sobota, 3 listopada 2012
Rozdział siedemnasty.
kilka dni później
Codziennie próby. Co chwile jakiś nowy układ czy coś. Jestem wykończona, a już jutro są urodziny Mikea. (pogubiłam się troszkę w dniach) Wszystko mam już dopięty na ostatni guzik. Sala przygotowana przez personel mamy będzie na stówę gotowa na czas tak samo jak tort i goście. O alkohol nie muszę się martwić, bo załatwi mi Jason ze znajomymi z ekipy. Nie prosiłam Biebera, bo nie chciałam i tyle. A Jason ukazał się być tak życzliwy, że się zgodził. Nie kupiłam prezentu dla Mikea, bo nie wiedziałam co. Zastanawiałam się dzień i noc i nic. W końcu wpadałam na bardzo głupi pomysł, którego prawdopodobnie mogę żałować..
- Mamo, wszystko gotowe ? - za dwanaście, dokładnie za dwanaście godzin zaczyna się impreza. Teraz tylko muszę posprawdzać czy wszytko jest tak jak miało być i czy nic nie brakuje.
- Tak, wszystko jest idealnie. Lepiej nie mogło być - posłała mi ciepły uśmiech, który odwzajemniłam. - Tort powinien przyjechać około szesnastej i najlepiej żebyś przyszła go zobaczyć - zaśmiała się.
- Dobra, to idę się szykować.
Stanęłam na przeciw szafy i wyciągałam po kolei każdą sukienkę. Skąd ja ich tyle mam ? I to jeszcze nie które z metkami. Mogłam jednak wyrwać się jakoś z tego horroru i iść z Miley do galerii ! Ale nie, ja musiałam ćwiczyć układ. Cholera. Nie wiem czy ubrać lepiej czarną czy różową, a może jednak fioletową ? Trudny wybór. O wiem, może niebieską ? Potrzebuje pomocy ! Zadzwonię do Mikea ! Już chciałam brać telefon, gdy zorientowałam się, że wszystko wydam. Ty głupia idiotko ! - skarciłam się w myślach.
Wyciągałam kolejne sukienki aż trafiłam się na czarną sukienkę przed kolana bez ramiączek. Od pasa w dół była lekko falowana, troszeczkę wyglądała jak bombka, ale ją nią była. Góra była lekko pomarszczona.
- Idealna - wyszczerzałam się sama do siebie. Głupia jestem, wiem. Pomińmy to. Włożyłam z powrotem wszystkie ciuchy, a wybraną sukienkę odłożyłam na łóżko. Z szuflady wyciągnęłam czarną bieliznę w koronkę i poszłam do łazienki gdzie wzięłam prysznic i umyłam włosy.
Dokładnie wytarłam ciało bawełnianym ręcznikiem po czym włożyłam na siebie wcześniej przygotowaną bieliznę. Włosy rozczesałam i wysuszyłam. Jaką by tu fryzurę zrobić. Chyba lekko pofaluje, a grzywkę wyprostuje. Zrobiłam włosy po czym zabrałam się za makijaż, który był dość mocne. Użyłam czarnego i białego cieniu do oczu, czarną kredkę, którą zrobiłam widoczne kreski, tusz do rzęs i czerwoną szminkę. Od kiedy ja szminki używam ? Mniejsza z tym. Spojrzałam w lusterko i doszłam do wniosku, że chyba dobrze wyglądam.
Wzięłam do ręki sukienkę i jeszcze raz się jej przyjrzałam. Dobra, decyzja podjęta i jej nie zmienię. Włożyłam na siebie sukienkę wcześniej zdejmując metkę. Dziwne, że ani razu jej nie włożyłam. Może dlatego, że nie było okazji ? Możliwe. Dobra, znowu głupoty jakieś gadam.
