sobota, 3 listopada 2012
Rozdział szesnasty.
- Masz jakiś pomysł na imprezę ? - zapytała Miley na wstępie. Nawet głupiego cześć nie powie tylko zadaje pytanie. Spojrzałam na nią wzrokiem pt. "wpierw się wita". - Siema - uśmiechnęła się i pocałowała mnie w polik. Szczęście ma, że mnie skumała. Usiadła obok i patrzyła na mnie oczekując odpowiedzi.
- Tak mam, wiele - to prawda. Miałam pełno pomysłów na urodziny Mike'go. Wymyślałam chyba całą noc i jestem z siebie dumna.
- Mów - westchnęłam tylko. Wyciągnęłam z szuflady kartkę po czym podałam ją przyjaciółce. Ona tylko się na mnie dziwnie spojrzała. Jak zwykle nic nie kumała. Na kartkach była oczywiście lista gości z numerami telefonów.
- Napisz do wszystkich - dziewczyna zaczęła przeglądać kartki. Było ich dość sporo, ale impreza miała być wielkie. O takiej jakiej zawsze marzył Mike.
- Co ja mam im napisać ? - pokazałam jej ostatnią stronę na której pisał cały monolog. Nie był on długi, bo co można napisać w zaproszeniu ? Ważne jest gdzie i kiedy. - Tutaj impreza ? - zapytała. Jej oczy tak nagle zrobiły się wielkie z czego się zaśmiałam.
- Matka się zgodziła - Miley odetchnęła z ulgą. Pewnie sobie pomyślała, że będę ryzykować robić tu imprezę. Co to, to nie. Musiałam się zapytać, bo bym dostała niezły ochrzan, a lepiej nie ryzykować. Gdyby impreza miała być w domu to zrobiłabym to bez pozwolenia, jak zawsze z resztą. Nie obchodził mnie wtedy szlaban. Był on słaby np. nie wychodzenia z przyjaciółmi. Proszę was. Przecież można sobie popisać. A teraz pewnie by mi nie pozwoliła spełniać marzeń. Wolę lepiej nie marnować takiej okazji.
- Co z alkoholem ? - kurde, wiedziałam, że o czymś zapomniałam. Najważniejsza rzecz. Jak ja tak mogłam ? Dobra, teraz trzeba jakoś wymyślić. Są dwa sposoby. Pierwszy, zbajerować matkę, lecz to jest niemożliwe więc odpada. Drugi, to taki, aby poprosić znajomych, a chodzi mi dokładnie o chłopaków z ekipy. Trochę głupi pomysł zapraszać ich na imprezę, bo przecież nawet nie znają Mike. Ale w sumie to gdyby Bieber był to by się ucieszył. Warto spróbować. Wreszcie by spotkał swego idola. Hahaha, spełnię jedno z marzeń przyjaciela. Jestem boska. Będzie mnie musiał po stopach całować.
- To zostaw mi - Miley tylko kiwnęła głową. Spojrzałam na zegarek i się wkurzyłam. Czemu nie mogłam wcześniej spojrzeć ? Ugh. Przecież zaraz trzeba jechać na koncert zrobić próbę i wiele inych rzeczy. - Wszystko już wiesz, więc pa. Spieszę się - wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi otwierając je. Pożałowałam. Akurat pan wielka gwiazdka musiał tamtędy przechodzić. Uśmiechnął się do mnie tym swoim zakichanym uśmiechem numer 39. Posłałam mu tylko wrogie spojrzenie. Oczywiście z wiadomych przyczyn.
- Powodzenia - przytuliła mnie przyjaciółka na pożegnanie. Podziękowałam jej uśmiechając się. - Pamiętaj o imprezie - uśmiechnęła się głupio w moją stronę po czym weszła do windy.
- Ucałuj ode mnie Mikea - krzyknęłam w jej stronę. Tak, Mike dziś przyjeżdża, a ja nie mogę jechać go przywitać, bo mam koncert. Znaczy występ. A dobra, nie wiem jak to nazwać. Dopiero teraz się skapnęłam co powiedziała Miley. Musiała to akurat teraz powiedzieć ? Oczywiście, że tak tylko po to bym poprosiła Biebera o załatwienie alkoholu. Nie ma to jak przyjaciółka. Chłopak spojrzał na mnie pytająco, ale ja nie miałam zamiaru teraz mu wszystko tłumaczyć. Innym razem. [..]
