiło mi się go żal.
- Dużo tego masz ?
- Tak. - odpowiedział cichym głosem. Nie wiedziałam dokładnie jak mogę mu pomóc, bo przecież nigdy nie miałam z tym do czynienia. Jedną opcją było wyrzucenia tego świństwa. Westchnęłam po czym powiedziałam poważnym tonem:
- Pozbądź się tego. - chłopak spojrzał na mnie oczami pełnych bólu. - Pomogę ci. - uśmiechnęłam się ciepło. Wstałam z łóżka łapiąc szatyna za dłoń. Tym sposobem sam wstał na nogi. - Gdzie to masz ? - odwróciłam się w jego stronę.
- W walizce, w szafie. - podeszłam do wskazanego miejsca. Otworzyłam szafę i od razu chwyciłam za torbę. Otworzyłam zamek, a moim oczom ukazał się mały worek. Wyciągnęłam go. W środku mogłam się spodziewać, że są tam dragi. Pierwszym pomysłem było to, aby wyrzucić je do kibla, ale to trochę głupi pomysł. Postanowiłam skorzystać z planu numer dwa.
- Daj klucze od auta.
- Po co ? - zdziwił się moimi słowami. W sumie to mu się nie dziwie.
- Dasz ? - piosenkarz wyciągnął kluczyki z szuflady po czym podał mi je do ręki. - Jedziemy. - oznajmiłam. [...]
- Gdzie masz zamiar jechać ? - zapytał się, gdy tylko ruszyliśmy spod hotelu.
- Zobaczysz. - odpowiedziałam tajemniczo. Chłopak tylko westchnął. [...]
- Wysiadaj. - odezwałam się po dwóch godzinach jazdy. Całą drogę nikt się nie odezwał. Spojrzałam na wyświetlacz komórki. Było kilka minut po północy, ale cóż. Wyszłam z auta. Bieber zrobił to samo. Oddałam mu kluczyki, a on podał mi woreczek.
Rozejrzałam się po okolicy. Dawno tu nie była. Kiedyś zawsze tu przychodziłam, gdy miałam złe dni, albo smutne. Na te wspomnienia uśmiech sam wkradł mi się na twarz.
Przede mną było małe jeziorko, a na około niego kilka krzaków. Ogólnie woda ta znajdowała się w lesie oddalonym od głównego miasta w los angeles.
- Chodź. - zwróciłam się w stronę chłopaka delikatnie się uśmiechają. Podszedł do mnie wolnym krokiem podziwiając okolicę.
- Ładnie tu.
- Wiem. - westchnęłam. - Wrzucamy to do jeziora. - kucnęłam przy wodzie. Towarzysz zrobił to samo. Zaczął przyglądać się mi co robię. Rozdarłam woreczek. Tak na oko obliczyłam z dwanaście saszetek. Wyciągnęłam jedną i ją otworzyłam. Całą zawartość wysypałam. Wyciągnęłam następną i podałam ją Justinowi. Był on trochę zdziwiony. Jakby bał się tego dotknąć czy coś. Po kilku sekundach przełamał się i zrobił to co ja. Tak zrobiliśmy z kolejnymi saszetkami. [...]
- Po wszystkim. - wstałam na nogi uśmiechając się jaką to ja robotę odwaliłam. Poczułam lekki powiew wiatru, który wywołał na moim ciele gęsią skórkę.
- Dziękuje Jessica. - uśmiechnął się do mnie delikatnie. Byłam dumna z chłopaka, który pozbył się tego świństwa.
- Nie ma za co. - odwzajemniłam. Szatyn zbliżył się do mnie takim sposobem, że czułam jego oddech na sobie. Czułam zapach mięty i perfum jakie używał. Zrobiło mi się cieplej, gdy poczułam ten zapach. Tak ciepło, że nie zważałam uwagi, że przed chwilą było mi zimno i nie obchodziło mnie to, że mam na sobie tylko krótkie spodenki i cieniutką bluzeczkę. Jego zapach zamącił mi w głowie..
Spojrzałam w jego oczy w których mogłam ujrzeć maleńkie iskierki radości. Jakim sposobem były wywoływane, nie mam pojęcia. Chłopak podążył moimi śladami. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Zbliżył się bardziej do mnie.
Nie pocałujesz mnie. Pomyślałam twardo. Byłam pewna, że tego nie zrobi. Nie chciałam tego, lecz wszystko we mnie krzyczało: Pocałuj mnie, do cholery!
Przymknęłam oczy. Po chwili delikatnie musnął moje usta. Myślałam, że chciał zrobić tylko to, ale gdy poczułam jego rozgrzane wargi na moich nie chciałam tego skończyć. Przegryzłam jego dolną wargę. Pocałował mnie. Oddałam pocałunek. Lewą dłoń zarzuciłam na jego szyi kładąc na karku, a prawą wplatając we włosy. Szatyn swoje dłonie położył na moich biodrach. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Wiedziałam, że źle robię. Chciałam to zakończyć, ale nie potrafiłam. Nie potrafiłam oderwać się od jego malinowych ust, od jego uścisku, od jego zapachu..
- Przepraszam. - wysapał w moje usta. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Tak po prostu ruszył w stronę samochodu. Jego sylwetka coraz dalej się oddalała. Po chwili krzyknęłam w jego stronę:
- Słucham !? - odwrócił się w moją stronę.
- Przepraszam, że cie pocałowałem. - westchnął. On robi ze mnie debilkę, czy o co mu chodzi ?
- Że co !? Czy ty siebie słyszysz ? - podeszłam do niego. - O czym ty mówisz ? - zaśmiałam się nerwowo. - Przecież chciałam tego. Oddałam pocałunek. Justin, kurwa. Co ty pierdolisz ?
- Bo ja myślałem, że..
- To źle myślałeś. - przerwałam mu. Nie wiedziałam dokładnie o czym myślał, ale na pewno nie o tym co ja. - Wracamy. - wsiadłam do samochodu. Chłopak zrobił to samo. Żadne z nas się nie odezwało.
W sumie to ja w ogóle nie rozumiem dlaczego oddałam ten cholerny pocałunek. Czy ja muszę najpierw robić, a potem dopiero myśleć ? Jestem wściekła na samą siebie. Czemu ja muszę być tak, że jak coś robię to chcę tego, ale po czasie żałuje ? [...]
    Gdy tylko wróciliśmy do hotelu pobiegłam do siebie. Rzuciłam się na łóżko nawet się nie rozbierając. Nie miałam siły. Byłam wkurwiona na maxa. Po prostu nie rozumiem go. Najpierw mnie całuje, a potem przeprasza. O co tu kurwa chodzi, bo jakoś nie ogarniam.
Teraz żałuje, że poszłam w ogóle do jego pokoju. Po co ja się o niego martwiłam ? [...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz