W głowie w kółko powtarzałam sobie jaka to ja jestem głupia, a to
tylko dlatego, że nie potrafię traktować Biebera jak bym chciała, czyli
jak wroga. Nie wiem czemu tak jest, bo przecież jak na początku powiem
sobie, że tego kolesia mam traktować wrogo to tak jest. Coraz bardziej
siebie nie rozumiem. Czemu nie mogę tak normalnie go olać ? A to
zagadka. [...]
- Kiedy wracasz ? - zapytałam przyjaciółki. Miałam
nadzieję, że nic jej się nie przedłużyło i przyjedzie za te cztery
długie dni.
- Plany się nie zmieniły. - odetchnęłam z ulgą, gdy to usłyszałam.
Kilka minut jeszcze rozmawiałyśmy, po czym Miley musiała się rozłączyć, bo rodzice jej kazali pomóc w kolacji. [...]
Obudziłam się o dziewiątej. Jak co ranek wykonałam poranne czynności,
którymi był prysznic, umycie włosów itp. Ubrałam czarne krótkie
spodenki, białą bluzkę na ramiączkach i czarne trampki. Potem zrobiłam
tradycyjny makijaż używając cień, tusz i błyszczyk. Wzięłam telefon spod
poduszki, który zawsze tam śpi oraz kartę do drzwi, która znajdowała
się na stoliku obok. Wyszłam z pokoju kierując się na sale. [...]
-
Wiesz może gdzie jest Bieber ? - spytałam się Raula, który stał obok
mnie. Trochę mnie zdziwiło, że nie ma go, bo przecież zawsze był. No
chyba, że się coś stało. O nie, tą myśl to ja muszę od razu odgonić. W
sumie to po raz kolejny się o niego martwię. Ugh, chętnie bym sobie coś
zrobiła. Najgorsze było to, że Walla też nie ma.
- Nie, a co ?
- Widziałeś go dziś ? - kompletnie olałam jego pytanie, bo nie powinno go to w ogóle interesować.
- Nie. Coś się stało ? - zapytał z wielkimi oczami. Przez niego się bardziej martwię.
- Nie wiem. - mruknęłam pod nosem. - Dzięki. - klepnęłam go w ramię i poszłam w stronę pokoju Biebera.
Zapukałam
do drzwi, ale nikt się nie odezwał. Na moje szczęście drzwi było lekko
uchylone. Otworzyłam je delikatnie. Weszłam do pomieszczenia rozglądając
się dookoła. Dostrzegłam szatyna, który siedział na ziemi przy łóżku.
Wzrok miał skupiony na kołdrze ? Nie, to był jakiś biały proszek,
któremu się przyglądał. Wtedy moją pierwszą myślą było, że to mogą być
narkotyki. Modliłam się w duchu, aby to nie było to, ale wątpiłam w to z
każdą sekundą. Trochę zaczęłam się bać. Przełknęłam ślinę i podeszłam
do chłopaka.
- Narkotyki ? - szepnęłam.
- Nie potrafię z tym
skończyć. - powiedział zachrypniętym głosem. Usiadłam na łóżku obok
proszku. Spojrzałam na niego. W jego oczach były łzy. Znowu zrobiło mi
się go żal.
- Dużo tego masz ?
- Tak. - odpowiedział cichym
głosem. Nie wiedziałam dokładnie jak mogę mu pomóc, bo przecież nigdy
nie miałam z tym do czynienia. Jedną opcją było wyrzucenia tego
świństwa. Westchnęłam po czym powiedziałam poważnym tonem:
- Pozbądź
się tego. - chłopak spojrzał na mnie oczami pełnych bólu. - Pomogę ci. -
uśmiechnęłam się ciepło. Wstałam z łóżka łapiąc szatyna za dłoń. Tym
sposobem sam wstał na nogi. - Gdzie to masz ? - odwróciłam się w jego
stronę.
- W walizce, w szafie. - podeszłam do wskazanego miejsca.
Otworzyłam szafę i od razu chwyciłam za torbę. Otworzyłam zamek, a moim
oczom ukazał się mały worek. Wyciągnęłam go. W środku mogłam się
spodziewać, że są tam dragi. Pierwszym pomysłem było to, aby wyrzucić je
do kibla, ale to trochę głupi pomysł. Postanowiłam skorzystać z planu
numer dwa.
- Daj klucze od auta.
- Po co ? - zdziwił się moimi słowami. W sumie to mu się nie dziwie.
- Dasz ? - piosenkarz wyciągnął kluczyki z szuflady po czym podał mi je do ręki. - Jedziemy. - oznajmiłam. [...]
- Gdzie masz zamiar jechać ? - zapytał się, gdy tylko ruszyliśmy spod hotelu.
- Zobaczysz. - odpowiedziałam tajemniczo. Chłopak tylko westchnął. [...]
-
Wysiadaj. - odezwałam się po dwóch godzinach jazdy. Całą drogę nikt się
nie odezwał. Spojrzałam na wyświetlacz komórki. Było kilka minut po
północy, ale cóż. Wyszłam z auta. Bieber zrobił to samo. Oddałam mu
kluczyki, a on podał mi woreczek.
Rozejrzałam się po okolicy. Dawno
tu nie była. Kiedyś zawsze tu przychodziłam, gdy miałam złe dni, albo
smutne. Na te wspomnienia uśmiech sam wkradł mi się na twarz.
Przede
mną było małe jeziorko, a na około niego kilka krzaków. Ogólnie woda ta
znajdowała się w lesie oddalonym od głównego miasta w los angeles.
- Chodź. - zwróciłam się w stronę chłopaka delikatnie się uśmiechają. Podszedł do mnie wolnym krokiem podziwiając okolicę.
- Ładnie tu.
-
Wiem. - westchnęłam. - Wrzucamy to do jeziora. - kucnęłam przy wodzie.
Towarzysz zrobił to samo. Zaczął przyglądać się mi co robię. Rozdarłam
woreczek. Tak na oko obliczyłam z dwanaście saszetek. Wyciągnęłam jedną i
ją otworzyłam. Całą zawartość wysypałam. Wyciągnęłam następną i podałam
ją Justinowi. Był on trochę zdziwiony. Jakby bał się tego dotknąć czy
coś. Po kilku sekundach przełamał się i zrobił to co ja. Tak zrobiliśmy z
kolejnymi saszetkami. [...]
- Po wszystkim. - wstałam na nogi
uśmiechając się jaką to ja robotę odwaliłam. Poczułam lekki powiew
wiatru, który wywołał na moim ciele gęsią skórkę.
- Dziękuje Jessica. - uśmiechnął się do mnie delikatnie. Byłam dumna z chłopaka, który pozbył się tego świństwa.
-
Nie ma za co. - odwzajemniłam. Szatyn zbliżył się do mnie takim
sposobem, że czułam jego oddech na sobie. Czułam zapach mięty i perfum
jakie używał. Zrobiło mi się cieplej, gdy poczułam ten zapach. Tak
ciepło, że nie zważałam uwagi, że przed chwilą było mi zimno i nie
obchodziło mnie to, że mam na sobie tylko krótkie spodenki i cieniutką
bluzeczkę. Jego zapach zamącił mi w głowie..
Spojrzałam w jego oczy w
których mogłam ujrzeć maleńkie iskierki radości. Jakim sposobem były
wywoływane, nie mam pojęcia. Chłopak podążył moimi śladami. Patrzyliśmy
sobie głęboko w oczy. Zbliżył się bardziej do mnie.
Nie pocałujesz mnie. Pomyślałam twardo. Byłam pewna, że tego nie zrobi. Nie chciałam tego, lecz wszystko we mnie krzyczało: Pocałuj mnie, do cholery!
Przymknęłam
oczy. Po chwili delikatnie musnął moje usta. Myślałam, że chciał zrobić
tylko to, ale gdy poczułam jego rozgrzane wargi na moich nie chciałam
tego skończyć. Przegryzłam jego dolną wargę. Pocałował mnie. Oddałam
pocałunek. Lewą dłoń zarzuciłam na jego szyi kładąc na karku, a prawą
wplatając we włosy. Szatyn swoje dłonie położył na moich biodrach.
Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Wiedziałam, że źle robię.
Chciałam to zakończyć, ale nie potrafiłam. Nie potrafiłam oderwać się od
jego malinowych ust, od jego uścisku, od jego zapachu..
-
Przepraszam. - wysapał w moje usta. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Tak
po prostu ruszył w stronę samochodu. Jego sylwetka coraz dalej się
oddalała. Po chwili krzyknęłam w jego stronę:
- Słucham !? - odwrócił się w moją stronę.
- Przepraszam, że cie pocałowałem. - westchnął. On robi ze mnie debilkę, czy o co mu chodzi ?
-
Że co !? Czy ty siebie słyszysz ? - podeszłam do niego. - O czym ty
mówisz ? - zaśmiałam się nerwowo. - Przecież chciałam tego. Oddałam
pocałunek. Justin, kurwa. Co ty pierdolisz ?
- Bo ja myślałem, że..
-
To źle myślałeś. - przerwałam mu. Nie wiedziałam dokładnie o czym
myślał, ale na pewno nie o tym co ja. - Wracamy. - wsiadłam do
samochodu. Chłopak zrobił to samo. Żadne z nas się nie odezwało.
W
sumie to ja w ogóle nie rozumiem dlaczego oddałam ten cholerny
pocałunek. Czy ja muszę najpierw robić, a potem dopiero myśleć ? Jestem
wściekła na samą siebie. Czemu ja muszę być tak, że jak coś robię to
chcę tego, ale po czasie żałuje ? [...]
Gdy tylko wróciliśmy do
hotelu pobiegłam do siebie. Rzuciłam się na łóżko nawet się nie
rozbierając. Nie miałam siły. Byłam wkurwiona na maxa. Po prostu nie
rozumiem go. Najpierw mnie całuje, a potem przeprasza. O co tu kurwa
chodzi, bo jakoś nie ogarniam.
Teraz żałuje, że poszłam w ogóle do jego pokoju. Po co ja się o niego martwiłam ? [...]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz