wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział dwudziesty pierwszy

 *kilka dni później*

- Dobrze. Na dziś koniec! - krzyknęła nauczycielka tańca i wyszła z sali, a za nią reszta.
Wzięłam butelkę ze stolika i wypiłam prawie pół butelki po czym odłożyłam ją na miejsce. Pochyliłam się lekko do przodu i wzięłam kilka oddechów. Gdy mój oddech się wyrównał podeszłam do radia. Zaczęłam przeglądać po kolei wszystkie płyty. Po chwili poczułam czyjeś dłonie na brzuchu. W pierwszej chwili się przestraszyłam, ale gdy poczułam dobrze znany mi zapach perfum, odetchnęłam z ulgą. Odchyliłam lekko głowę do tyłu, opierając się o jego ramie. Dłonie położyłam na jego.
- Cześć - powiedział zachrypiałym głosem. Zadrżałam.
- A ty nie powinieneś być na próbie? - zmarszczyłam czoło.
- Yeah - zachichotał.
Poczułam jego wargi na mojej szyi. Moje serce zaczęło bić szybciej, a oddech stawał się szybszy.
- To co ty tu robisz?
- W tej chwili witam się z tobą - przejechał językiem po mojej szyi.
- Czemu cię nie ma na próbie? - uniosłam brew.
- Zadajesz za dużo pytań - zaśmiał się.
- Scooter cię zabije..
-  Przestań tyle mówić - obrócił mnie do siebie i pchnął na ścianę, która znajdowała się za mną.
- Justin ja mówię serio. Czemu..
- Zamknij się w końcu! - zaśmiał się.
Przegryzłam wargę i patrzyłam się w jego oczy.
- Jessica - odezwał się po kilku sekundach ciszy. Skinęłam głowę na znak, że go słucham. - Czy rozmawiałaś ostatnio z Jeydonem?
Gdy usłyszałam jego imię na plecach poczułam nieprzyjemne ciarki. Spojrzałam na brązowookiego. W jego oczach było widać przerażenie, co było dziwne Pokręciłam przecząco głową.
- Stało się coś?
- Nie - zaprzeczył szybko. Wzruszyłam ramionami. Nie chciałam z nim rozmawiać o Jeydonie. - Muszę iść - odsunął się ode mnie.
- Gdzie? - skrzyżowałam ręce. Justin zagryzł wargę i odwrócił twarz.
- Umówiłem się z Chrisem - powiedział szybko.
Nie uwierzyłam mu. Miałam przeczucie, że kłamie.
*
- To nie jest dobry pomysł Justin -odezwał się Chaz. Nie słuchałem go. - Justin, posłuchaj mnie - olałem go. - Słyszysz mnie? 
- Mam gdzieś twoje zdanie - syknąłem.
- Chcesz znowu mieszać się w to gówno!? - uniósł głos. Podszedłem do niego, tak że teraz staliśmy twarzą w twarz.
- Przestań się wpieprzać w moje życie - wysyczałem mu w twarz. Miałem dość tych jego monologów na temat tego gówna. To moje sprawa, moje życie.
- Rób se co chcesz, ale potem nie miej do mnie pretensji, że nie ostrzegałem! - krzyknął po czym wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Westchnąłem.
Rozejrzałem się po pokoju. Moją uwagę zwrócił mały woreczek na stole. Przełknąłem ślinę i zagryzłem wargę. Przez chwilę się zastanawiałem czy to dobry pomysł. Nie. Absolutnie nie był. Wzruszyłem ramionami i usiadłem na sofie. Wziąłem do ręki woreczek. Kilka razy obróciłem go w dłoni. Wziąłem głęboki oddech. Otworzyłem woreczek. Wysypałem całą zawartość na stół. Uśmiechnąłem się lekko. Musiałem to zrobić. Nie potrafiłem odmówić. Pochyliłem się lekko nad stołem i wciągnąłem proszek. Zakręciło mi się w głowie. Oparłem się oparcie. Kaszlnąłem. Wziąłem kilka głębszych wdechów. Po chwili poczułem to cudowne uczucie. Wszystko stało się nagle o wiele lepsze. Uśmiechnąłem się. Wstałem z sofy i wyszedłem z pokoju, zabierając wcześniej telefon i klucze.
*
Szłam przez korytarz, nucąc sobie pod nosem. Cały czas zastanawiałam się czy Justin mnie okłamał. Ale po co miał to robić? Miał w tym jakiś cel?
Byłam tak zamyślona, że niechcący na kogoś wpadłam.
- Przepraszam - uniosłam głowę i kogo zobaczyłam? Chaza. Chwila. Przecież Justin mówił, że umówił się z Chrisem. W takim razie co on tu robi?
- Nic się nie stało - starał się uśmiechnąć, ale mu wyszedł grymas. Chciał odejść, ale go zatrzymałam.
- Chaz - zawołałam za nim. Odwrócił się w moją stronę. - Nie miałeś się spotkać z Justinem? - zapytałam trochę nie śmiało.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Stało się coś? 
- Wiesz może gdzie on może być? - zadałam kolejne pytanie. Somers chwile się zastanawiał nad odpowiedzią. 
- Pojechał gdzieś. Nie pytaj mnie gdzie - wzruszył ramionami i odszedł.
Pojechał gdzie, ale gdzie? Miałam wrażenie, że Chaz coś wie, ale nie chciał mi powiedzieć tylko czemu? Westchnęłam ciężko i poszłam do swojego pokoju hotelowego.
*
- Patrzcie kto idzie! - krzyknął radośnie Harry. Wszyscy zaczęli klaskać w dłonie i wydobywać radosne okrzyki. Uśmiechnąłem się w ich stronę.
- Myśleliśmy, że o nas zapomniałeś młody! - krzyknął Liam. 
- Nie mógłbym - zaśmiałem się. 
Przywitałem się ze wszystkimi po czym usiadłem na ławce obok Harrego. Chłopak patrząc na mnie, uniósł w górę butelkę wódki. Wziąłem ją od niego i upiłem kilka łyków.
- Co cię do nas sprowadza? - zapytał po dłużej chwili Harry. Siedzieliśmy sami, bo reszta siedziała nad rzeczką. Mimo to słyszeliśmy ich śmiechy. - Potrzebujesz towaru, zgadłem? - skinąłem głową. - Przez dłuższy czas nie korzystałeś z naszych usług. Znalazłeś sobie kogoś innego? - spojrzał na mnie.
- To nie to - westchnąłem.
- Mów - zachęcił mnie.
- Ona - zagryzłem dolną wargę. Styles gwizdnął. Spojrzałem na niego spod byka.
- Bieber się zakochał - dźgnął mnie w brzuch.
- Nie zakochałem się - zaśmiałem się, kręcąc głową.
- Jaka ona jest? - kiwnął głową w moją stronę, upijając łyk piwa.
- Ona jest cudowna - uśmiechnąłem się na myśl o niej. Uniosłem butelkę wódki i przechyliłem ją do mojego gardła. Poczułem pieczenie, ale zignorowałem je. 
- Ładna? 
- Piękna - oblizałem wargi.
- Wcale się nie zakochałeś - szturchnął mnie łokciem i roześmiał się. Sam też się zaśmiałem. - To ile chcesz? - zapytał po krótkiej chwili.
- To zależy ile masz - powiedziałem cicho.
- Sześć ci wystarczy? - uniósł brwi. Kiwnąłem głową na znak, że pasuje mi. Harry rozejrzał się na boki po czym wyciągnął z kieszeni kurtki sześć woreczków i włożył mi do kieszeni spodni. - Przyjdź za dwa dni. Załatwię więcej. Na razie musi ci wystarczyć tyle - uśmiechnął się w moją stronę.
- Dzięki stary - podałem mu dłoń, którą uścisnął. 
- Nie ma sprawy młody - poklepał mnie po plecach.
*
Leżałam w łóżku i próbowałam zasnąć. Słabo mi to wychodziło. Westchnęłam głośno i usiadłam w siadzie skrzyżnym na materacu. Wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer Justina. Wcisnęłam zieloną słuchawkę. Przyłożyłam sobie urządzenie do ucha i czekałam na sygnał. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty, poczta głosowa. Zadzwoniłam do niego jeszcze kilka razy, ale za każdym razem włączała się poczta. Zrezygnowałam. Odłożyłam telefon na stolik. Gdzie on może się podziewać?
Martwiłam się o niego. Cholernie się martwiłam. Przez ostatnie dni Justin chodził co chwile zły. Nie mam pojęcia czym to było spowodowane. Zazwyczaj jak pytałam to na mnie krzyczał. Odpuściłam sobie, bo wiedziałam, że i tak nic mi nie powie.
Siedziałam na łóżku i wpatrywałam się w okno. Księżyc pięknie rozświetlał mój pokój.
Położyłam się na łóżku, ale próbowałam zasnąć, bo i tak by mi się to nie udało. Wzięłam komórkę i zaczęłam grać w po kolei każdą grę.
*
- Lenny! Mamy jeszcze jakiś alkohol? - krzyknął Harry. Lenny zaśmiał się głośno i podszedł do nas z butelką wódki. Styles od razu wziął ją od niego. Otworzył i wziął dużego łyka po czym podał mi. Napiłem się. Oddałem butelkę przyjacielowi. 
Wyciągnąłem woreczek z białym proszkiem z kieszeni. Harry spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Otworzyłem woreczek i wysypałem trochę zawartości na prawą dłoń i wciągnąłem. Zamknąłem woreczek i schowałem go z powrotem. Wyciągnąłem telefon. Odblokowałem go. Było już grubo po pierwszej. 
- Muszę się zwijać - odparłem niechętnie. Wszyscy zaczęli buczeć, a potem śmiać się. Wariaci.
Wstałem z ławki. Poprawiłem koszulkę i kurtkę. Harry stanął obok mnie i uniósł w górę butelkę wódki. Zaśmiałem się. Wziąłem kilka dużych łyków.
- Siema młody - krzyknął Lenny. Uścisnęliśmy się po czym pożegnałem się z resztą. 
- Widzimy się za dwa dni młody tutaj o tej samej porze? - kiwnąłem twierdząco głową. Pożegnałem się z Harrym i ruszyłem w stronę samochodu.
Do hotelu dojechałem bardzo szybko. Wysiadłem z samochodu, wyciągając butelkę wódki. Zamknąłem go i wszedłem do hotelu. Podszedłem do wind z małymi trudnościami. Na szczęście w pobliżu nie było nikogo. Wszedłem do windy i wcisnąłem guzik. Winda ruszyła. Wziąłem łyk wódki i spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Zaśmiałem się głośno. Byłem taki szczęśliwi. Miałem to ochotę wykrzyczeć na dachu. Winda stanęła. Wysiadłem z niej szybko. Chwiejnym krokiem szedłem przez korytarz w stronę mojego pokoju. Było ciemno jak w dupie u murzyna. Kompletnie nic nie widziałem. W końcu udało mi się dotrzeć do drzwi. Oparłem się plecami o ścianę. Zacząłem grzebać po wszystkich moich kieszeniach by znaleźć kartę do drzwi. Szybko mi się to udało. Złapałem za klamkę od drzwi i próbowałem trafić w punkt gdzie powinienem ją włożyć. 
- Kurwa - syknąłem. Karta mi spadła. 
Zachwiałem się lekko. Klęknąłem na ziemi i zacząłem na czworaka szukać karty. Czołgałem się cały czas w jednym kierunku aż w końcu o coś przywaliłem głową. 
- Cholera - usiadłem pod ścianą i napiłem się wódki.
*
Siedziałam na łóżku w ciszy, gdy nagle usłyszałam głośny huk. Poderwałam się na równe nogi i podeszłam do drzwi. Chwilę tak stałam, myśląc czy wyjść i sprawdzić. W końcu postanowiłam wyjść. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się po holu. 
- Justin? - spytałam zszokowana widząc go siedzącego na ziemi pod ścianą. Chłopak odwrócił się w moją stronę.
- O - jęknął. - Jessica, kochanie - zaśmiał się.
- Co ty tu robisz? - szepnęłam. - Wstawaj - wymruczał coś pod nosem i podniósł się z ziemi, chwiejąc się. - Chodź - pociągnęłam go za rękę do pokoju. Zamknęłam drzwi i zapaliłam lampkę nocną. Spojrzałam na niego i uniosłam brwi do góry. - Co trzymasz w dłoni? 
- Butelkę - uniósł ją do góry i zaśmiał się. Podeszłam do niego i spojrzałam w jego
 oczy. Były szare. Wyglądały jak za mgłą.
- Ćpałeś? - spytałam zdziwiona. - Dlaczego? - wzruszył ramionami i napił się cieczy z butelki. - Zostaw to - wyrwałam mu butelkę z ręki.