- Powtórzcie sobie jeszcze ostatni raz kroki - oznajmiła pani Martin. Każdy stanął w wolnym miejscu i robił każdy krok jak najdokładniej. W sumie to ja też do niech należałam.
- Za pięć minut wchodzicie ! - krzyknął Scooter nad moim uchem. Myślałam, że go zabije. Spojrzałam na niego groźnym spojrzeniem. On nic nie robiąc podszedł do Biebera, który również powtarzał kroki. [..]
- Dobra robota kochani. Daliście sobie radę ! - krzyknął Ryan, stylista gwiazdki. Wszyscy zaczęli wydawać jakieś piski radości czy klaskać w ręce. Aż mnie uszy zabolały. Jako chyba jedyna poszłam do swojej "garderoby", ale chyba nie można tak ją nazwać. Jeżeli chodzi o to czemu mam garderobę to tak.. Więc uparta Jessica wymusiła to od Scootera. Zgodził się tylko dlatego, że nie dawałam mu spokoju. Chodziłam cały czas za nim, nawet do toalety co nie było fajne.
Weszłam do pomieszczenia przymykając lekko drzwi. Zrobiłam to tylko po to aby mieć jakieś powietrze, bo z niewiadomych mi przyczyn klimatyzacja u mnie nie działa. Szlak by to trafił. Człowiek ma się ugotować w takim małym pomieszczeniu czy co ? W ogóle nie myślą. Mogli chociaż mnie o tym zawiadomić, ale nie po co, niech się kobieta pomęczy. Wkurzyć mnie muszą. Pewnie Scooter maczał w tym palce. Miałam wielką ochotę wskoczyć pod zimny prysznic, lecz było to niemożliwe, bo nawet nie mam łazienki tu. Jedynie to mogłam się przebrać. Pozbyłam się tych mokrych ciuchów. Wyciągnęłam z torby biały szeroki t-shirt i czarne rurki. Ciuchy, które miałam na sobie wrzuciłam do torby po czym przebrałam się w świeży zestaw. Od razu czułam się lepiej. Wypstrykałam się jeszcze dezodorantem i wyszłam z pomieszczenia zamykając na klucz. [..]
- I co ? Gadałaś z Justinem ? - czy ona musi zaczynać rozmowy od pytań ? Nie wychowana jakaś, ale taka to jest Miley. No cóż.
- Nie - powiedziałam spokojnie. W sumie to nie chciało mi się prosić go o pomoc. Pomyślałby sobie, że nawet alkoholu nie potrafię załatwić. Wyśmiałby mnie i co ? Dupa.
- Kiedy masz zamiar ? - nigdy, kurwa. Dobra, nie powiem jej tego, bo by się obraziła czy coś, a tego nie chcę.
- Ej, spoko luz. Mamy jeszcze dużo czasu - musiałam ją jakoś zaspokoić, bo by mi cały czas truła dupę.
- Niecałe dwa tygodnie - westchnęłam. Powiem szczerze, że to mało czasu. Za trzy dni gala. Teraz pewnie będą próby czy coś. Czyli został tydzień, aby przygotować imprezę. Gości już mamy, co jest najważniejsze. Dekoracje załatwi moja kochana mamusia jak i jakieś przekąski oraz tort, który będzie robiony na zamówienie przez najlepszych cukierników w LA. Nie, żebym się przechwalała.Został tylko alkohol i prezent dla Mikea Nie ma zielonego pojęcia co mu kupić. Latarkę ? A na boże narodzenie dokupiłabym mu baterie. Haha, i co jeszcze ? Może jakieś pióro ? Co ja wygaduje. Nie mam żadnego pomysłu, zero. Chyba muszę się naradzić z Miley. Trzeba się wybrać na zakupy, bo przecież jakieś ciuchy muszę wybrać na imprezę.
- Idziemy za tydzień do galerii ? - palnęłam nagle.
- Jasne. Muszę coś kupić Mikemu i sobie do ubrania.
Pogadałyśmy jeszcze trochę o imprezie, a potem zadzwoniłam do Mikea, żebym nie wyszła za złą przyjaciółkę. Musiałam skłamać, że teraz nie mam czasu się spotkać, bo mam próby. Uwierzył w to z czego byłam szczęśliwa. Trochę się załamał, ale oznajmiłam mu, że na pewno spotkamy się za dwa tygodnie. Ucieszył się jak głupi. Pewnie się domyślał, że szykuje coś z Miley, ale na pewno nie, że wielką imprezę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz