poniedziałek, 24 grudnia 2012

Rozdział dwudziesty

Otworzyłem powoli powieki podnosząc głowę z biurka. Poczułem ból w karku. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Ręką rozmasowałem bolące miejsce choć to nic nie pomogło.Westchnąłem. Wstałem z krzesła na którym przesiedziałem kilka godzin. Wyciągnąłem komórkę w celu sprawdzenia godziny. 7:07. Ostatnio mam szczęście do takich typów godzin.
Odwróciłem się w stronę łóżka, aby sprawdzić czy dziewczyna dalej śpi. Puknąłem lekko w biurko. Jessica nawet nie drgnęła co oznaczało, że spała. Stałem cały czas w tym samym miejscu i patrzyłem na blondynkę. W pewnej chwili wpadłem na pomysł, który pewnie nie będzie podobał się Jessice.
Otworzyłem szufladę biurka z której wyciągnąłem jakiś notes i długopis. Wyrwałem z małego zeszytu jedną kartkę, wziąłem długopis do ręki i napisałem krótki liścik do blondynki. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Schowałem notes i długopis z powrotem na miejsce.Wziąłem karteczkę do ręki i podszedłem do śpiącej dziewczyny. Położyłem zapisany papier na stolik nocny obok butelki wody tak, aby ją zauważyła. Zerknąłem ostatni raz na Momsen, zaśmiałem się cicho i wyszedłem z pokoju. Będzie fajna zabawa. [..]

Perspektywa Jessici

Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Wczoraj musiałam przesadzić z alkoholem. Pewnie coś głupiego zrobiłam. Skrzywiłam się na tą myśl. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się. Rozejrzałam się po pokoju. Na ziemi leżała moja sukienka, którą miałam ubraną na imprezie. Musiałam być bardzo zmęczona, że rzuciłam ją na podłogę. Wyciągnęłam telefon spod poduszki. Odblokowałam ekran i spojrzałam na godzinę. 14:28. To sobie pospałam. Poczułam suchość w gardle. Wzięłam butelkę wody z szafki nocnej i wzięłam duży łyk. Od wiele lepiej. Odłożyłam butelkę na miejsce i wstałam z łóżka. Sukienkę, która leżała na ziemi, podniosłam i poszłam z nią do łazienki wcześniej wyciągając z szafy zestaw na dziś. [..]
Umyta, ubrana i wymalowana włączyłam komputer. Posprawdzałam kilka stron, aby zbić wolny czas. Gdy znudziło mi się przeglądanie stron, zaczęłam ogarniać trochę w pomieszczeni, bo był tu mały bałagan. Nienawidzę, gdy jest syf w pokoju. Lubiłam, gdy wszystko było poukładane. Pochowałam wszystkie ubrania, które leżały w różnych kątach. Gdy już wszystko poukładałam, pościeliłam łóżko. Jedna rzecz przykuła moją uwagę. Na ziemi leżała mała karteczka. Schyliłam się po nią, rozłożyłam ją i zaczęłam czytać.
Dziękuje ze noc. Byłaś cudowna. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy.
Justin
Że co!? Otworzyłam szerzej oczy i przeczytałam jeszcze kilka razy. Nie mogłam uwierzyć, że ja i Justin.. Nie! Nawet tego nie potrafię powiedzieć. To nie możliwe. Przecież ja bym nigdy nie przespała się z nim! Boże. Usiadłam na łóżku i zaczęłam głęboko oddychać. Starałam cokolwiek przypomnieć sobie z tej nocy. Nic, zupełnie nic. Film ucina mi się po tym jak razem z Miley siedziałyśmy przy barze. Schowałam kartkę do szuflady i mocno nią trzasnęłam. Wzięłam kartę do pokoju i wyszłam z pomieszczenia. Musiałam porozmawiać z Bieberem. Musiałam mu powiedzieć, że to co się stało tej nocy nic nie znaczy. Trochę się bałam tej rozmowy nawet nie wiem czemu. Westchnęłam i ruszyłam na dół. [..]
Weszłam do jadalni. Rozejrzałam się po wielkim pomieszczeniu i wzrokiem zaczęłam szukać Biebera. Był tam. Siedział z kolegami. Rozmawiali o czymś. Westchnęłam i ruszyłam w stronę chłopaków. Gdy tylko stałam za Justinem, chrząknęłam. Szatyn od razu zareagował i odwrócił się w moją stronę. Uśmiechnął się lekko i wstał z krzesła.
- Możemy pogadać? - zapytałam trochę nieśmiało. Bieber kiwnął głową i ruszył w stronę wyjścia. Spojrzałam na chłopaków i poszłam za Justinem.
- O czym chcesz rozmawiać? - zapytał, gdy byliśmy już w holu.
- Powinieneś się domyśleć - zagryzłam wargi. Bieber zaśmiał się. Głupia reakcja. 
- Mów - włożył ręce do kieszeni spodni i popatrzył na mnie.
- Ta noc - wzięłam głęboki oddech - Zapomni - szepnęłam.
- Jasne - wzruszył ramionami jakby go nie obchodziło co przed chwilą powiedziałam. Zaraz, chwila. Co on powiedział?
- Słucham? - otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam na szatyna.
- Powiedziałem jasne.
- Wiem co powiedziałeś - w sumie chciałam to od niego usłyszeć, ale jakoś smutno mi było, że ma na to.. wylane? 
- To w czym problem? - zapytał głupio się uśmiechając.
- Nie ważne - ominęłam go i ruszyłam w stronę wind. Wcisnęłam guzik, który zapalił się na zielono. Po chwili poczułam czyjeś ręce na biodrach i bardzo dobrze znane perfumy.
- Uwierzyłaś w ten liścik? - szepnął mi do ucha. Ciarki przeszły mi po plecach. Poczułam ciepło, które czułam za każdym razem, gdy szatyn był bardzo blisko. Zaraz, zaraz..
- Uwierzyłaś w ten liścik? - powiedziałam to samo co przed chwilą on powiedział. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam w jego czekoladowe oczy. - O czym ty mówisz?
- Nie przespaliśmy się razem - zaśmiał się. - Myślałem, że taka osoba jak ty nie uwierzy w jakiś głupi liścik - Nic nie było? On sobie ze mnie żarty robi? Poczułam złość, ogromną złość. Chciałam go uderzyć, ale powstrzymałam się.
- Ciebie pojebało!? - krzyknęłam mu prosto w twarz. - Zejdź mi z drogi - wyminęłam go i ruszyłam do schodów.
- Wiesz - usłyszałam jego głos tuż obok mnie. Zatrzymałam się i stałam z zaciśniętymi rękami. - Gdybym zgodził się na twoją pieprzoną propozycję, wylądowalibyśmy w łóżku! - krzyknął. Jaką propozycję? O czym on mówi? - Nie pamiętasz nic? - stanął na przeciw mnie. Kiwnęłam przecząco głową, a on się zaśmiał. - Chciałaś się ze mną przespać - otworzyłam ze zdziwienia usta. To niemożliwe. Nigdy bym się z nim przespała. 
- Na pewno nie - szepnęłam. Po raz kolejny się zaśmiał.
- A jednak - syknął. - Wkurwiasz mnie!
- Ja ciebie? To ty mnie wkurwiasz! Ciągle mnie całujesz i - nie dane było mi skończyć.
- To po co kurwa za każdym razem odwzajemniasz!? - i tym pytaniem mnie zgasił. Czemu ja odwzajemniałam? Przecież ja go nawet nie lubię. Nienawidzę go. - Właśnie - szepnął i odszedł. [..]
Siedziałam w pokoju i nie miałam pojęcia co robić. Było grubo po 23 więc nie dzwoniłam do Miley czy Mikea. Po tej wymianie zdań z Bieberem poszłam do przyjaciół. Trochę z nimi pogadałam. Mike podziękował za wspaniałą imprezę. Trochę się pośmialiśmy, ale ja cały czas miałam w głowie Justina. Nie wiem dlaczego ja się tak nim przejmowałam. Przecież był mi obojętny. Nie interesuje mnie jego osoba, a jednak martwiłam się o niego. Pamiętam jak kiedyś z siostrą Miley, Emily wróciłyśmy z zakupów.  
Idąc w stronę pokoju usłyszałyśmy głośne krzyki.
Krzyki należały do Justin i Jeydona. No właśnie, Jeydon. Dawno go nie widziałam i bardzo się z tego cieszyłam
- Zobaczysz. Nim się obejrzysz, a już nie będziesz tym sławnym Bieberkiem, którego wszyscy kochają ! - wydarł się Wale.
- Zajebiście ! Skończyłeś już czy dalej będziesz pierdolił, że mnie zabijesz czy kurwa co !? - krzyknął Bieber. Spojrzałam w jego stronę i dostrzegłam krew, która leciał mu z nosa. Chciałam do niego podejść, ale bałam się Wale. Nie wiem czemu. Może przez jego słowa ?

Pamiętam jak w tamtym momencie serce podskoczyło mi do gardła. Pewnie Emily również
- Skończę z tobą prędzej czy później, ale nie sam. - zaśmiał się złośliwie.
- Nie potrafisz sam ? - zapytał się gwiazdor wycierając o rękę krew.
- Chuj cię to obchodzi ! - krzyknął prosto w jego twarz. - Sam czy nie i tak zginiesz. Jesteś za słaby. - w tej chwili moje oczy wyglądały jak dwie pięciozłotówki. Jeydon obrócił się w naszą stronę i dopiero teraz nas spostrzegł. Popatrzył się na nas złowrogo po czym odszedł. Byłam w szoku.
Ten jego wzrok. Gdy na nas popatrzył jeszcze bardziej się przestraszyłam. Nie wiedziałam do czego Wale jest zdolny.
Emily szturchnęła mnie lekko w ramię i wtedy się ocknęłam. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę chłopaka. [..] Spojrzałam w jego oczy w których dostrzegłam łzy, które po chwili znajdowały się na jego policzkach. W tamtym momencie chciałam go pocieszyć, przytulić. Wszystko byle nie płakał. Podeszłam do niego bliżej, a chłopak się we mnie wtulił. Poczułam się jakoś dziwnie, inaczej.
Dziwne, inaczej. Przyspieszony oddech, mocniejsze bicie serca i te pieprzone motyle w brzuchu. Justin był jedyną osobą przy której czułam to. 
Był smutny. Na jego widok chciało mi się płakać. Nie wiem czemu, ale tak było. 
Czemu? Bo nie lubiłam, gdy on był smutny. Kiedy on był smutny, ja byłam smutna. 
Pamiętam jak kiedyś poszłam na salę gdzie ćwiczymy układy. To było jeszcze przed tym wydarzeniem z Jeydonem. Just tonight I will stay - do tej piosenki tańczyłam jak i śpiewać. Justin w pewnej chwili wszedł na salę i musiał mi się przyglądać i słuchać mojego wycia, bo potem powiedział, że ładnie śpiewam. Wkurzyłam się na niego. Po jakieś dłużej chwili zadał pytanie o Chaza.
Spojrzał w moje oczy, a ja w jego. Były takie brązowe jak dwie okrągłe czekoladki. Były one nasycone wielką ilością czekolady. Mimowolnie na mojej twarzy zagościł uśmiech. [..] odwróciłam twarz w lewą stronę by tylko nie patrzeć na jego oczy.
Prawie zawsze jak patrzę w jego oczy, uśmiecham się. To taki odruch.
- Tylko się mu stanie krzywda przez ciebie to nie wiem co ci zrobię.
Pamiętam jak powiedział to Chaz, gdy wyszłam z pokoju Jeydona. Nigdy nie pozwolę by Justinowi stała się krzywda. 
- [..] Nie wiem czemu, ale pomogłam twojemu przyjacielowi. Nie myśl sobie, że chcę mu pomóc.
Chcę mu pomóc. Nawet jeśli nie będzie chciał pomocy ode mnie.
- Pewnie Justina też se owiniesz wokół palca, a potem oddasz go Jeydonowi ?
- Nigdy bym tego nie zrobiła ! - krzyknęłam.
Nigdy bym tego nie zrobiła. Przenigdy. Nawet bym o tym nie pomyślała.
- Kocham go jak własnego brata i nie chcę żeby stała mu się krzywda. Nie chcę żeby cierpiał. Zrozum to w końcu co to jest przyjaźń. [..] Usiadłam pod ścianą i chciało mi się płakać. W tamtym momencie dotarło do mojego serduszka co to naprawdę jest przyjaźń. Może nie do końca wiedziałam, ale po części.
Chaz miał rację. Nie mogłam zachowywać się tak w stosunku przyjaciół. Tak, byłam beznadziejną przyjaciółką. Zrozumiałam, że źle robię dzięki Chazowi. To on mi uświadomił to, ale do mojego serca dopiero dotarło kiedy powiedział te słowa. 
Pamiętam jak pojechaliśmy w trasę. 
Spojrzałam na jego usta po czym w oczy. To było trochę głupie ? Nie wiem. Dość dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. I znowu te oczy ! Boże święty ! Co to ma być ? Szatyn przybliżył się do mnie tak, że między naszymi twarzami były jakieś dwa centymetry. Czułam jego oddech na szyi. Tą chwilę przerwały otwierające się drzwi i dobrze mi znane śmiechy, które należały do Somersa i Greena. W duchu byłam szczęśliwa, że się pojawili.
Tak bardzo chciałam tego pocałunku, ale musiał go przerwać Chaz i Jason. Chętnie bym ich udusiła. 
Pamiętam jak po koncercie wracaliśmy samochodem do hotelu. Justin był chory. Miał gorączkę. Martwiłam się o niego. 
Któregoś dnia, gdy byliśmy już w LA, razem z Jasonem, Chazem i Justinem siedziałam w barze gdzie jedliśmy kolacje. Green i Somers poszli wtedy na imprezę. Razem z Justinem poszliśmy do wind. W holu stał ojciec szatyna. Był pijany. Ledwo trzymał się na nogach. Między mężczyzną, a piosenkarzem doszło do kłótni. Gdy jego ojciec odszedł weszliśmy do windy.
- Twój ojciec ? - zapytałam szeptem.
- Ja nie mam ojca. - po jego policzkach znowu zaczęły łzy płynąć. Zaczynam żałować, że zadałam to pytanie. 
To było najgłupsze pytanie jakie mogłam zadać. Żałowałam, że je zadałam. Bardzo żałowałam.
Potem poszliśmy do Justina pokoju. Nie chciałam go zostawiać, a on nie chciał być sam. Wtedy otworzył się i powiedział mi wszystko, chyba wszystko.
- Obiecaj. - spojrzał mi prosto w oczy. - Obiecaj, że nigdy nikomu tego nie powiesz.
- Obiecuję. Obiecuję Justin. - po raz kolejny szatyn się we mnie wtulił.
Dotrzymam obietnicy. Nikomu nie powiem o tej historii. Obiecałam, a obietnice trzeba dotrzymać.
Potem Justin zaczął zadawać mi różne pytania.
- Byłaś kiedyś zakochana ? - zapytał ni stąd ni zowąd.
- Nie i nie mam zamiaru tego przeżywać. Jest to dla mnie dalekie uczcie i niech tak zostanie. [..]
 
- Dla ciebie miłość nie istnieje ? - zapytał, wręcz wyglądało to na stwierdzenie. Kiwnęłam potwierdzająco głową. - Gdy wreszcie zakochasz się zrozumiesz. I nie mów mi, że nigdy nie poczujesz tego uczucie. Nie unikniesz tego. - uśmiechnął się do mnie. 
Zrozumiałam. Poczułam to. Miał rację. Nie uniknę tego uczucia.
Następny dzień był również dziwny. Pomogłam Justinowi pozbyć się narkotyków choć wiem, że nie na zawsze. Zabrałam go na moją ulubioną łąkę. Tam stało się coś, czego się nie spodziewałam.
Szatyn zbliżył się do mnie takim sposobem, że czułam jego oddech na sobie. Czułam zapach mięty i perfum jakie używał. Zrobiło mi się cieplej, gdy poczułam ten zapach. Tak ciepło, że nie zważałam uwagi, że przed chwilą było mi zimno i nie obchodziło mnie to, że mam na sobie tylko krótkie spodenki i cieniutką bluzeczkę. Jego zapach zamącił mi w głowie..
Spojrzałam w jego oczy w których mogłam ujrzeć maleńkie iskierki radości. Jakim sposobem były wywoływane, nie mam pojęcia. Chłopak podążył moimi śladami. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Zbliżył się bardziej do mnie.
Nie pocałujesz mnie. Pomyślałam twardo. Byłam pewna, że tego nie zrobi. Nie chciałam tego, lecz wszystko we mnie krzyczało: Pocałuj mnie, do cholery!
Przymknęłam oczy. Po chwili delikatnie musnął moje usta. Myślałam, że chciał zrobić tylko to, ale gdy poczułam jego rozgrzane wargi na moich nie chciałam tego skończyć. Przegryzłam jego dolną wargę. Pocałował mnie. Oddałam pocałunek. Lewą dłoń zarzuciłam na jego szyi kładąc na karku, a prawą wplatając we włosy. Szatyn swoje dłonie położył na moich biodrach. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Wiedziałam, że źle robię. Chciałam to zakończyć, ale nie potrafiłam. Nie potrafiłam oderwać się od jego malinowych ust, od jego uścisku, od jego zapachu..
- Przepraszam. - wysapał w moje usta.
Wkurzyłam się. Chciałam tego pocałunku. Bardzo chciałam. Tą chwilę nigdy nie zapomnę. To był nasz pierwszy pocałunek. Pokłóciliśmy się.
- Co ty sobie myślałeś ? Że zakochałam się w pieprzonej gwiazdce ? - zaśmiałam się.
Źle myślał. Nigdy nie zakocham się w pieprzonej gwiazdce tylko w niesamowitym piosenkarzu.
I impreza. Pamiętam jak poprosiłam Justina o to, aby spędził czas z Mikeem na imprezie.
- Jasne, ale będziesz musiała mi to jakoś wynagrodzić - uśmiechnął się cwano i musnął swoimi wargami mój policzek. - Słodko się rumienisz - i znowu się uśmiechnął. Zaraz, zaraz.. Co on powiedział !?
- Ja się nie rumienię ! - krzyknęłam. Przecież ja się nigdy nie rumienię ! 

Szczerze to nigdy się nie rumieniłam. To był chyba pierwszy raz.
Potem poszliśmy sale. Wtedy znowu mnie pocałował. Tym razem przerwała nam Miley.
Justin zbliżył się do mnie patrząc w oczy. Zrobiłam to samo. Czułam zapach jego perfum. Po chwili poczułam jego usta na moich. Musnął delikatnie moje usta. Chciałam pogłębić pocałunek. Nie wiem co mną w tedy kierowało. Po chwili usłyszałam głośne chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie. Justin podskoczył jak oparzony. Skutkiem było to, że się przewrócił i walnął głową o keyboard aż mu kapelusz spadł. Spojrzałam na niego z rozbawieniem.
Co się stało po imprezie? Starałam sobie przypomnieć cokolwiek. Musiałam zrobić coś głupiego. Justin by się tak nie zachował jak dziś. Muszę sobie przypomnieć co było tej nocy.
Zagryzłam delikatnie dolną wargę i stanęłam tuż obok niego. Spojrzał na mnie pytającym spojrzeniem. Nic nie powiedziałam. Zbliżyłam swoją twarz do jego tak, że czułam jego perfumy. Po chwili wpiłam się w jego wargi. Delikatnie musnęłam je, raz, drugi. Chłopak bardziej mnie do siebie przeciągnął na co się uśmiechnęłam. Pchnęłam go na łóżko, które stało za nim. Usiadłam na nim okrakiem i po raz kolejny wpiłam się w jego wargi. Jedną rękę wplątałam w jego włosy, a drugą położyłam na karku. On swoje dłonie położył na moich plecach. Odwzajemniał każdy mój pocałunek. Z sekundy na sekundę było nam coraz bardziej gorąco. Oddechy stawały się coraz bardziej nie równe. Nasze serca biły jak oszalałe. Zaczęłam odpinać jego koszulę nie odrywając się od jego warg. 
 - Jess - wysapał w moje usta. Nie zareagowałam. Nie przerwałam czynności. - Jessica, stop - oderwał się od moich warg i złapał mnie za nadgarstki. Byłam zaskoczona jego zachowaniem, spojrzałam mu w oczy.
- Nie podoba ci się ? - spytałam ledwo sklejając zdanie. Zepchnął mnie delikatnie na łóżko i wstał. Podszedł do okna zapinając koszulę.
- Nie o to chodzi - odpowiedział. Stanęłam obok niego. Wpatrując się w okno po raz kolejny zadałam pytanie.
- A o co ?
- Jesteś pijana !
- Wcale nie jestem ! - prychnęłam i usiadłam na łóżku.

Boże. Dlaczego ja musiałam się tak upić? Ostatni raz. Obiecuje to sobie.
Byłam wściekła na siebie. Musiałam przeprosić Justina. Musiałam powiedzieć mu coś ważnego. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. Daleko nie musiałam iść, bo chłopak miał pokój obok mnie. Zapukałam w nie mocno tak, aby usłyszał. Po chwili w drzwiach pojawił się on. Wyglądał idealnie jak zawsze.
- Justin, przepraszam - powiedziałam łamiącym się głosem. W oczach zebrały mi się łzy. Było mi cholernie głupio. Za to wszystko, a szczególnie za ostatnie wydarzenie.
- Stało się coś? - zapytał niczego nieświadomy. Weszłam do pokoju, bo nie chciałam, aby cały hotel słyszał naszą rozmowę. Szatyn zamknął drzwi i spojrzał na mnie.
- Przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam Justin - rozpłakałam się jeszcze bardziej. Chłopak podszedł do mnie i przytulił. Wtuliłam się w niego.
- Shh - piosenkarz zaczął głaskać mnie po włosach. Jego dotyk uspokajał mnie. - Co się stało? - szepnął mi do ucha. I znowu te ciarki. Odsunęłam się od niego niechętnie i spojrzałam w jego cudowne oczy.
- Byłam głupia - zaśmiałam się. Chłopak spojrzał na mnie lekko zdziwiony. - Nie rozumiesz? - zapytałam choć dobrze znałam odpowiedź. Szatyn pokręcił głowę przecząco. - Zrozumiałam coś ważnego Justin - przybliżyłam się do niego tak, że mogłam poczuć jego oddech. - Coś bardzo ważnego - szepnęłam tuż przy jego ustach, które po chwili musnęłam. Chłopak był w szoku, bo na początku nic nie zrobił. Dopiero po chwili się ocknął. Lekko się uśmiechnął i przyciągnął mnie bardziej do siebie. Ręce wplątałam w jego włosy delikatnie je czochrając. Pogłębiłam pocałunek. Justin podniósł mnie do góry i nie przerywając pocałunku ruszył w stronę łóżka na które powoli mnie położył. Piosenkarz nachylił się nade mną, rękami podpierając się obok mojej twarzy i spojrzał mi w oczy. Również spojrzałam w jego oczy. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Położyłam lewą dłoń na jego karku. Szatyn zaczął składać pocałunki na mojej szyi. Odchyliłam lekko głowę i przymknęłam oczy. Po chwili Justin jeździł językiem po mojej szyi i dekolcie. Zaśmiałam się, bo trochę mnie to łaskotało. Chłopak spojrzał na mnie i również się zaśmiał. Poczułam na plecach jego zimne dłonie. Zadrżałam. Jus przybliżył twarz do mojej i pocałował mnie. Na początku pocałunek był delikatny, ale po chwili przerodził się w coś wielkiego. Atmosfera z sekundy na sekundy była bardziej gorąca. Szatyn ściągnął ze mnie koszulkę, rzucił ją na ziemię i spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się do niego dając znać, że wszystko jest w porządku. Pchnęłam go tak, że to on teraz leżał. Usiadłam na nim okrakiem. Podwinęłam jego koszulkę do góry. Jego klata była nieziemska. Widziałam drugi raz, ale teraz mogłam przyjrzeć się jej dokładnie. Zagryzłam wargi. Justin pomógł mi ściągnąć z niego koszulkę. Przejechałam opuszkami palców po jego klacie. Ręką zjechałam na jego guzik od spodni. Zerknęłam na chłopaka, który delikatnie się uśmiechał. Nachyliłam się nad jego twarzą i musnęłam jego wargi.
- Zostaniesz ze mną? - szepnął. Kiwnęłam twierdząco głową. Zeszłam z chłopaka i usiadłam na łóżku. Justin wstał i podszedł do szafy. Wyciągnął jakąś koszulkę, którą rzucił we mnie. - Ubierz - uśmiechnął się. Wzięłam t-shirt i poszłam do łazienki. Zdjęłam buty i spódniczkę i włożyłam fioletową bluzkę Justina. Umyłam twarz i przepłukałam usta. Wyszłam z pomieszczenia biorąc ze sobą ubrania i buty. Szatyn spojrzał na mnie, uśmiechnął się po czym wszedł do łazienki. Ciuchy, które miała w ręku położyłam na fotel, który stał obok okna. Po chwili z łazienki wyszedł Justin. Rzucił ubrania, które miał wcześniej na sobie w to samo miejsce co ja po czym położył się na łóżko. - Chodź - chłopak poklepał miejsce obok siebie. Uśmiechnęłam się i położyłam obok niego. [..]

~~~~~~

WESOŁYCH ŚWIĄT ! <3
Wreszcie napisałam nowy rozdział. Przepraszam, że musieliście tak długo czekać.
Dziś jest Wigilia i z tej okazji dodałam rozdział. Taki mały prezent dla Was.
Rozdział jest dłuższy. Przyspieszyłam akcję. Jessica miała dopiero w około 30
rozdziale zrozumieć, że coś czuje do Justina. Mam nadzieję, że się nie gniewacie.

Jak Wam się podoba rozdział ? Komentujcie :)
Do następnego <3

niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział dziewiętnasty.


[..] Siedziałam z Miley przy barze rozmawiając, śmiejąc się ze wszystkiego popijąc przy tym drinki, które robił Ron. Nie miałam pojęcia ile ich wypiłam do tej pory, ale na pewno sporo. Podobną ilość alkoholu wypiła Miley, ale jakoś nie zwracałyśmy wielkiej uwagi na to ile już alkoholu mamy we krwi. Jest impreza, trzeba się bawić.
Na zegarkach wybiła pierwsza. Wszyscy wywijali na parkiecie do piosenki Rity Ory - How We Do. Osobiście nie przepadam za tym kawałkiem. Akurat była już końcówka. Zaraz potem w głośnikach można było usłyszeć dobrze znany mi kawałek, Calvin Harris feat. Example - We'll Be Coming Back. Uwielbiam go. Wstałam z krzesła i ruszyłam na parkiet ciągnąc za sobą przyjaciółkę. Poprzednie piosenki przetańczyłam z nią więc ten również miałam zamiar . Stojąc już na parkiecie zaczęłyśmy się wygłupiać i wydzierać na całą salę, bo śpiewem tego nie nazwę. Większość zaczęła patrzeć na nas jak na idiotki, ale nam to nie przeszkadzało i nie przerywałyśmy naszej zabawy.
Po Calvinie puścili jakąś piosenkę Chrisa Browna. Mike porwał do tańca Miley. Zostałam sama. Podeszłam do baru i wzięłam swojego nie dokończonego drinka. Zaczęłam się zastanawiać gdzie jest Justin. Ostatni raz go widziałam na scenie, gdy śpiewał One Time, chyba. Mniejsza z tym. Rozejrzałam się po sali lecz bez skutku. No cóż, chyba muszę się sama pobawić. Wypiłam do końca kolorowego drinka i poprosiłam o następnego. Ron z niechęcią mi go dał twierdząc, że i tak dużo już wypiłam. Wzięłam szklankę i ruszyłam na poszukiwanie gwiazdora. Po drodze spotkałam Jasona prawie się potykając.
 - Uważaj jak łazisz Jess - zaśmiał się. Przezabawne, serio Jason.
- Szukam Justina - powiedziałam trochę się jąkając. Jason znowu się zaśmiał. Zmierzyłam go wzrokiem po czym od razu się zamknął.
- O ile się nie mylę to siedzi z Chazem na końcu sali - krzyknął bym dokładnie usłyszała każde słowo. No tak, przez tą muzykę nie za bardzo można było usłyszeć. Nic nie odpowiadając, wyminęłam go i ruszyłam we wskazanym kierunku.
Droga zajęła mi dość długo, ale to przez tych wszystkich ludzi. Jakoś mi się udało dostać na koniec sali gdzie imprezowiczów było znacznie mniej. Odetchnęłam z ulgą po czym wzięłam łyka alkoholu. Dziwne, że mi się nie wylał. Wzrokiem zaczęłam szukać Justina. Przy jednym stoliku siedział Chaz co oznaczało, że postać, która siedziała na przeciw niego musiał być Bieber. Podeszłam do ich stolika lekko chwiejnym krokiem. Somers od razu spojrzał na mnie wzrokiem zabójcy, dosłownie. Olałam go. Usiadłam obok piosenkarza wcześniej kładąc szklankę.
- Cześć Justinku - przeciągnęłam słodko, uśmiechając się do Biebera. Chłopak spojrzał na mnie rozbawiony.
- Zostawię was samych - odezwał się Somers i poszedł w siną dal. W sumie bardzo dobrze.
Justin odwrócił się w moją stronę i zaczął mi się przyglądać.
- Nie za dużo wypiłaś ? - odezwał się po chwili ciszy. Pokręciłam przecząco głową.
- Czemu tak myślisz ? - usiadłam bliżej niego.

Perspektywa Justina

Zaśmiałem się cicho. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest piana. Prosiłem Rona, aby nie dawał jej za dużo drinków, a jednak nie posłuchał mnie. No cóż, trzeba skończyć tą imprezę.
- Wstawaj - szturchnąłem delikatnie dziewczynę. Posłusznie wstała wcześniej dokańczając swojego drinka. Skrzywiłem się lekko przypominając o człowieku zwanym moim ojcem. Westchnąłem. Wstałem z wygodnej kanapy i stanąłem obok Jessicy, która ledwo trzymała się na nogach. Złapałem ją za rękę na co szeroko się uśmiechnęła. Przepychając się przez tłum pijanych imprezowiczów ruszyłem w stronę sceny ciągnąc dziewczynę.
- Siedź tu i się nie ruszaj - krzyknęłam wyraźnie by Jessica mogła zrozumieć każde słowo.  Dziewczyna usiadła na krześle. Zostawiając ją na chwile wszedłem na scenę wcześniej prosząc Jasona, aby jej pilnował. Wziąłem od Dana mikrofon i stanąłem na środku.
- Impreza dobiegła końca - muzyka ucichła. Można było usłyszeć przekleństwa ze strony imprezowiczów i buczenia. Olałem ich i nic więcej nie mówiąc zszedłem ze sceny oddając mikrofon Danowi.
- Pozamykaj wszystko i załatw pokój dla Miley i Mikea - zwróciłem się w stronę Jasona. Przytaknął biorąc ode mnie klucze. Pociągnąłem Jessice za rękę i wyszliśmy z sali bez żadnych problemów, ponieważ większość gości już poszło.
Po kilku minutach, a może i nawet kilkunastu wreszcie znaleźliśmy się w pokoju dziewczyny. Długo nam to zajęło gdyż Jessica zapomniała gdzie ma kartę. Okazało się, że zostawiła w recepcji i musiałem po nią schodzić z wytłumaczeniem, że Momsen mnie o to poprosiła. Trochę musiałem na ściemniać, ale się udało.
Gdy tylko weszliśmy do pokoju, dziewczyna rzuciła swoje szpilki gdzieś w kąti, które wcześniej ściągnęła. Gdy tylko buty opadły na ziemię, zaczęła śmiać się nie wiadomo z czego. Alkohol musi nie źle na nią działać. Zamknąłem drzwi i podszedłem do niej. Jessica od razu odwróciła się w moją stronę i lekko się uśmiechnęła co nie miała w zwyczaju. Odwzajemniłem uśmiech.
- Idź się przebierz i kładź się do łóżka - rozkazałem dziewczynie jednak ona nie miała żadnego zamiaru wykonać mojego polecenia. Zagryzła delikatnie dolną wargę i stanęła tuż obok mnie. Spojrzałem na nią pytającym spojrzeniem. Nic nie powiedziała. Zbliżyła swoją twarz do mojej tak, że czułem jej słodki oddech. Wiedziałem co chce zrobić. Nie myliłem się. Po chwili poczułem jej wargi na moich. Delikatnie musnęła je, raz, drugi. Powinienem ją odepchnąć, ale tego nie zrobiłem, wręcz przeciwnie. Jeszcze bardziej ją do siebie przeciągnąłem na co ona się uśmiechnęła. Jessica pchnęła mnie na łóżko, które stało za mną. Dziewczyna usiadła na mnie okrakiem i po raz kolejny wpiła się w moje wargi. Jedną rękę wplątała w moje włosy, a drugą położyła na karku. Swoje dłonie położyłem na jej plecach. Odwzajemniałem każdy jej pocałunek. Z sekundy na sekundę było mi coraz bardziej gorąco. Oddech stawał się coraz bardziej nie równy. Moje serce biło jak oszalałe. Dziewczyna zaczęła odpinać moją koszulę nie odrywając się o moich warg. Wiedziałem do czego to zmierza. Musiałem to zakończyć jak najszybciej dopóki jeszcze racjonalnie myślałem.
- Jess - wysapałem w jej usta. Zero reakcji. Nie przerwała czynności.- Jessica, stop - oderwałem się od jej warg i złapałem ją za nadgarstki. Dziewczyna zaskoczona moim zachowaniem spojrzała mi w oczy.
- Nie podoba ci się ? - spytała ledwo sklejając zdanie. Zepchnąłem ją delikatnie na łóżko i wstałem. Podszedłem do okna zapinając koszulę.
- Nie o to chodzi - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Momsen stanęła obok mnie. Wpatrując się w okno po raz kolejny zadała pytanie.
- A o co ?
- Jesteś pijana !
- Wcale nie jestem ! - prychnęła i usiadła na łóżku.
Nic już nie mówiąc usiadłem na krześle, które stało obok biurka. Wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni i wszedłem na twittera. Dodałem wpis i follownąłem kilka osób. Wylogowałem się i schowałem komórkę z powrotem na miejsce. Spojrzałem na Jessice. Spała. Odetchnąłem z ulgą. Chciałem już wychodzić, gdy do głowy mi przyszło, że Jess może sobie coś zrobić lub gdzieś pójść. Nie mogłem jej zostawić. Wróciłem na poprzednie miejsce i znowu wyciągnąłem telefon. Zacząłem grać w jakąś dziwną grę. Jakieś klocki trzeba układać. Niby głupia gra, a mnie wciągnęła. Dopiero, gdy telefon dał znać, że ma słabą baterię. Wyłączyłem grę i odłożyłem urządzenie na bok. Mógłbym wziąć laptopa Jessicy, ale pewnie ma na hasło więc to jest bezsensu. Spojrzałem na zegarek w telefonie. 4:04. Większość ludzi przy takich godzinach jak ta wypowiada jakieś życzenie, ale nie ja. Uważam, że to głupie.
Położyłem głowie na biurku. Byłem strasznie zmęczony mimo, że całą imprezę przesiedziałem, a alkoholu nie wziąłem do ust choć wiele osób mnie namawiało. Za każdym razem odmawiałem na co byli zdziwieni. Mam obrzydzenie do alkoholu.
Nie wiedząc kiedy, zasnąłem.

~~~~~~

Witam Was na nowym adresie :)
Dawno nie pisałam rozdziału co było powodem braku weny. Przepraszam.
Od teraz będę się strać, aby rozdziały pojawiały się w przeciągu 2 tygodni. 

Jeżeli ktoś chce być informowany o nowej notce w komentarzu podajcie
link do bloga albo swoje nazwy na tt. 

sobota, 3 listopada 2012

Rozdział osiemnasty.


Była to oczywiście Miley ! Ale co ona tu robi ? Przecież miała być z Mike'iem. Dziewczyna zaczęła się śmiać jak głupia. Spojrzałam na nią jak na idiotkę, a ona od razu się zamknęła.
- Co ty tu robisz ? - zapytałam dość spokojnym głosem co mnie zdziwiło i ją chyba też.
- Sama nie wiem - zaczęła nie pewnie patrząc na swoje buty.
- Miley - westchnęłam. Przyjaciółka na mnie spojrzała już lekko speszona.
- Pójdę już - popatrzyła w stronę Bieber'a, który cały czas leżałam i masował się po głowie.  - Za godzinę przyjdę z Mike'em - i wyszła.
Wybuchłam głośnym śmiechem. Nie mam pojęcia nawet czemu. Ciekawe co sobie biedna Miley pomyślała jak zauważyła mnie całującą się z Bieber'em. O szlak ! Że ja się wcześniej nie zorientowałam. To teraz będę musiała się jakoś z tego nieźle wywinąć, bo jak to Miley wymyśli sobie historyjkę, że mi się Bieber podoba, albo, że się w nim zakochałam. Pewnie będzie nawijać jeszcze gorzej jak jej powiedziałam, że się pierwszy raz z nim całowałam. O matko, co ja najlepszego robię. Po co ja za każdym razem oddaję te pocałunki ? Po co ? Jestem nienormalna. Zresztą, po co on mnie do cholery całuje ? Ugh, nienawidzę go !
- Przepraszam cię za Miley - uśmiechnęłam się w jego stronę co odwzajemnił.
Na jasną cholerę przepraszasz go ? Idiotka ! - pomyślałam po czym walnęłam się w czoło.
- Wstawaj, zaraz goście przyjdą - chłopak wstał bez żadnego słowa. Założył kapelusz i stanęliśmy przy drzwiach. [..]
- Dobra ludzie ! - krzyknęłam do mikrofonu. Od razu wszystkich spojrzenia powędrowały na mnie. Wow, coś dużo tych ludzi wyszło. - Mike powinien być za pięć minut ! Jak stanie w drzwiach wszyscy krzyczymy "Wszystkiego najlepszego Mike" - zeszłam ze sceny odkładając wcześniej mikrofon. Stanęłam znowu przy drzwiach wypatrując przyjaciół. Ciekawe co Miley wymyśliła, żeby go zwabić właśnie tu. Swoją drogę to gdzie się podziała gwiazdka ? Przecież to mój żywy  prezent ! Nie mogę go zgubić przecież.
W końcu zauważyłam przyjaciół. Wszyscy stali w półkolu i czekali na solenizanta. Już po chwili oboje byli na sali. Wszyscy krzyknęli tak jak miałam zaplanowane. Mina Mike'a była bezcenna. Jego oczy z minuty na minutę były coraz większe. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
- Sto lat staruchu - chłopak się zaśmiał. Wspólnie zaśpiewaliśmy dla solenizanta "Happy Birthday" i zaczęło się rozdawanie prezentów, a ja poszłam szukać Bieber'a.
Znalazłam go. Siedział przy jednym stole i patrzył tempo w świecę. Bez namysłu usiadłam obok niego.
- Co jest ? - szturchnęłam go łokciem. Od razu zareagował i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Nic - odpowiedział, choć nie byłam przekonana czy to prawda. Można było się domyślić co go gryzie, ale nie będę teraz psuła atmosfery.
- Choć, przedstawię cię solenizantowi - pociągnęłam go za rękę. Niechętnie wstał i ruszył za mną.
Teraz trzeba poszukać Mike'a. Pewnie jeszcze prezenty dostaje. Razem z Bieber'em ruszyłam w jego stronę.
- Mike - szturchnęłam go w ramię. Akurat dostawał ostatni prezent. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo w kolejce stała tylko jedna osoba. Mniejsza z tym.
Gdy tylko dostał podarunek odłożył go na stół i odwrócił się w moją stronę z wielkim bananem na twarzy. Zaraz obok nas pojawiła się Miley.
- Nie mam dla ciebie specjalnego prezentu - zaczęłam. Mike patrzył na mnie z zaciekawieniem. W sumie Miley też, bo przecież ona nie wiedziała jaki to miałam pomysł na "prezent". - Wiem jak bardzo kochasz Justin'a Bieber'a - westchnęłam. - Justin - pociągnęłam go za rękę tak żeby stanął na przeciw Mike'a.
Chłopak zaczął piszczeć i skakać jak jakaś napalona fanka. Bieber stał jak słup i patrzył na niego jak na świra. Po chwili zaczął przytulać Bieber'a. Razem z Miley wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Dziękuje ci Jessica. Jesteś cudowna - tym razem to mnie przytulił. Zaśmiałam się cicho odpychając przyjaciela.
- Jessica - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się w tamtą stronę. Stał ram Jason z resztą ekipy tzn. tancerze i zespół Bieber'a. Razem z Miley podeszłyśmy do nich.
- Chodzicie - biorąc jedną siatkę do ręki ruszyłam do baru, a reszta za mną.
Rozstawiliśmy wszystkie butelki. Za barem miał stać nie kto inny niż Ron, który się niby zna na drinkach. Zgodziłam się by to on zajął się barem, bo nie miałam kogo innego.
Zaraz obok nas zjawił się Bieber z Mike'm. Piosenkarz przywitał się ze swoją ekipą jakimś uściskiem czy coś. Gdy skończyli się witać przedstawiłam im solenizanta.
- Justin, zaśpiewasz coś dla mnie ? - zwrócił się w jego stronę Mike. Bieber trochę z niechęcią zgodził się.
- Co mamy zagrać ? - zapytał Dan - gitarzysta.
- One time ! - oznajmił Mike po krótkiej chwili. Chłopaki tylko przytaknęli i ruszyli na scenę. Razem z przyjaciółmi stanęliśmy przy samej scenie.
Chłopaki ustawili się na odpowiednich miejscach. Choć scena była mała, powinni dać se rade.
Gdy tylko na scenie pojawił się Bieber na sali można było usłyszeć piski jego fanek. Mogłam się spodziewać, że z zaproszonych gości są jacyś jego fani.
- Okeeej - przeciągnął słodko piosenkarz. Chwila, słodko ? Hahaha, zaraz padnę ze śmiechu. - Piosenkę, którą teraz wykonamy dedykuje solenizantowi - uśmiechnął się lekko. - Mike, specjalnie dla ciebie "One time" - kiwnął głową w jego stronę. - Zaczynamy ! - i już po chwili można było usłyszeć pierwsze takty piosenki, a potem głos Bieber'a. -
When I met you girl my heart went knock knock. Now them butterflies in my stomach wont stop stop. And even thought it's a struggle love is all we got. So we gonna keep keep climbin till the mountain top.
Your world is my world. And my fight is your fight. My breath is your breath. And your heart. Your my One love. My one heart. My one life for sure.
Let me tell you one time. Girl, I love you.
I'm a tell you one time. Girl, I love you.
And I'm a be your one guy.
You'll be my one girl always makin time for you.
I'm a tell you one time. Girl I love you.
I'm a tell you one time. Girl I love you.
You look so deep. You know that it humbles me. Your by my side and troubles them don't trouble me. Many have called but the chosen is you. Whatever you want shawty I'll give it to you.
Your world is my world. And my fight is your fight. My breath is your breath. And your heart.
Your my One Love.My one heart. My one life for sure.
Let me tell you one time. Girl I love you.
I'm a tell you one time. Girl I love you.
And I'm a be your one guy.
You'll be my one girl always makin time for you.
I'm a tell you one time. Girl I love you.
I'm a tell you one time. Girl I love you.
Shawty right there. She's got everything I need and I'm a tell her one time.
One Time, One Time.
Give you everything you need down to my last dime. She makes me happy. I know where I'll be.
Right by your side cuz she is the one. Your my One Love. My one heart. My one life for sure.
Let me tell you one time. Girl I love you.
I'm a tell you one time. Girl I love you.
And I'm a be your one guy.
You'll be my one girl always makin time for you.
I'm a tell you one time. Girl I love you.
I'm a tell you one time. Girl I love you.
Me plus you. I'ma tell you one time.* - skończył śpiewać, a na sali zrobiło się głośno. Wszyscy klaskalii krzyczeli jakieś niezrozumne słowa. Sama też zaczęłam klaskać w dłonie. - Dziękujemy - krzyknął na ostatnim tchu. Chłopie, na koncercie potrafisz zaśpiewać trzynaście piosenek, a tu ledwo dajesz radę jedną ?
Wszyscy zeszli ze sceny i rozeszli się w różne strony. Na sali zrobiło się jeszcze głośniej. Wszyscy zaczęli tańczyć przy piosence "Chasing the sun" The Wanted.
Razem z Miley ruszyłyśmy na środek parkietu i zaczęłyśmy wywijać w rytm muzyki.
Po skończonej piosence poszłyśmy do baru w celu czegoś wypicia. Ron zaproponował nam jakieś drinki więc zgodziłyśmy się. Usiadłyśmy na krzesłach i pogrążyłyśmy się w rozmowie. Tego mi właśnie brakowało. Rozmowy i żartów z przyjaciółką.
Po chwili Ron podał nam nasze drinki. Od razu zamówiłyśmy kolejne, ale mocniejsze.
Po wypitych drinkach poszłyśmy dalej tańczyć. [..]