- Oddaj mi to - wystawił dłoń w moją stronę.
- Nie ma mowy - poszłam do łazienki, omijając go.
Stanęłam obok umywalki i powoli wylewałam wódkę z butelki. Po chwili chłopak stał obok mnie.
- Nie powinnaś tego robić - syknął, patrząc na mnie. Wylałam do końca ciesz po czym opukałam zlew. Położyłam butelkę na umywalce i odwróciłam się w jego stronę.
- Czyżby? - uniosłam brew. Justin zaśmiał się. Podszedł do mnie bliżej, tak że czułam jego oddech. Położył dłonie na moich biodrach, pociągnął mnie bliżej siebie i zaczął składać pocałunki na mojej szyi. - Justin - szepnęłam.
- Tak? - pocałował mnie w usta. Podniósł mnie nie przestając całować. Wyszedł z łazienki i podszedł do łóżka. Położył mnie na nim po czym nachylił się. Włożył dłonie pod moją koszulkę. Przestraszyłam się.
- Justin - szepnęłam. Chłopak położył palec na moich wargach.
- Sh kochanie. Obiecuje, że będzie ci się podobało - uśmiechnął się, patrząc w moje oczy. Zadrżałam.
Justin zaczął mnie całować brutalnie. Wepchnął język pomiędzy moje wargi. Czułam jak w moich oczach zbierają się łzy. Wiedziała co się za chwile stanie. Bałam się.
Chłopak podwinął moją koszulkę do góry po czym ściągnął ją i rzucił na podłogę. Zaczął ściskać i lizać moje piersi.
- Justin proszę cię przestań - łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nie zareagował. - Przestań! - krzyknęłam drżącym głosem. Chłopak złapał mnie mocno za nadgarstki.
- Zamknij się - syknął, ściskając mocniej dłonie. Jęknęłam z bólu.
Szatyn ściągnął z siebie kurtkę i rzucił gdzieś w bok. Uśmiechnął się i pocałował mnie. Nie odwzajemniłam.
- Proszę - wyszeptałam mu w usta, patrząc w jego zamglone oczy.
- Będzie ci ze mną cudownie skarbie - zagryzł wargę. Ściągnął ze mnie spodenki. Coraz bardziej się bałam. Łzy cały czas spływały mi po policzkach. Położył dłonie na moich udach i zaczął mnie całować brutalnie.
- Przestań! - krzyknęłam i walnęłam go mocno ręką w policzek. Szatyn jęknął z bólu. Odsunęłam się od niego i pobiegłam szybko do łazienki, zabierając bluzkę. Zamknęłam drzwi na zamek.
- Dziwka - splunął.
Oparłam się o drzwi po których się osunęłam. Przybliżyłam kolana do mojej klatki piersiowej, objęłam nogi rękami i oparłam brodę o kolana. Cała się trzęsłam, a łzy nie przestawały spływać po moich policzkach.
Nigdy nie widziałam Justina takiego agresywnego. Nigdy nie widziałam go, gdy był pod wpływem alkoholu i narkotyków. Przecież miał nie brać tych proszków.
Wzięłam kilka głębszych wdechów i wstałam z ziemi. Ubrałam na siebie koszulkę. Stanęłam obok umywalki i spojrzałam w lustro. Przestraszyłam się na mój widok. Rozmazany makijaż, czerwone oczy. Wyglądałam koszmarnie.
Otworzyłam drzwi i jak najciszej weszłam do pokoju. Rozejrzałam się dookoła. Justin leżał na łóżku. Spał. Tak mi się wydawało. Podeszłam do niego. Kucnęłam obok łóżka. Spojrzałam na jego twarz. Miał delikatnie rozchylone wargi. Wyglądał tak niewinnie. Pogłaskałam go delikatnie po policzku w który go wcześniej uderzyłam. Był czerwony. Westchnęłam i wstałam. Nakryłam chłopaka kołdrą po czym usiadłam na fotelu, który stał w rogu pokoju. Okryłam się kocem i próbowałam zasnąć. Po kilku minutach Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy.

~~~~~~
Rozdział do dupy... Po raz kolejny Was zawiodłam. 
Przepraszam Was z całego serduszka. Postaram się Wam to wynagrodzić. 

ask.fm | mój tt.: @swaggyqueen