* Justin Bieber - One Time

Rozdział siedemnasty.


kilka dni później
Codziennie próby. Co chwile jakiś nowy układ czy coś. Jestem wykończona, a już jutro są urodziny Mikea. (pogubiłam się troszkę w dniach) Wszystko mam już dopięty na ostatni guzik. Sala przygotowana przez personel mamy będzie na stówę gotowa na czas tak samo jak tort i goście. O alkohol nie muszę się martwić, bo załatwi mi Jason ze znajomymi z ekipy. Nie prosiłam Biebera, bo nie chciałam i tyle. A Jason ukazał się być tak życzliwy, że się zgodził. Nie kupiłam prezentu dla Mikea, bo nie wiedziałam co. Zastanawiałam się dzień i noc i nic. W końcu wpadałam na bardzo głupi pomysł, którego prawdopodobnie mogę żałować..
- Mamo, wszystko gotowe ? - za dwanaście, dokładnie za dwanaście godzin zaczyna się impreza. Teraz tylko muszę posprawdzać czy wszytko jest tak jak miało być i czy nic nie brakuje.
- Tak, wszystko jest idealnie. Lepiej nie mogło być - posłała mi ciepły uśmiech, który odwzajemniłam. - Tort powinien przyjechać około szesnastej i najlepiej żebyś przyszła go zobaczyć - zaśmiała się.
- Dobra, to idę się szykować.
Stanęłam na przeciw szafy i wyciągałam po kolei każdą sukienkę. Skąd ja ich tyle mam ? I to jeszcze nie które z metkami. Mogłam jednak wyrwać się jakoś z tego horroru i iść z Miley do galerii ! Ale nie, ja musiałam ćwiczyć układ. Cholera. Nie wiem czy ubrać lepiej czarną czy różową, a może jednak fioletową ? Trudny wybór. O wiem, może niebieską ? Potrzebuje pomocy ! Zadzwonię do Mikea ! Już chciałam brać telefon, gdy zorientowałam się, że wszystko wydam. Ty głupia idiotko ! - skarciłam się w myślach.
Wyciągałam kolejne sukienki aż trafiłam się na czarną sukienkę przed kolana bez ramiączek. Od pasa w dół była lekko falowana, troszeczkę wyglądała jak bombka, ale ją nią była. Góra była lekko pomarszczona.
- Idealna - wyszczerzałam się sama do siebie. Głupia jestem, wiem. Pomińmy to. Włożyłam z powrotem wszystkie ciuchy, a wybraną sukienkę odłożyłam na łóżko. Z szuflady wyciągnęłam czarną bieliznę w koronkę i poszłam do łazienki gdzie wzięłam prysznic i umyłam włosy.
Dokładnie wytarłam ciało bawełnianym ręcznikiem po czym włożyłam na siebie wcześniej przygotowaną bieliznę. Włosy rozczesałam i wysuszyłam. Jaką by tu fryzurę zrobić. Chyba lekko pofaluje, a grzywkę wyprostuje. Zrobiłam włosy po czym zabrałam się za makijaż, który był dość mocne. Użyłam czarnego i białego cieniu do oczu, czarną kredkę, którą zrobiłam widoczne kreski, tusz do rzęs i czerwoną szminkę. Od kiedy ja szminki używam ? Mniejsza z tym. Spojrzałam w lusterko i doszłam do wniosku, że chyba dobrze wyglądam.
Wzięłam do ręki sukienkę i jeszcze raz się jej przyjrzałam. Dobra, decyzja podjęta i jej nie zmienię. Włożyłam na siebie sukienkę wcześniej zdejmując metkę. Dziwne, że ani razu jej nie włożyłam. Może dlatego, że nie było okazji ? Możliwe. Dobra, znowu głupoty jakieś gadam.
Otworzyłam szafę i zerknęłam na buty. Hmm, jakie by tu ubrać. To proste, że wezmę te wysokie, czarne szpilki z kokardą. Szybka decyzja. Ubrałam je na nogi o mało się nie zabijając. Mogłam wpierw usiąść, a potem ubrać. Przejrzałam się w lustrze po raz kolejny. Jest dobrze. To teraz jakieś dodatki. Ale jakie ? Na pewno jakiś łańcuszek czy coś. Srebrny czy złoty ? Oto jest pytanie. No i masz problem kobieto. Srebro będzie chyba bardziej pasować. W takim razie ubiorę srebrny naszyjnik, który kupiłam razem z Miley i Mike'iem. Pamiętam tamten moment. Ah te czasy. Trzeba się ruszać, a nie wspominać. Ubiorę jeszcze srebrną bransoletkę i gotowe. Uf, jak dobrze, że wczoraj malowałam paznokcie na czarno. Idealnie mi pasują. Chyba jestem gotowa.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, ale nie miałam żadnej wiadomości. I dobrze. Niech mi nie trują dupy. Włożyłam telefon do szuflady i wyszłam z pokoju zabierając kartę. Pierwszy cel: Idziemy odnieść kartę do mamy.
Tak jak miałam w planach tak zrobiłam. Oczywiście przypomniała mi o torcie i jakieś duperele, ale jej zbytnio nie słuchałam. No i powiedziała, że ładnie wyglądam za co posłałam jej uśmiech i poszłam szukać osoby, której wcale nie chciałam widzieć.
Stanęłam przed jego pokojem hotelowym i myślałam czy to aby dobry pomysł. Może się jeszcze wycofam ? O nie ma mowy Jessica ! idziesz tam do niego i prosisz go, tak prosisz o pomoc ! Nie ma żadnego sprzeciwu. Dla przyjaciela warto to zrobić, prawda ? Oczywiście, że tak. Matko, gadam sama ze sobą.
Wzięłam wdech i chciałam zapukać lecz zorientowałam się, że drzwi są otwarte. O, zdziwko mnie to trochę. Mówię jak jakaś dziołcha ze wsi. Dobra, koniec żartów.
Otworzyłam delikatnie drzwi jak najmniej słyszalnie. Chyba mi się udało. Weszłam do pokoju, rozejrzałam się, ale nikogo nie było. W takim razie albo jest w toalecie albo w sypialni. Trzeba spróbować.
Weszłam po cichu do sypialni i jak okazało się był tam. Siedział na ziemi opierając się plecami o łóżko i patrzył w jakiś punkt za oknem. Nad nim unosił się szary dym. Zachciało mi się kaszleć, ale się jakoś powstrzymałam. Mój wzrok powędrował na stolik, który znajdował się obok łóżka. Był na nim rozsypany jakiś proszek. Tylko jedna myśl przeleciała przez mój umysł i to ta najgorsza. Usiadłam obok niego i dopiero wtedy mnie zauważył. Od razu zgasił papierosa i delikatnie się uśmiechnął w moją stronę.
- Dalej ćpasz ? - zapytałam choć wyglądało to bardziej jako zdanie twierdzące.
Jego mina od razu zrzedła.
- Nie potrafię - szepnął zakrywając twarz dłońmi. Nie jestem najlepsza w takich momentach. No cóż.. Jest tylko jedno wyjście. Znaczy na pewno jest wiele, ale ja wpadłam na pomysł na ten jedyny, bo po to tu przyszłam zresztą.
- Potem o tym pogadamy, a teraz szykuj się - wstałam z ziemi i poprawiłam sukienkę.
- Po co ? - zapytał, gdy zorientował się co do niego powiedziałam.
- Zabieram cię na imprezę - uśmiechnęłam się. Chłopak spojrzał na mnie jak na kretynkę. Jego oczy powiększyły się natychmiastowo. Zachciało mi się z niego śmiać. - Nie patrz tak na mnie tylko się ruszaj. Za godzinę po ciebie przyjdę - zaśmiałam się krótko i ruszyłam w stronę wyjścia. Tuż przy drzwiach na hol zatrzymałam się, a zaraz potem przyszedł on z tą samą miną co wcześniej.
- Ale.. - chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Nie ma żadnego ale. Idziesz i tyle ! - wyszczerzałam się do niego. - Nie stój jak kołek tylko ruszaj się. Przy mnie musisz świetnie wyglądać - zaśmiałam się. Wyszłam z pokoju wcześniej krzycząc - Masz godzinę !
To załatwione. Tylko nie do końca. Potem mu wszystko wyjaśnię i będzie dobrze, chyba. Oby się zgodził. Muszę mu jakoś pomóc wyrwać z tego nałogu. Najlepszym sposobem będzie spędzanie z nim najwięcej czasu. Aż mnie ciarki przechodzą, aby spotykała się z nim. Nie wiem w ogóle dla czego chcę mu pomóc. Przecież mi na nim nie zależy, co nie ?
I co by tu teraz robić ? - zapytałam się sama siebie w myślach. Może sprawdzę co z salą ? - To bardzo dobry pomysł. Podoba mi się jak myślę. Albo mi się wydaje albo ze mną na serio jest dziś coś nie tak.
Weszłam na górę schodami. Strasznie się zmęczyłam. Mogłam jednak poczekać na windę i pojechać nią spokojnie. Mniejsza o to.
Rozejrzałam się po całej sali. Pełno balonów, serpentyny, jakieś reflektory, ładnie udekorowane stoły jak i krzesła.. Jest tak jak chciałam. Mama się postarała. Wie co lubię.
Spojrzałam na zegarek, który wysiał na ścianie. Dochodziła szesnasta. Czas iść do kuchni ujrzeć tort.
Jakże mój pomysł udał się idealny, bo akurat w kuchni czekała mam i jacyś kucharze czy coś. Tort ogólnie mi się podobał, a Mike'owi opadnie szczęka. Dobra, chyba minęła już godziną trzeba iść do chłopaka.
- Mamo, dopnij wszystko na ostatni guzik - uśmiechnęłam się w jej stronę co odwzajemniła.
Zjechałam windą. Chociaż tym razem się nie zmęczę, lecz chyba schodzić ze schodów jest lepiej. Kiedyś przeprowadzę ten zacny eksperyment.
Zapukałam do drzwi. Minęło chyba pięć minut, a drzwi otworzył mi nie kto inny niż właściciel pokoju. Oczywiście był nie gotowy. Normalnie chciałam go walnąć.
- Mówiłam, że masz godzinę, a ty latasz w samych gaciach po pokoju ! - krzyknęłam na chłopaka siadając na sofie.
- Przecież mam spodnie - wytknął język po czym uśmiechnął się. Wszedł do sypialni. Pewnie po ubrania.
- Urwę ci go kiedyś ! - zaśmiałam się.
Czekałam na niego i czekałam. Ile on może się ubierać ? Gorzej niż baba. Już nawet ja się szybciej ubrałam niż on.
Wstałam z kanapy i podeszłam do drzwi od łazienki. Jakoś muszę go pośpieszyć. Walnęłam mocno w drzwi po czym krzyknęłam
- Bieber kurwa, ruszaj tą dupę, a nie godzinę siedzisz w łazience !
Usiadłam na łóżku. Chwile później z pomieszczenia wyszedł królewicz.
- Ile ty kurwa możesz się szykować ? - spojrzałam na niego i mnie wprost zatkało. Matko, jak on zajebiście wygląda. Miał na sobie czarne spodnie opuszczone jak zwykle w kroku, białą koszulę, krawat idealnie związany i czarną skórzaną kurtkę z podwiniętymi rękawami. Na nogach miał niebieskie supry. Jego włosy były idealnie zaczesane do tyłu. Na głowie miał założony czarny kapelusz, który dodawał mu uroku. Wyglądał idealnie. Mimowolnie przegryzłam delikatnie dolną wargę.
- Kochanie, nie patrz tak na mnie, bo orgazmu dostaniesz - zaśmiał się melodyjnie jak zawsze. Ocknęłam się i walnęłam go delikatnie w ramię. Jęknął z bólu, choć wcale go to pewnie nie bolała.
Wyszliśmy z pokoju kierując się do windy. Dobra, czas go poprosić o to o czym myślałam poprzedniego dnia.
- Słuchaj mnie uważnie - powiedziałam poważnie zerkając na chłopaka, który głupio się uśmiechał. No szlag by go trafił. Mógł się tak seksownie nie ubierać, ale nie on to musi przecież specjalnie robić.
- Raczej dam radę, ale chyba ty nie dasz rady mówić - zaśmiał się po raz kolejny. Zignorowałam to i zaczęłam dalej mówić.
- Mój przyjaciel, Mike ma dziś urodziny. Zrobiłam mu mega imprezę o której nie wie i mam do ciebie prośbę - zrobiłam przesłodką minę. Chłopak uniósł brew chcąc bym mówiła dalej. - Więc.. - przeciągnęłam słodko. - Mógłbyś spędzić trochę z nim czas na imprezie ? - spojrzałam na niego i wcisnęłam guzik wzywając windę.
- Nie jeżdżę windą - skrzywił się lekko.
- Poważnie ? - spojrzałam na niego rozbawiona.
- Mhm - jego odpowiedź powala. Chłopak ruszył w stronę schodów, a ja za nim lecz od razu go wyprzedziłam.
- To jak ? - odwróciłam się do niego uśmiechając delikatnie.
- Jasne, ale będziesz musiała mi to jakoś wynagrodzić - uśmiechnął się cwano i musnął swoimi wargami mój policzek. - Słodko się rumienisz - i znowu się uśmiechnął. Zaraz, zaraz.. Co on powiedział !?
- Ja się nie rumienię ! - krzyknęłam. Przecież ja się nigdy nie rumienię !
- Oh skarbie, a jednak tak - spojrzałam na niego z wielkimi oczami. No kurwa, to niemożliwe. Tak nie może być ! Ja się rumienię przed nim rumienię !? Pierwszy raz to robię i to jeszcze przed nim !? Stanęłam naprzeciw lustra, które wisiało na ścianie w holu i rzeczywiście się zarumieniłam.
- Idź rzesz już na górę ! - zaśmiał się i nawet się nie ruszył.
Wzięłam kilka wdechów po czym poszliśmy na górę gdzie było już wszystko gotowe. Tylko teraz trzeba na gości czekać. Eh..
Usiadłam razem z Bieberem na małej scenie jakby nie było gdzie. Zaczęliśmy rozmawiać jak byśmy znali się od dziecko, lecz tak nie było. Nawet w pewnym momencie zapomniałam, że rozmawiam z chłopakiem, którego nienawidzę choć nic mi w życiu nie zrobił. Zapomniałam, że to ta zajebana gwiazdka, Justin Bieber. To jest dziwne. Zwykły nastoletni chłopak, a tyle osób go nienawidzi i nawet nie ma konkretnego powodu, bo przecież on jest idealny choć ideały nie istnieją. On nim jest. Nie przeszkadza mi nawet to, że pali i ćpa. To tylko jakiś chory nałóg, ale co się dziwić jak miał zjebane dzieciństwo. Sama sobie się dziwię, że czuje do niego taką nienawiść. Choć w sumie to ja nie jestem pewna czy czuje to do niego. Może to jest jakiś mój wymysł ? Trochę to chore, a z czasem to będzie coraz bardziej.
Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się z byle czego. Humor mi dopisywał. W pewny momencie zrobiło się cicho. Justin zbliżył się do mnie patrząc w oczy. Zrobiłam to samo. Czułam zapach jego perfum. Po chwili poczułam jego usta na moich. Musnął delikatnie moje usta. Chciałam pogłębić pocałunek. Nie wiem co mną w tedy kierowało. Po chwili usłyszałam głośne chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie. Justin podskoczył jak oparzony. Skutkiem było to, że się przewrócił i walnął głową o keyboard aż mu kapelusz spadł. Spojrzałam na niego z rozbawieniem.
- Kurwa - syknął dość głośno. Złapał się za bolące miejsce i zaczął sobie masować.
Spojrzałam na osobę, która zepsuła nam ten zajebisty moment. Jak zobaczyłam tą osobę to mi oczy wyszły na wierzch. [...]

Rozdział szesnasty.


    - Masz jakiś pomysł na imprezę ? - zapytała Miley na wstępie. Nawet głupiego cześć nie powie tylko zadaje pytanie. Spojrzałam na nią wzrokiem pt. "wpierw się wita". - Siema - uśmiechnęła się i pocałowała mnie w polik. Szczęście ma, że mnie skumała. Usiadła obok i patrzyła na mnie oczekując odpowiedzi.
- Tak mam, wiele - to prawda. Miałam pełno pomysłów na urodziny Mike'go. Wymyślałam chyba całą noc i jestem z siebie dumna.
- Mów - westchnęłam tylko. Wyciągnęłam z szuflady kartkę po czym podałam ją przyjaciółce. Ona tylko się na mnie dziwnie spojrzała. Jak zwykle nic nie kumała. Na kartkach była oczywiście lista gości z numerami telefonów.
- Napisz do wszystkich - dziewczyna zaczęła przeglądać kartki. Było ich dość sporo, ale impreza miała być wielkie. O takiej jakiej zawsze marzył Mike.
- Co ja mam im napisać ? - pokazałam jej ostatnią stronę na której pisał cały monolog. Nie był on długi, bo co można napisać w zaproszeniu ? Ważne jest gdzie i kiedy. - Tutaj impreza ? - zapytała. Jej oczy tak nagle zrobiły się wielkie z czego się zaśmiałam.
- Matka się zgodziła - Miley odetchnęła z ulgą. Pewnie sobie pomyślała, że będę ryzykować robić tu imprezę. Co to, to nie. Musiałam się zapytać, bo bym dostała niezły ochrzan, a lepiej nie ryzykować. Gdyby impreza miała być w domu to zrobiłabym to bez pozwolenia, jak zawsze z resztą. Nie obchodził mnie wtedy szlaban. Był on słaby np. nie wychodzenia z przyjaciółmi. Proszę was. Przecież można sobie popisać. A teraz pewnie by mi nie pozwoliła spełniać marzeń. Wolę lepiej nie marnować takiej okazji.
- Co z alkoholem ? - kurde, wiedziałam, że o czymś zapomniałam. Najważniejsza rzecz. Jak ja tak mogłam ? Dobra, teraz trzeba jakoś wymyślić. Są dwa sposoby. Pierwszy, zbajerować matkę, lecz to jest niemożliwe więc odpada. Drugi, to taki, aby poprosić znajomych, a chodzi mi dokładnie o chłopaków z ekipy. Trochę głupi pomysł zapraszać ich na imprezę, bo przecież nawet nie znają Mike. Ale w sumie to gdyby Bieber był to by się ucieszył. Warto spróbować. Wreszcie by spotkał swego idola. Hahaha, spełnię jedno z marzeń przyjaciela. Jestem boska. Będzie mnie musiał po stopach całować.
- To zostaw mi - Miley tylko kiwnęła głową. Spojrzałam na zegarek i się wkurzyłam. Czemu nie mogłam wcześniej spojrzeć ? Ugh. Przecież zaraz trzeba jechać na koncert zrobić próbę i wiele inych rzeczy. - Wszystko już wiesz, więc pa. Spieszę się - wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi otwierając je. Pożałowałam. Akurat pan wielka gwiazdka musiał tamtędy przechodzić. Uśmiechnął się do mnie tym swoim zakichanym uśmiechem numer 39. Posłałam mu tylko wrogie spojrzenie. Oczywiście z wiadomych przyczyn.
- Powodzenia - przytuliła mnie przyjaciółka na pożegnanie. Podziękowałam jej uśmiechając się. - Pamiętaj o imprezie - uśmiechnęła się głupio w moją stronę po czym weszła do windy.
- Ucałuj ode mnie Mikea - krzyknęłam w jej stronę. Tak, Mike dziś przyjeżdża, a ja nie mogę jechać go przywitać, bo mam koncert. Znaczy występ. A dobra, nie wiem jak to nazwać. Dopiero teraz się skapnęłam co powiedziała Miley. Musiała to akurat teraz powiedzieć ? Oczywiście, że tak tylko po to bym poprosiła Biebera o załatwienie alkoholu. Nie ma to jak przyjaciółka. Chłopak spojrzał na mnie pytająco, ale ja nie miałam zamiaru teraz mu wszystko tłumaczyć. Innym razem. [..]
    - Powtórzcie sobie jeszcze ostatni raz kroki - oznajmiła pani Martin. Każdy stanął w wolnym miejscu i robił każdy krok jak najdokładniej. W sumie to ja też do niech należałam.
- Za pięć minut wchodzicie ! - krzyknął Scooter nad moim uchem. Myślałam, że go zabije. Spojrzałam na niego groźnym spojrzeniem. On nic nie robiąc podszedł do Biebera, który również powtarzał kroki. [..]
    - Dobra robota kochani. Daliście sobie radę ! - krzyknął Ryan, stylista gwiazdki. Wszyscy zaczęli wydawać jakieś piski radości czy klaskać w ręce. Aż mnie uszy zabolały. Jako chyba jedyna poszłam do swojej "garderoby", ale chyba nie można tak ją nazwać. Jeżeli chodzi o to czemu mam garderobę to tak.. Więc uparta Jessica wymusiła to od Scootera. Zgodził się tylko dlatego, że nie dawałam mu spokoju. Chodziłam cały czas za nim, nawet do toalety co nie było fajne.
Weszłam do pomieszczenia przymykając lekko drzwi. Zrobiłam to tylko po to aby mieć jakieś powietrze, bo z niewiadomych mi przyczyn klimatyzacja u mnie nie działa. Szlak by to trafił. Człowiek ma się ugotować w takim małym pomieszczeniu czy co ? W ogóle nie myślą. Mogli chociaż mnie o tym zawiadomić, ale nie po co, niech się kobieta pomęczy. Wkurzyć mnie muszą. Pewnie Scooter maczał w tym palce. Miałam wielką ochotę wskoczyć pod zimny prysznic, lecz było to niemożliwe, bo nawet nie mam łazienki tu. Jedynie to mogłam się przebrać. Pozbyłam się tych mokrych ciuchów. Wyciągnęłam z torby biały szeroki t-shirt i czarne rurki. Ciuchy, które miałam na sobie wrzuciłam do torby po czym przebrałam się w świeży zestaw. Od razu czułam się lepiej. Wypstrykałam się jeszcze dezodorantem i wyszłam z pomieszczenia zamykając na klucz. [..]
    - I co ? Gadałaś z Justinem ? - czy ona musi zaczynać rozmowy od pytań ? Nie wychowana jakaś, ale taka to jest Miley. No cóż.
- Nie - powiedziałam spokojnie. W sumie to nie chciało mi się prosić go o pomoc. Pomyślałby sobie, że nawet alkoholu nie potrafię załatwić. Wyśmiałby mnie i co ? Dupa.
- Kiedy masz zamiar ? - nigdy, kurwa. Dobra, nie powiem jej tego, bo by się obraziła czy coś, a tego nie chcę.
- Ej, spoko luz. Mamy jeszcze dużo czasu - musiałam ją jakoś zaspokoić, bo by mi cały czas truła dupę.
- Niecałe dwa tygodnie - westchnęłam. Powiem szczerze, że to mało czasu. Za trzy dni gala. Teraz pewnie będą próby czy coś. Czyli został tydzień, aby przygotować imprezę. Gości już mamy, co jest najważniejsze. Dekoracje załatwi moja kochana mamusia jak i jakieś przekąski oraz tort, który będzie robiony na zamówienie przez najlepszych cukierników w LA. Nie, żebym się przechwalała.Został tylko alkohol i prezent dla Mikea Nie ma zielonego pojęcia co mu kupić. Latarkę ? A na boże narodzenie dokupiłabym mu baterie. Haha, i co jeszcze ? Może jakieś pióro ? Co ja wygaduje. Nie mam żadnego pomysłu, zero. Chyba muszę się naradzić z Miley. Trzeba się wybrać na zakupy, bo przecież jakieś ciuchy muszę wybrać na imprezę.
- Idziemy za tydzień do galerii ? - palnęłam nagle.
- Jasne. Muszę coś kupić Mikemu i sobie do ubrania.
Pogadałyśmy jeszcze trochę o imprezie, a potem zadzwoniłam do Mikea, żebym nie wyszła za złą przyjaciółkę. Musiałam skłamać, że teraz nie mam czasu się spotkać, bo mam próby. Uwierzył w to z czego byłam szczęśliwa. Trochę się załamał, ale oznajmiłam mu, że na pewno spotkamy się za dwa tygodnie. Ucieszył się jak głupi. Pewnie się domyślał, że szykuje coś z Miley, ale na pewno nie, że wielką imprezę.

Rozdział piętnasty.


- Siadaj. - rozkazałam przyjaciółce. Posłusznie wykonała czynność. Sama usiadłam obok niej. Dziewczyna spojrzała na mnie delikatnie się uśmiechając.
- Mów. - westchnęłam. Nie wiedziałam dokładnie od czego zacząć.
- Całowałam się z Bieberem. - palnęłam prosto z mostu. Odwróciłam wzrok. Nie chciałam patrzeć na wyraz jej twarzy. Zapewne zrobiła wielkie oczy i gapi się pewnie na mnie jak na idiotkę, ale się myliłam..
- Serio !? - wrzasnęła.
- Nie kurwa. Na niby. - spojrzałam na nią. Na jej twarzy był wielki uśmiech. Z czego ona się tak cieszy ? Że się całowałam z tym debilem ? Chyba za dużo se wyobraziła. Trzeba to wyprostować.
- Jak to się stało ? Kiedy to było ? Jak się czułaś ? - zadawała kolejne pięć tysięcy pytań. Nie słuchałam jej już po trzecim.
- Skończyłaś ? - warknęłam na nią. Miley zamilkła. - Po pierwsze to on mnie pocałował i tyle. Nie myśl se za wiele, że się kurwa w nim zabujałam czy coś. - odparłam wściekła. Dziewczyna się nie odezwała. Może to i lepiej ? Pewnie gdyby jej nie powiedziała tego to by chciała mnie z nim zeswatać. Zresztą jak zawsze, ale nie będę do tego wracać. [...]
- Przepraszam. - dziewczyna przerwała ciszę, która panowała między nami dość długo.
- Zapomnij. - opowiedziałam poprawiając włosy. - Idziemy na ciacho ? - zapytałam towarzyszkę na co się szeroko uśmiechnęła. Zrozumiałam to jako odpowiedzieć na tak. Wyszłyśmy z pokoju kierując się do restauracji gdzie zjadłyśmy słodycz jak i wypiłyśmy pyszną kawę.
- Mike wraca za dwa dni. - czy z jej twarzy zniknie wreszcie ten szeroki smajl !? Ja się pytam.
- Wiem. - odparłam. - I co z tego ? - zapytałam rozkoszując się sernikiem.
- No nic. Tak tylko mówię. Musielibyśmy spędzić trochę czasu. - chciałam coś powiedzieć, ale niestety do naszego stolika podszedł nie kto inny niż Bieber.
- Musimy pogadać. - spojrzał na mnie tymi swoimi słodkimi tęczówkami. Tak zgadza się. Wiem co mówię i to jest prawda. Pan gwiazdka ma ładne oczy. Któż by się spodziewał.
- Ostatnia rozmowa ci nie wystarczyła ? - odparłam. Chłopak poprawił swoje blond włosy w specyficzny sposób, bo jakby, że inaczej.
- Nie o to chodzi, ale i tak musimy do tego wrócić. - uśmiechnął się zadziornie.
- Nie sadzę, żeby była taka potrzeba. - odwzajemniłam uśmiech.
- Ej, to ja nie będę wam przeszkadzać. Zadzwonię potem. Pa. - spojrzałam na nią robiąc wielkie oczy. No jak ona może mnie teraz zostawić ? Dziewczyna pocałowała mnie w policzek i szepnęła mi na ucho "powodzenia". Z uśmiechem na twarzy wyszła. Wzięłam ostatni łyk kawy po czym wstałam z fotela i ruszyłam w stronę wyjścia. Niestety, głupia Jessica nie pomyślała o tym, że pan "mam zajebiste włosy" może iść za nią. Zaklęłam pod nosem. Stanęłam w holu opierając się o ścianę. Chwile potem Bieber stał obok mnie.
- Jest tak potrzeba. - już chciałam otworzyć usta, ale niestety szatyn mnie wyprzedził. - Nie mów, że nie. Nie skończyliśmy ostatnio. - zrobiłam lekki grymas. - Przyszedłem w innej sprawie. - odetchnęłam z ulgą. W duchu odprawiałam swój taniec radości. - Scoot załatwił na pojutrze koncert, a za pięć dni jest gala na której mamy występ.
- Tyle ? - zapytałam. Chłopak kiwnął głową twierdząco. W sumie to cieszyłam się, że Braun wreszcie coś załatwił, bo od ostatniej chorobie Biebera nie występowaliśmy. - To nara. - uśmiechnęłam się słodko. Bieber podszedł do mnie bliżej na chyląc się nad moją twarzą.
- Nie unikniesz tej rozmowy. - szepnął mi do ucha. - Wiesz o tym ? - zapytał odgarniając mi kosmyk włosów.
- Grozisz mi ? - zapytałam patrzą się w jego oczy.
- Może. - odpowiedział i odszedł ode mnie.
    Poszłam do swojego pokoju. Od razu wybrałam numer do Miley. Wygarnęłam jej to, że mnie zostawiła. Dziewczyna mnie przepraszała, ale co z tego ? Ja tylko powiedziała to, żeby więcej tego nie robiła. Ale jak to Miley, pewnie nie raz jeszcze to zrobi. Trudno. Jakoś se poradzę. Co mi on może zrobić ? Nic.
Rozmawiałyśmy jeszcze o Mikeu, ponieważ ktoś nam przerwał tą rozmowę. Przyjaciółka była chyba podniecona tym, że nasz przyjaciel przyjeżdża. Przecież nie widziałyśmy go ponad dwa tygodnie. Bez przesady. A tak w ogóle to bardzo mnie zdziwiło, że oni dość szybko wrócili. Mieli chyba być tam miesiąc o ile się nie mylę. Czy oni coś knują czy ukrywają przede mną ? A to zagadka.
Oczywiście poinformowałam Miley, żeby nie liczyła na to, że z nią pojadę na lotnisko przywitać Mikea z powodu iż mam koncert. Co za pech. Akurat za dwa dni. Powiedziałam jej także o gali. Nie byłam tym zadowolona, ponieważ nie lubię takich typów imprez. Mam nadzieję, że będzie ona jakaś na luzie czy coś. No i liczę na afterparty. Dawno nie imprezowałam i powiem szczerze, że trochę mi tego brakuje. W ogóle to przypomniało mi się to, że Mike ma urodziny w sierpniu u to jeszcze na początku. Nie ma co, ale jakąś imprezę muszę mu zrobić jako dobra przyjaciółka. Na szczęście jest trochę czasu, ale trzeba już zacząć nad tym myśleć. Będę potrzebowała pomocy Miley i tylko jej. Nie lubię ja ktoś mi się wtrąca w moje plany. Mike kończy siedemnaście lat, więc trzeba zrobić czadową imprezę. Oczywiście kochana Jessica się tym zajmie. [..]
Rozmowę z Miley przerwała nam jej mama, która kazała jej kończyć. Niestety, posłuszna przyjaciółka pożegnała się ze mną i tak oto się zakończyła nasza rozmowa. Nie miałam nic innego do roboty więc poszłam spać. Zasnęłam dość szybko.

Rozdział czternasty.


- Nie odzywaj się do mnie. - wyprzedziłam go. Nie chciałam usłyszeć ani jednego słowa z jego ust. Jednak on musiał postawić na swoim. Stanął mi na drodze. Takim o to sposobem na pewno się spóźnię na próbę. Nie dość, że zaspałam to ten debil mi tarasuje drogę. - Mógłbyś łaskawie - powiedziałam łagodnie tylko po to, żeby potem móc się wydrzeć. - zejść mi kurwa z drogi !
- Wpierw mnie wysłuchasz. - powiedział stanowczo. W sumie to teraz tak nie fajnie iść na zajęcia, bo pewnie dostanę ochrzan i to niezły. Chyba lepiej nie ryzykować. No, ale nie chcę mi się wysłuchiwać. Co mi powie ? Że przeprasza za wczoraj ? A nie sorry. Powiedział to wczoraj.
- Masz dwie minuty. - powiedziałam oschle zakładając ręce na piersi. - Czego chcesz ? - chłopak westchnął po czym zaczął jakże swój interesujący monolog.
- Jessica, ja nie wiem dlaczego to zrobiłem. To był jakiś impuls czy coś. Nie potrafiłem cię nie pocałować. Jest mi głupio i to strasznie. Postąpiłem źle. Przepraszam. - chciało mi się z niego śmiać. Mówił to jak jakiś mały chłopczyk, który ma wyrzuty sumienia za to czego nie powinien zrobić. - Zapomnijmy o tym. - spojrzał w moje oczy. No kurwa. Jak ja nie lubię jak ktoś mi się patrzy w oczy. Od razu chce mi się śmiać, ale to nie znaczy, że nie umiem być poważna. Co to to nie.
- Okej. - wzruszyłam ramionami. Odwróciłam się w drugą stronę. Nie miałam zamiaru iść na próbę lecz do pokoju. Byłam trochę zmęczona, a to dlatego, że prawię całą noc przegadałam z Mikiem.
- Zaraz, co ? - odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam z dziwnym wyrazem twarzy ? Znaczy tak mi się wydaję, ale w sumie. Potrzebowałabym lusterka, żeby zobaczyć, ale chuj z nim. O bejcie się bez niego. A tak w ogóle powracając do sytuacji to nie rozumiem jego reakcji.
- Tak ? - uśmiechnęłam się delikatnie. Nie wiem po co, ale wydaję mi się, że ze smajlem wyglądam jakoś lepiej.
- Tak po prostu ? - oburzył się. Yyy.. okej. Nie będę komentować jego zachowania. On ćpał od rana czy co ?
- O co ci chodzi ?
- O co mi chodzi ? - powtórzył moje zdanie. No co za kopia normalnie. Niech sobie składa sam zdanie, a nie kradnie od innych. - Jeszcze wczoraj byłaś na mnie wkurwiona za to co powiedziałem, a teraz ?
- A teraz to mi przeszło. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy po czym dodałam. - Co ty sobie myślałeś ? Że zakochałam się w pieprzonej gwiazdce ? - zaśmiałam się. - No oczywiście. Ty sobie pewnie pomyślałeś, że rzucę się ci w ramiona mówiąc kocham cię Justinku ! Ożeń się ze mną ! - ostanie siedem słów powiedziałam udając jakiegoś plastika. W sumie to dobra jestem w tej roli. - Chyba cię popierdoliło Bieber.
- O co ci kurwa teraz chodzi !? - uuuu.. Bieberek się chyba wkurwił. No, ale trudno. Jakoś trzeba se poradzić z takimi pedałami jak on.
- No sama nie wiem. - westchnęłam. Szatyn zrobił się cały czerwony ze złości po tym co powiedziałam. - Poczekaj. - udawałam, że się zastanawiam. - Może o to, że nie jestem jakąś kurwą, która pójdzie z tobą do łóżka.
- Myślisz, że taki jestem ? - powiedział spokojnie. Uf, dobrze, że się choć ciut uspokoił. Nie to, że się go zaczynałam bać czy coś, ale co jak co. W sumie to on chyba nie wygląda na takiego, który by komuś coś zrobił. Ma za piękne oczka, żeby taki był. Co ja pierdolę.
- A co ? Nie ?
- Poczekaj, bo teraz to nie rozumiem. Co ty kurwa za szopkę odpierdalasz ? - zaśmiał się nerwowo. Chciałam powiedzieć; "Jaką kurwa szopkę ? To jest przedstawienia !", ale się powstrzymałam. Nie będę go denerwować coraz bardziej. - Najpierw się ze mną przylizałaś, a teraz !? A teraz to..
- Słucham ? - przerwałam mu. - Ja się z tobą przylizałam !? - krzyknęłam. Nie mogłam powstrzymać swoich nerwów. Wkurwił mnie. - To ty mnie pocałowałeś !
- Ale tego chciałaś. I nie mów, że tak nie było, bo nawet tak powiedziałaś.
- Każdy mówi dużo rzeczy. - zaczęłam przyglądać się swoim paznokciom. Chyba czas zmienić kolor.
- Odwzajemniłaś. - uśmiechnął się zwycięsko. Trzeba coś wymyślić. Brak mi pomysłu. No kurczę..
- No i.. - zawiesiłam się na moment z czego chłopak się zaśmiał. - co z tego ?
- Nie wiesz co wymyślić. - szatyn stanął na przeciw mnie. Trochę za blisko jesteś kolego. Niestety na moje nieszczęście nie mogłam się cofnąć, ponieważ za mną była ściana o którą się oparłam. W sumie to całkiem ładna ta ściana. Taki ciepły czerwony kolorek.
- Ja nie wymyślam w porównaniu do ciebie. - podniosłam delikatnie głowę by spojrzeć na jego twarz, gdyś on był z nie wiadomych mi przyczyn wyższy ode mnie. Toż to skandal !
- Jasne. - zaśmiał się melodyjnie. Chciałam odejść z tamtą, ale szatyn złapał mnie za nadgarstki po czym przycisnął je do ściany obok mojej głowy. Nie powiem, ale trochę mnie zabolało.
- Mógłbyś mnie łaskawie puścić. - oznajmiłam słodko. Bieber jak to on się zaśmiał. Już mam dość jego śmieszku. Szatyn zbliżył moje wargi do moich. No kurwa, proszę. Boże ! Zlituj się nade mną. Chciałam się wyrwać, ale gdy tylko poczułam jego przecudowny oddech stanęłam jak słup. Nie chciałam na to patrzeć co się stanie więc przymknęłam lekko oczy. Dopiero potem się zorientowałam, że przecież tym o to sposobem chłopak mógł sobie zrobić nadzieję. Tak się chyba stało, bo po chwili poczułam jego usta. Te słodkie malinowe usta. Ja pierdolę. Zwariuje z moją głupotą na punkcie jego. Czy ja muszę być tak głupia, żeby odwzajemnić ten pieprzony pocałunek ? Tak zgadza się, odwzajemniłam go. Poczułam jak szatyn lekko się uśmiecha ze satysfakcją. Oderwał się ode mnie, a jego uśmieszek nie schodzić mu z buźki.
- I co ? - parzył się na mnie z iskierkami w oczach. Oh, jakie jego oczy są przesłodzone.
- I gówno. - chłopak puścił moje dłonie. Popchnęłam go delikatnie i ruszyłam w stronę swojego pokoju.
- Ej, co jest ? - zapytał.
- Pieprz się ! - krzyknęłam w jego stronę odwracając się.
Wkurwił mnie i to na maxa po raz czterysta pięćdziesiąty dziewiąty. Szuja pieprznięta. Teraz ma satysfakcje z tego, że oddałam ten pocałunek. Ugh, jak ja siebie nie nienawidzę, ale w sumie to jestem zajebista, bo mam fajne włosy i nie tylko.
Weszłam do pokoju. Zamknęłam drzwi po czym się o nie oparłam. Wyciągnęłam telefon i napisałam do Miley krótkiego sms o treści; "Pojutrze musimy pogadać ! Ważne." po czym rzuciłam telefon na łóżko, tkóry niestety się odbił i spadł na ziemie. Co za pech. Podeszłam do niego. Na szczęście działał. Uśmiechnęłam się sama do siebie, ale to chyba wyglądało jakbym się do telefonu uśmiechała.

Rozdział trzynasty.

   W głowie w kółko powtarzałam sobie jaka to ja jestem głupia, a to tylko dlatego, że nie potrafię traktować Biebera jak bym chciała, czyli jak wroga. Nie wiem czemu tak jest, bo przecież jak na początku powiem sobie, że tego kolesia mam traktować wrogo to tak jest. Coraz bardziej siebie nie rozumiem. Czemu nie mogę tak normalnie go olać ? A to zagadka. [...]
- Kiedy wracasz ? - zapytałam przyjaciółki. Miałam nadzieję, że nic jej się nie przedłużyło i przyjedzie za te cztery długie dni.
- Plany się nie zmieniły. - odetchnęłam z ulgą, gdy to usłyszałam.
Kilka minut jeszcze rozmawiałyśmy, po czym Miley musiała się rozłączyć, bo rodzice jej kazali pomóc w kolacji. [...]
    Obudziłam się o dziewiątej. Jak co ranek wykonałam poranne czynności, którymi był prysznic, umycie włosów itp. Ubrałam czarne krótkie spodenki, białą bluzkę na ramiączkach i czarne trampki. Potem zrobiłam tradycyjny makijaż używając cień, tusz i błyszczyk. Wzięłam telefon spod poduszki, który zawsze tam śpi oraz kartę do drzwi, która znajdowała się na stoliku obok. Wyszłam z pokoju kierując się na sale. [...]
- Wiesz może gdzie jest Bieber ? - spytałam się Raula, który stał obok mnie. Trochę mnie zdziwiło, że nie ma go, bo przecież zawsze był. No chyba, że się coś stało. O nie, tą myśl to ja muszę od razu odgonić. W sumie to po raz kolejny się o niego martwię. Ugh, chętnie bym sobie coś zrobiła. Najgorsze było to, że Walla też nie ma.
- Nie, a co ?
- Widziałeś go dziś ? - kompletnie olałam jego pytanie, bo nie powinno go to w ogóle interesować.
- Nie. Coś się stało ? - zapytał z wielkimi oczami. Przez niego się  bardziej martwię.
- Nie wiem. - mruknęłam pod nosem. - Dzięki. - klepnęłam go w ramię i poszłam w stronę pokoju Biebera.
Zapukałam do drzwi, ale nikt się nie odezwał. Na moje szczęście drzwi było lekko uchylone. Otworzyłam je delikatnie. Weszłam do pomieszczenia rozglądając się dookoła. Dostrzegłam szatyna, który siedział na ziemi przy łóżku. Wzrok miał skupiony na kołdrze ? Nie, to był jakiś biały proszek, któremu się przyglądał. Wtedy moją pierwszą myślą było, że to mogą być narkotyki. Modliłam się w duchu, aby to nie było to, ale wątpiłam w to z każdą sekundą. Trochę zaczęłam się bać. Przełknęłam ślinę i podeszłam do chłopaka.
- Narkotyki ? - szepnęłam.
- Nie potrafię z tym skończyć. - powiedział zachrypniętym głosem. Usiadłam na łóżku obok proszku. Spojrzałam na niego. W jego oczach były łzy. Znowu zrobiło mi się go żal.
- Dużo tego masz ?
- Tak. - odpowiedział cichym głosem. Nie wiedziałam dokładnie jak mogę mu pomóc, bo przecież nigdy nie miałam z tym do czynienia. Jedną opcją było wyrzucenia tego świństwa. Westchnęłam po czym powiedziałam poważnym tonem:
- Pozbądź się tego. - chłopak spojrzał na mnie oczami pełnych bólu. - Pomogę ci. - uśmiechnęłam się ciepło. Wstałam z łóżka łapiąc szatyna za dłoń. Tym sposobem sam wstał na nogi. - Gdzie to masz ? - odwróciłam się w jego stronę.
- W walizce, w szafie. - podeszłam do wskazanego miejsca. Otworzyłam szafę i od razu chwyciłam za torbę. Otworzyłam zamek, a moim oczom ukazał się mały worek. Wyciągnęłam go. W środku mogłam się spodziewać, że są tam dragi. Pierwszym pomysłem było to, aby wyrzucić je do kibla, ale to trochę głupi pomysł. Postanowiłam skorzystać z planu numer dwa.
- Daj klucze od auta.
- Po co ? - zdziwił się moimi słowami. W sumie to mu się nie dziwie.
- Dasz ? - piosenkarz wyciągnął kluczyki z szuflady po czym podał mi je do ręki. - Jedziemy. - oznajmiłam. [...]
- Gdzie masz zamiar jechać ? - zapytał się, gdy tylko ruszyliśmy spod hotelu.
- Zobaczysz. - odpowiedziałam tajemniczo. Chłopak tylko westchnął. [...]
- Wysiadaj. - odezwałam się po dwóch godzinach jazdy. Całą drogę nikt się nie odezwał. Spojrzałam na wyświetlacz komórki. Było kilka minut po północy, ale cóż. Wyszłam z auta. Bieber zrobił to samo. Oddałam mu kluczyki, a on podał mi woreczek.
Rozejrzałam się po okolicy. Dawno tu nie była. Kiedyś zawsze tu przychodziłam, gdy miałam złe dni, albo smutne. Na te wspomnienia uśmiech sam wkradł mi się na twarz.
Przede mną było małe jeziorko, a na około niego kilka krzaków. Ogólnie woda ta znajdowała się w lesie oddalonym od głównego miasta w los angeles.
- Chodź. - zwróciłam się w stronę chłopaka delikatnie się uśmiechają. Podszedł do mnie wolnym krokiem podziwiając okolicę.
- Ładnie tu.
- Wiem. - westchnęłam. - Wrzucamy to do jeziora. - kucnęłam przy wodzie. Towarzysz zrobił to samo. Zaczął przyglądać się mi co robię. Rozdarłam woreczek. Tak na oko obliczyłam z dwanaście saszetek. Wyciągnęłam jedną i ją otworzyłam. Całą zawartość wysypałam. Wyciągnęłam następną i podałam ją Justinowi. Był on trochę zdziwiony. Jakby bał się tego dotknąć czy coś. Po kilku sekundach przełamał się i zrobił to co ja. Tak zrobiliśmy z kolejnymi saszetkami. [...]
- Po wszystkim. - wstałam na nogi uśmiechając się jaką to ja robotę odwaliłam. Poczułam lekki powiew wiatru, który wywołał na moim ciele gęsią skórkę.
- Dziękuje Jessica. - uśmiechnął się do mnie delikatnie. Byłam dumna z chłopaka, który pozbył się tego świństwa.
- Nie ma za co. - odwzajemniłam. Szatyn zbliżył się do mnie takim sposobem, że czułam jego oddech na sobie. Czułam zapach mięty i perfum jakie używał. Zrobiło mi się cieplej, gdy poczułam ten zapach. Tak ciepło, że nie zważałam uwagi, że przed chwilą było mi zimno i nie obchodziło mnie to, że mam na sobie tylko krótkie spodenki i cieniutką bluzeczkę. Jego zapach zamącił mi w głowie..
Spojrzałam w jego oczy w których mogłam ujrzeć maleńkie iskierki radości. Jakim sposobem były wywoływane, nie mam pojęcia. Chłopak podążył moimi śladami. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Zbliżył się bardziej do mnie.
Nie pocałujesz mnie. Pomyślałam twardo. Byłam pewna, że tego nie zrobi. Nie chciałam tego, lecz wszystko we mnie krzyczało: Pocałuj mnie, do cholery!
Przymknęłam oczy. Po chwili delikatnie musnął moje usta. Myślałam, że chciał zrobić tylko to, ale gdy poczułam jego rozgrzane wargi na moich nie chciałam tego skończyć. Przegryzłam jego dolną wargę. Pocałował mnie. Oddałam pocałunek. Lewą dłoń zarzuciłam na jego szyi kładąc na karku, a prawą wplatając we włosy. Szatyn swoje dłonie położył na moich biodrach. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Wiedziałam, że źle robię. Chciałam to zakończyć, ale nie potrafiłam. Nie potrafiłam oderwać się od jego malinowych ust, od jego uścisku, od jego zapachu..
- Przepraszam. - wysapał w moje usta. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Tak po prostu ruszył w stronę samochodu. Jego sylwetka coraz dalej się oddalała. Po chwili krzyknęłam w jego stronę:
- Słucham !? - odwrócił się w moją stronę.
- Przepraszam, że cie pocałowałem. - westchnął. On robi ze mnie debilkę, czy o co mu chodzi ?
- Że co !? Czy ty siebie słyszysz ? - podeszłam do niego. - O czym ty mówisz ? - zaśmiałam się nerwowo. - Przecież chciałam tego. Oddałam pocałunek. Justin, kurwa. Co ty pierdolisz ?
- Bo ja myślałem, że..
- To źle myślałeś. - przerwałam mu. Nie wiedziałam dokładnie o czym myślał, ale na pewno nie o tym co ja. - Wracamy. - wsiadłam do samochodu. Chłopak zrobił to samo. Żadne z nas się nie odezwało.
W sumie to ja w ogóle nie rozumiem dlaczego oddałam ten cholerny pocałunek. Czy ja muszę najpierw robić, a potem dopiero myśleć ? Jestem wściekła na samą siebie. Czemu ja muszę być tak, że jak coś robię to chcę tego, ale po czasie żałuje ? [...]
    Gdy tylko wróciliśmy do hotelu pobiegłam do siebie. Rzuciłam się na łóżko nawet się nie rozbierając. Nie miałam siły. Byłam wkurwiona na maxa. Po prostu nie rozumiem go. Najpierw mnie całuje, a potem przeprasza. O co tu kurwa chodzi, bo jakoś nie ogarniam.
Teraz żałuje, że poszłam w ogóle do jego pokoju. Po co ja się o niego martwiłam ? [...]

Rozdział dwunasty.

{music // pl}

    [..] Chłopak położył się na łóżko zakrywając twarz dłońmi. Kompletnie nie wiedziałam jak się zachować. Była to naprawdę dziwna sytuacja z tym mężczyzną. Musiało się coś poważnego stać, bo przecież od tak nie powiesz ojcu takich słów. Nawet ja tak nie powiedziała, a kłócę się z nim co minutę.
    Podeszłam do biurka przy którym stało krzesło. Usiadłam na nim patrząc na przedmioty znajdujące się na stole.
- To zaczęło się jeszcze przed moimi narodzinami. -  usłyszałam głos, który od razu poznałam. Odwróciłam się w stronę szatyna patrząc na jego osobę. Po chwili usiadł na łóżku zachęcając mnie bym przyszła do niego. Tak też zrobiłam. Bieber zaczął kontynuować. - Moja matka była zaślepiona miłością. Była tak zakochana, że poza nim świata nie widziała. Któregoś dnia znajomi matki zaprosili ją na imprezę. Był tam także mój ojciec. Możesz sobie wyobrazić co się wtedy stało. - uśmiechnął się nerwowo. - Gdy stary dowiedział się, że matka jest w ciąży był wkurwiony na nią. Chciał za wszelką cenę żeby ją usunęła. Jednak ona tego nie zrobiła. Znaczy na początku chciała, bo ojciec zagroził jej, że ją zostawi. Wyjechała do rodziców i mieszkała tam dopóki nie urodziła. Później wróciła do domu. Po jakimś roku ojciec wrócił do matki przepraszając ją, mówiąc, że był wtedy młody i głupi, że ją kocha i różne kłamstwa w które uwierzyła. Na początku był wszystko kolorowo, jak w bajce. Kochająca rodzinka. - zaczął klikać coś w telefonie po czym podał mi go. Było to zdjęcia na którym można było zobaczyć rodzinę z wielkimi uśmiechami. Na ten widok sama się uśmiechnęłam. - Pozory mylą. - westchnął. - Gdy miałem sześć czy siedem lat ojciec wrócił z jakiegoś wyjazdu zaczęło się piekło. Moja matka znalazła se pracę, a mnie zapisała do szkoły. Oczywiście musiałem wracać z matką przyjaciela do domu. Zawsze się cieszyłem, że spędzę czas z kochanym tatusiem, ale jednak była to tylko gra aktorska. Gdy matki nie było w domu ojciec bił mnie, wyzywał, wykorzystywał. Groził mi, że jeżeli ktoś się dowie to pożałuję. Śmieszne to było, bo gdy kiedyś powiedziałem to mamie to ona mnie wyśmiała. Wtedy dostawałem dwa razy gorzej. - przegryzł dolną wargę. - Gdy byłem starszy, jakieś piętnaście lat miałem ojciec zaczął pić. Nie ma to tamto, ale wmuszał we mnie te wszystkie procenty. Musiałem to pić. Nie chciałem tego. Często uciekałem z domu nocami po to by nie siedzieć z nim w tym pieprzonym domu. Któreś nocy, gdy szedłem przez park spotkałem jakiś pijaków. Takie to było moje pierwsze wrażenie. Od razu do mnie zagadali. Tak się stało, że te byli moi przyjaciele, a nawet z czasem miałem dziewczynę. Zacząłem ćpać, palić i coraz to więcej pić. Chaz się o tym dowiedział. Coraz to bardziej odciągał mnie od tego co było trudne. Wracając do domu matka zawsze na mnie krzyczała, a ojciec się śmiał pod nosem. - spojrzał na mnie. - Zapomniałem wspomnieć, że w czasie gdy byłem sam w domu nagrywałem różne covery na YouTube. Oczywiście mój aktualnie menadżer zaproponował mi kontrakt i tak dalej. No, ale wrócimy do tematu. Na jakieś tam imprezie Jasmine, moja była pieprzyła się z naszym przyjacielem. Ona sobie z tego nic nie robiła, kompletnie. Byłem załamany, ale też głupi, bo zacząłem się ciąć. Któregoś tam dnia Scooter Braun zadzwonił z propozycją wyjazdu do Los Angeles. Zgodziłem się bez zastanowienia. Nie chciałem siedzieć w Stratford z ojcem. Nie powiedziałem tego nikomu. W dniu wyjazdu chciałem wyjść szybciej i ominąć niepotrzebne rozmowy jednak tak się stało. - szatyn przymknął oczy i zaczął niespokojnie oddychać. Patrzyłam na niego z zaciekawieniem. Po chwili zaczął mówić dalej. - Ojciec siedział w salonie pijąc piwo i oglądając telewizję. Gdy tylko mnie zobaczył z walizką odłożył puszkę i podszedł do mnie. Zaczął mnie wypytywać o wszystko. Powiedziałem tylko, że wyjeżdżam i nie mam zamiaru wracać. Po paru wyzwiskach wziął przedmiot, który leżał na stole przy drzwiach. Był to nóż. - kilka łez spłynęło mu po policzkach. Ręce drżały mu ze strachu ? Tak mi się przynajmniej wydawało. - Przyłożył mi do gardła. Mówił, że mnie zabije, mówił jak to mnie nienawidzi, że zepsułem mu całe życie, że jestem nic nie wart i już dawno powinienem zginąć. Nie mogłem tego wytrzymać. Zacząłem mu mówić, prosić, żeby to zrobił. Bał się. Przejechał delikatnie po moim gardle, zrobił kilka razy robiąc co raz to więcej ran po czym robił to coraz mocniej. - szatyn zaczął cicho łkać. - Tak strasznie to bolało, ale nie rany, lecz serce. Do domu wróciła matka razem ze swoją przyjaciółką i jej synem. Wszyscy byli świadkiem jakiego to ja mam zajebistego ojca. - zaśmiał się nerwowo. - Ciocia i Chaz wzięli mnie do siebie by opatrzyć rany. Była ona lekarką czy coś. Słyszałem tylko początek kłótni rodziców. Czasami sobie myślę, że przeżyłem więcej niż dziewięćdziesięcioletnia kobieta. - szatyn rozpłakał się jak małe dziecko, któremu zabrano lizaka. Nie zastanawiając się przytuliłam go, a on się we mnie mocniej wtulił. Nie zwracałam uwagi na to, że moja koszulka będzie cała mokra czy coś. Było mi go szkoda. Nie wiem czemu, ale tak było. To dziwne, bo przecież nigdy nie była miła wobec drugiej osoby, a szczególności dla chłopaków. Po chwili chłopak się ode mnie oderwał wycierając łzy ręką łzy. - Obiecaj. - spojrzał mi prosto w oczy. - Obiecaj, że nigdy nikomu tego nie powiesz.
- Obiecuję. Obiecuję Justin. - po raz kolejny szatyn się we mnie wtulił. Czułam jak jego oddech się uspokaja. To było dziwne, gdy chłopak prosił mnie o to bym tego nie zdradziła, jakby była to tajemnica czy coś. Może tak jest ?
*
- Powiedz coś o sobie. - po długiej ciszy szatyn odezwał się z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Ale co ? - zapytałam się patrząc na niego jak na idiotę.
- Wszystko. - westchnęłam.
- Moja historia nie jest dość ciekawa. Moja rodzina nigdy nie była zgrana. Moi rodzice cały czas kłócą się o mnie, że niby matka mnie rozpieszcza czy coś. Ojciec ma cały czas wąty . Nie rozmawiałam z nim od wyjazdu tutaj. Pokłóciłam się z nim o ten wyjazd. Jeżeli chodzi o mnie to jestem wyjątkiem chodzącym po ziemi.
- Czemu ? - zaśmiał się chłopak patrząc na mnie z zaciekawieniem.
- Czy ja wiem. Jestem odmienna. Nie szanuje nikogo na poważnie. No może z wyjątkiem moich przyjaciół. Traktuje wszystko na lajcie i wszystkich mam gdzieś. Ich zdanie, uczucia, wszystko. Nie interesuje mi opinia innych. - uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Nie wyglądasz na taką. - odwzajemnił.
- Pozory mylą.
- Racja, ale jesteś miła dla mnie. Racja na początku nie byłaś. - zaśmiałam się.
-  Sama się sobie dziwię.
- Czemu ? - westchnęłam.
- Bo uważałam Cię za jakąś pieprzniętą gwiazdeczkę, której zależy na forsie i na tych laskach, które się za tobą uganiają. - odwróciłam się w jego stronę i natknęłam się na jego wzrok. Jak ja nienawidzę tego uczucia.
- Nadal tak sądzisz ? - zapytał się nie odrywając wzroku.
- Nie wiem. - poprawiłam grzywkę, która opadała mi na oczy. - Coraz więcej o tobie wiem i coraz to bardziej zmieniam o tobie zdanie.
- Czyli ?
- Pozory mylą - uśmiechnęłam się. Chłopak zrobił to samo.
- Nie jesteś taka jak cię ludzie opisują. - jego kąciki ust podniosły się ku górze.
- Nie rozumiem.
- Chaz mówił o tobie jak o najgorszym wrogu.
- Wyjebane mam na jego słowa. - odwróciłam wzrok rozglądając się po pomieszczeniu.
-  Czyli to prawda ?
- Zabawiłam się nim i co z tego ? Mógł nie ciągnąć tego. - wzruszyłam ramionami.
- Byłaś kiedyś zakochana ? - zapytał ni stąd ni zowąd.
- Nie i nie mam zamiaru tego przeżywać. Jest to dla mnie dalekie uczcie i niech tak zostanie. A ty ?
- Tak, raz. - zaśmiał się. - Myślałem, że Jasmine to jedyna kobieta w moim życiu. Wtedy myślałem, że ją kocham, ale gdy zrozumiałem, że ona mnie nigdy nie kochała. - westchnął. - Zrozumiałem, że miłość to uczucie, które jest odwzajemnione. Żeby kochać trzeba dotknąć miłości, a nie tak po prostu się zakochać i odkochać. W miłości się kocha, dba, troszczy o tą drugą osobę i traktuje jak przyjaciela. Można to przeżyć tylko raz. - uśmiechnął się delikatnie patrząc na ścianę. Zdziwiła mnie trochę jego wypowiedź. Pogubiłam się trochę w tym monologu. Dla mnie miłość to jakieś chore uczucie, które jest jakimś pierdolonym wymysłem ludzi, a jednak każdy ma inne zdanie. Nigdy nie uzyskałam takiej odpowiedzi jak od niego. Zgasił mnie tą odpowiedzią. Nie wiedziałam kompletnie co mogę powiedzieć w takiej sytuacji.
- Nie rozumiem. - odpowiedziałam po chwili ciszy.
- Dla ciebie miłość nie istnieje ? - zapytał, wręcz wyglądało to na stwierdzenie. Kiwnęłam potwierdzająco głową. - Gdy wreszcie zakochasz się zrozumiesz. I nie mów mi, że nigdy nie poczujesz tego uczucie. Nie unikniesz tego. - uśmiechnął się do mnie.
- Będę iść. - powiedziałam podchodząc do drzwi. Chłopak ruszył za mną. Położyłam dłoń na klamce. Niestety w tym samym czasie szatyn zrobił to samo. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Tak sam z siebie. Bieber to oczywiście odwzajemnił. Otworzyłam drzwi.
- Dobranoc. - wyciągnęłam ze spodni kartę, którą włożyłam do drzwi.
- Dobranoc Jessica.

Rozdział jedenasty.


- Jak on się czuje ? - zapytał się Scooter. Aktualnie siedzę u niego w pokoju.
- Śpi jeszcze, ale w nocy nie wyglądał za dobrze. - mężczyzna westchnął ciężko.
- Trzeba będzie odwołać koncerty i wracać do la. - Braun zaczął coś klikać w telefonie.
- Kiedy ?
- Jeszcze dziś. Za jakieś dwie godziny. Nie chcę, żeby młody się gorzej rozchorował. Powiadomisz chłopaków ? - kiwnęłam głową na tak po czym wyszłam z pokoju i ruszyłam do siebie. Oczywiście w salonie siedzieli nie kto inny niż Jason i Chaz oglądających telewizję. Podeszłam do nich i wyrwałam Somersowi pilot. Wyłączyłam urządzenie. Od razu z gęb chłopaków można usłyszeć jęki.
- Pakować się. Wyjeżdżamy. - spojrzeli na mnie jak na idiotkę. Nie wiem co w tych słowach jest nie zrozumiałego. - Ogłuchliście czy co kurwa ? Wasz przyjaciel jest chory i musimy wracać. - rzuciłam pilot na łóżko. Nie chciało mi się więcej z nimi dyskutować więc poszłam do Biebera. Chłopak leżał, ale nie spał. Usiadłam na łóżku. Szatyn odwrócił się w moją stronę. Był cały blady. - Jak się czujesz ?
- Do dupy. - odpowiedział zachrypniętym głosem.
- Scoot powiedział, że wyjeżdżamy dziś. - chłopak westchnął po czym usiadł na łóżku i zaczął kaszleć. Przyłożyłam swoją dłoń do jego czoła. Miał trochę ciepłe.
- O której ?
- Za dwie godziny. - podałam mu termometr, który włożył do ust. - Pomóc ci się spakować ? - szatyn wyciągnął termometr i podał mi go. Niestety miał stan podgorączkowy.
- Dam radę. - uśmiechnął się delikatnie co odwzajemniłam. Od kiedy ja to robię ?
- Okej.
    Poszłam do siebie i zaczęłam wszystkie rzeczy wrzucać do walizki. Nie chciało mi się tego wszystkiego składać, a potem układać. Bezsensu. Spakowanie zajęło mi pięć minut z czego jestem dumna. W sumie to się nie dziwię, że tak szybko. Spakowane torby położyłam obok drzwi wyjściowych. Usiadłam na walizce i czekałam za nim ktoś przyjdzie i powie, że jedziemy. No, ale z moich obliczeń to chyba mamy jeszcze godzinę. Mogłam jednak wszystko ładnie poukładać, ale trudno. Napisałam sms do przyjaciół, że wracam do la i, że za nimi tęsknie. Tak, to było dziwne z mojej strony. Po chwili z pokoju wyszedł Bieber. Położył swoją walizkę i usiadł obok mnie. Po około dwudziestu minutach przyszedł Scooter z wiadomością, że wyjeżdżamy.
*
    Po czterdziestu godzinnej podróży wreszcie dojechaliśmy. Ostatni raz jadę gdzieś busem. Aktualnie jestem w swoim pokoju za którym strasznie tęskniłam. Przywiązałam się do niego. Postanowiłam, że od razu wypakuje wszystkie rzeczy i tak też zrobiłam. Zajęło mi to niecałe dwadzieścia minut. Potem wzięłam prysznic i ubrałam się w pidżamę. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
* 2 dni później
- Hej mamo. - pocałowałam kobietę w policzek na co się delikatnie uśmiechnęła.
- Witaj córeczko. A ty co w takim dobrym humorze ?
- Miley wraca za pięć dni. - wyszczerzałam się. Wreszcie moja przyjaciółka wraca. Będę miała z kim pogadać, połazić itp. Nie mogę się doczekać kiedy znowu będziemy się spotykać i gadać o bezsensownych rzeczach. Brakuje mi jej żartów, jej śmiechu i oczywiście głupoty. Nie lubię jak mnie zostawia.
- No to się pewnie doczekać nie możesz.
- Owszem. Mamo, idę na kolację. Trzymaj się. - ruszyłam w stronę baru, która znajdowała się na przeciw recepcji. Niestety restauracja na górze jest zajęta z powodu jakieś imprezy.
- Hej. - usiadłam obok chłopaków, którzy o czymś rozmawiali.
- A zapytać się czy mogę się dosiąść to nie łaska ? - oburzył się Jason. Somers i Bieber zaczęli się z niego śmiać.
- Nie łaska. - wytknęłam mu język po czym zaczęłam jeść..
- Idziemy zobaczyć na imprezę ? - zapytał się Chaz patrząc na nas.
- Ja się nie piszę. - odpowiedziałam.
- Nie mam jakoś ochoty. - westchnął szatyn.
- A ja chętnie pójdę ! - krzyknął Jason. Co za debil.
- Spoko. To my idziemy. - tak oto Somers i Green w wesołych humorach poszli na dyskotekę.
    Razem z Bieberem wyszliśmy z baru kierując się w stronę windy. Wcisnęłam guzik i czekaliśmy aż przyjedzie.
- Witaj syneczku ! - szatyn odwrócił się, a ja zaraz za nim. Stał tam mężczyzna ledwo trzymający się na nogach.
- Co tu robisz !? - krzyknął chłopak.
- Jak to co ? - zaśmiał się mężczyzna i ruszył w naszą stronę. - Przyszedłem odwiedzić mojego syneczka. - rozłożył ramiona w celu przytulenia "syna", lecz on go odepchnął.
- Odejdź ode mnie. Nie jestem kurwa twoim synem ! - syknął.
- Dalej się gniewasz ? - zapytał. - Justinku, było minęło ! Trzeba żyć teraźniejszością.
- Nie rozumiesz, że ja ci tego nigdy nie wybaczę ! - spojrzałam na szatyna. W jego oczach było widać ból, strach i łzy, które po chwili spłynęły po jego policzkach.
- Oh, przestań. Przecież nic ci się nie stało. Tylko masz jakieś małe rany czy co tam. - po raz kolejny się zaśmiał. Chciało mi się rzygać.
- Nic ? Ty to wszystko nazywasz nic ? Gdyby nie matka już dawno by mnie nie było ! A no racja. Przecież oto ci chodziło, ale niestety ci nie wyszło. Tak mi przykro z tego powodu. - powiedział z sarkazmem. Oczy mi wyszły na wierzch. Coraz bardziej byłam skrępowana tą sytuacją.
- Zapomnij. - mężczyzna machnął ręką.
- Zapomnieć ? A nie pomyślałeś, że to dla mnie trudne ? Że nie potrafię zapomnieć ? Nigdy ci tego nie wybaczę ! Nie chce cię tu nigdy widzieć. - ostatnie zdanie powiedział spokojnie.
- Jeszcze się spotkamy syneczku. - już chciał iść, ale chyba o czymś sobie przypomniał. - Aha. Życzę wam szczęścia. - po tych słowach wyszedł. Bieber odetchnął po czym otarł dłońmi łzy.
- Przepraszam. - zwrócił się w moją stronę.
- Nic się nie stało. - weszliśmy do windy. Chłopak oparł się o jedną ze ścian. - Twój ojciec ? - zapytałam szeptem.
- Ja nie mam ojca. - po jego policzkach znowu zaczęły łzy płynąć. Zaczynam żałować, że zadałam to pytanie.
- Przepraszam. - wyjąkałam. - Nie wiedziałam.
- Spoko. - winda stanęła. Ruszyliśmy przez hol. Po chwili stanęliśmy obok swoich pokoi. Było mi głupio. Sama nie wiem czemu. Nie chciałam zostawiać Biebera samego.
- Chcesz zostać sam ? - zapytałam patrząc się na niego. Chłopak pokręcił przecząco głową. - Dotrzymać ci towarzystwa ? - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Jakbyś mogła. - odwzajemnił.

Rozdział dziesiąty.


- Muszę zadzwonić do mamy. - odwrócił się w moją stronę. Właśnie skończyliśmy powtarzać kolejne układy. Aktualnie mamy krótką przerwę.
- No i ? - zapytałam odkładając butelkę z wodą, którą trzymałam w ręku.
- Oddaj telefon. - powiedział łagodnie. Wstał z sofy i podszedł do mnie wystawiając dłoń w moim kierunku.
- Coś za coś. - wytknęłam mu język po czym wyminęłam go i wyszłam z pomieszczania kierując się w stronę sceny.
- Wkurwiasz mnie. - zaśmiał się chłopak. Zatrzymałam się i odwróciłam w stronę szatyna.
- Ty mnie też. - uśmiechnęłam się słodko. On tylko coś mruknął pod nosem po czym podszedł do mnie.
- Czego chcesz ? - zapytał po krótkiej ciszy.
- Nie wiem. Muszę się zastanowić. Na razie masz ten swój skarb - podałam mu urządzenie. - ale pamiętaj, że jesteś mi coś winien. - Bieber wziął telefon po czym odszedł wpisując coś na ekranie.
*
- Dobra kochani! - krzyknął Scoot. - Idźcie się przebrać zaraz zaczynamy koncert.
    Wszyscy ruszyliśmy w stronę garderoby gdzie Ryan przygotował wszystkim stroje. Włożyłam ubranie po czym moją twarzą zajęły się makijażystki i fryzjerki. Siedziałam na krześle chyba z pół godziny, a co minute przychodziła inna osoba i coś poprawiała. Normalnie miałam dość. Gotowa poszłam na swoje wyznaczone miejsce i czekałam aż wreszcie zabrzmiały pierwsze takty love me. Za kulisami było już słychać tłum piszczących fanek co mnie strasznie irytowało. To będzie mój pierwszy występ na scenie i mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Po kilki minutach pojawiła się gwiazdka. Nagle wszyscy stanęli w wielkim kole i zaczęli się modlić. Sama też dołączyłam, bo głupio było stać z boku. Po wspólnej modlitwie można było usłyszeć DJ, który już rozkręcał "imprezkę". Wreszcie można było usłyszeć pierwszą zaplanowaną piosenkę. Bieber razem z dwoma tancerzami ruszył na scenę. Ja z kolejnymi tancerzami i jedną tancerką czekaliśmy na refren. Po chwili usłyszeliśmy go. Weszliśmy na scenę i zaczęliśmy robić swoje.
Love me, Love me. Say that you love me //
Kochaj mnie, kochaj mnie, powiedz, że mnie kochasz.
Fool me, Fool me. Oh how you do me //
Okłamuj mnie, Okłamuj mnie. I tak zawsze to robisz
Kiss me, Kiss me. Say that you miss me //
Pocałuj mnie, pocałuj mnie. Powiedz, że za mną tęsknisz.
Tell me what I wanna hear. Tell me u love me //
Powiedz mi, co chcę usłyszeć. Powiedz mi kochaj mnie
    Po skończonym moim show oczywiście byłam wykończona. Scooter był ze mnie dumny, że poradziłam sobie z moim pierwszym występem. Nie powiem, ale sama jestem dumna. Została jeszcze piosenka Baby i możemy jechał do hotelu. Akurat do tej piosenki nie tańczę z czego się cieszę. Usiadłam na krześle obok Brauna i zaczęłam wpatrywać się w ekran na którym był wyświetlany koncert. Bieber zaczął śpiewać drugi refren. Było to straszne. Co linijkę kaszlał. Tańczyć to on w ogóle tego nie robił. Co jakiś czas wykonał jakiś ruch. Całą sytuacje uratował chyba Ludacris. Gdy znów przyszedł czas na Biebera to się załamałam. Było jeszcze gorzej. Na szczęście chłopak zaśpiewał tylko dwie linijki.
Baby, baby, baby, oh // dziecko, dziecko, dziecko, nieee
I thought you'd always be mine // Myślałem, że zawsze będziesz moja
- Dziękuje Wam, że przyszliście. Kocham Was ! - wykrzyczał po czym zszedł ze sceny.
- Co to było !? - krzyknął Scooter.
- Scoot, ja Cię przepraszam, ale - zakaszlał.
- Idźcie się przeprać. Jedziemy za pół godziny.
*
- Kiedy będziemy ? - wyjęczał Bieber. Marudził jak stara baba. Cały czas zadaje to samo pytanie. Dość już miałam. - Duszno tu. Mogę otworzyć okno ? - zapytał się Kennego.
- Tylko żeby was nie przewiało. - zaśmiał się mężczyzna.
- Otwórz. - zwrócił się w moją stronę. Na życzenie "księżniczki" otworzyłam lekko okno.
- Nie dobrze mi ! - wyjęczał.
- Ja pierdolę ! Skończ marudzić. - krzyknęłam w jego stronę.
- Ej. Spokój, bo zaraz na piechotę będziecie szli. - odwrócił się w naszą stronę Braun po czym wrócił do rozmowy z Hamiltonem.
- Bardzo chętnie.
- Spać mi się chcę. - szatyn położył głowę na moich kolanach. Normalnie mam go dość.
- Ty w ciąży kurwa jesteś czy co !?
- Przestańcie krzyczeć, bo naprawdę wysiądziecie stąd ! - podniósł głos mężczyzna.
- On chętnie wysiądzie ! - wskazałam na chłopaka, który leżał.
    Wszyscy się śmieli jak głupi do sera. Co za debile. Nie ogarniam ich. Później się już nikt nie odezwał. Każdy wie jaki jest Scooter. Najwyżej później się zemszczę na szatynie. Oparłam się plecami o drzwi i spojrzałam na leżącego Biebera. Miał przymknięte oczy i spokojnie oddychał. W duchu się modliłam, że zasnął. szturchnęłam go delikatnie w ramię. Nie drgnął. Uśmiechnęłam się delikatnie. Niestety staliśmy w ogromnym korku. Strasznie mi się nudziło. Z tych nudów zaczęłam bawić się włosami Biebera. Wszyscy patrzyli na mnie jak na idiotkę, ale co tam. Niech se znajdą własne zajęcie.
- Bieber, wstawaj. - szturchnęłam go delikatnie w ramię na co zareagował i otworzył swoje powieki. - Dojechaliśmy. - chłopak leniwie usiadł po czym wyszliśmy z samochodu. Spojrzałam na niego. Wydawało mi się, ale on był chyba rozpalony. Przyłożyłam mu rękę do czoła. - Scoot, on ma chyba gorączkę. - mężczyzna podszedł do nas i sam powtórzył moją czynność.
- Idźcie do pokoju. Pójdę z Kennym po jakieś lekarstwa.
    Jak Scooter kazał tak zrobiliśmy. Poszliśmy do pokoju i już chciałam iść się położyć do mojego łóżeczka, ale wtedy sobie pomyślałam o Bieberze. Nie wiem czemu. Przecież to najgorszy pajac na świecie, a jednak Jessica musi pokazać swoje chamskie serce.
- Rozbieraj się i kładź do łóżka. Masz może jakiś termometr czy coś ? - zwróciłam sie w stronę chłopaka.
- Pewnie Carin ma. - powiedział tak cicho, że ledwo co go usłyszałam.
- Zaraz wrócę, a jak przyjdę to masz być w łóżku. - po tych słowach poszłam do Carin.
    Gdy tylko jej powiedziałam, że Justin się nie najlepiej czuje to chciała biec do niego. Nie chciałam, żeby go męczyła więc oznajmiłam jej, że się nim zajmę. Spojrzała na mnie jak na idiotkę. Sama dobrze wie, że nie lubię pomagać innym, ale cóż. Wzięłam termometr i wróciłam do pokoju. Na sofie leżeli rozwaleni Jason i Chaz, bo którzy by inni.
- Bieber w łóżku ? - zapytałam ich.
- Chyba, a co mu ? - odezwał się Jason kierując sie w stronę swojego pokoju.
- Źle się czuje. - weszłam do pomieszczenia, gdzie szatyn leżał przykryty białą kołdrą.     Usiadłam obok niego i podałam mu termometr. Chłopak wziął urządzenie po czym włożył go do ust. Po kilku sekundach było słychać pikanie. Spojrzałam na mały wyświetlacz. 39,4. Zaklęłam pod nosem po czym odłożyłam urządzenie na stolik. Położyłam dłoń na jego czole. Niestety gorące. Wiedziałam, że temperatura będzie co chwile zwiększać. Teraz tylko zostało czekanie na Scootera. Po jakiś pięciu minutach przyszedł "wybawca", który podał mi siateczkę z lekarstwami. Chciał zostać, ale mu nie pozwoliłam. Nie lubię jak ktoś mi si wtrąca, a dziś nie mam ochoty na kłótnie. Wysypałam całą zawartość siatki na łóżko. Zaczęłam przeglądać wszystkie lekarstwa. Postanowiłam, że podam mu jakąś tabletkę. Wyciągnęłam z pudełka jedną tabletkę, a resztę lekarstw położyłam na stoliku. Wzięłam wodę mineralną, którą otworzyłam i podałam chłopakowi razem z tabletką. Z grymasem na twarzy połknął ją i popił wodą.
- Prześpij się. - uśmiechnęłam się delikatnie. Wzięłam od niego butelkę, którą zamknęłam zakrętką. - Dobranoc. - zgasiłam lampkę i ruszyłam w stronę drzwi.
- Dobranoc. - usłyszałam zachrypnięty głos Justina. Wyszłam z pomieszczenia zamykając drzwi. Poszłam do swojego pokoju i od razu położyłam się do łóżka wcześniej przebierając się w luźniejsze ciuchy.