Otworzyłam szafę i zerknęłam na buty. Hmm, jakie by tu ubrać. To proste, że wezmę te wysokie, czarne szpilki z kokardą. Szybka decyzja. Ubrałam je na nogi o mało się nie zabijając. Mogłam wpierw usiąść, a potem ubrać. Przejrzałam się w lustrze po raz kolejny. Jest dobrze. To teraz jakieś dodatki. Ale jakie ? Na pewno jakiś łańcuszek czy coś. Srebrny czy złoty ? Oto jest pytanie. No i masz problem kobieto. Srebro będzie chyba bardziej pasować. W takim razie ubiorę srebrny naszyjnik, który kupiłam razem z Miley i Mike'iem. Pamiętam tamten moment. Ah te czasy. Trzeba się ruszać, a nie wspominać. Ubiorę jeszcze srebrną bransoletkę i gotowe. Uf, jak dobrze, że wczoraj malowałam paznokcie na czarno. Idealnie mi pasują. Chyba jestem gotowa.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, ale nie miałam żadnej wiadomości. I dobrze. Niech mi nie trują dupy. Włożyłam telefon do szuflady i wyszłam z pokoju zabierając kartę. Pierwszy cel: Idziemy odnieść kartę do mamy.
Tak jak miałam w planach tak zrobiłam. Oczywiście przypomniała mi o torcie i jakieś duperele, ale jej zbytnio nie słuchałam. No i powiedziała, że ładnie wyglądam za co posłałam jej uśmiech i poszłam szukać osoby, której wcale nie chciałam widzieć.
Stanęłam przed jego pokojem hotelowym i myślałam czy to aby dobry pomysł. Może się jeszcze wycofam ? O nie ma mowy Jessica ! idziesz tam do niego i prosisz go, tak prosisz o pomoc ! Nie ma żadnego sprzeciwu. Dla przyjaciela warto to zrobić, prawda ? Oczywiście, że tak. Matko, gadam sama ze sobą.
Wzięłam wdech i chciałam zapukać lecz zorientowałam się, że drzwi są otwarte. O, zdziwko mnie to trochę. Mówię jak jakaś dziołcha ze wsi. Dobra, koniec żartów.
Otworzyłam delikatnie drzwi jak najmniej słyszalnie. Chyba mi się udało. Weszłam do pokoju, rozejrzałam się, ale nikogo nie było. W takim razie albo jest w toalecie albo w sypialni. Trzeba spróbować.
Weszłam po cichu do sypialni i jak okazało się był tam. Siedział na ziemi opierając się plecami o łóżko i patrzył w jakiś punkt za oknem. Nad nim unosił się szary dym. Zachciało mi się kaszleć, ale się jakoś powstrzymałam. Mój wzrok powędrował na stolik, który znajdował się obok łóżka. Był na nim rozsypany jakiś proszek. Tylko jedna myśl przeleciała przez mój umysł i to ta najgorsza. Usiadłam obok niego i dopiero wtedy mnie zauważył. Od razu zgasił papierosa i delikatnie się uśmiechnął w moją stronę.
- Dalej ćpasz ? - zapytałam choć wyglądało to bardziej jako zdanie twierdzące.
Jego mina od razu zrzedła.
- Nie potrafię - szepnął zakrywając twarz dłońmi. Nie jestem najlepsza w takich momentach. No cóż.. Jest tylko jedno wyjście. Znaczy na pewno jest wiele, ale ja wpadłam na pomysł na ten jedyny, bo po to tu przyszłam zresztą.
- Potem o tym pogadamy, a teraz szykuj się - wstałam z ziemi i poprawiłam sukienkę.
- Po co ? - zapytał, gdy zorientował się co do niego powiedziałam.
- Zabieram cię na imprezę - uśmiechnęłam się. Chłopak spojrzał na mnie jak na kretynkę. Jego oczy powiększyły się natychmiastowo. Zachciało mi się z niego śmiać. - Nie patrz tak na mnie tylko się ruszaj. Za godzinę po ciebie przyjdę - zaśmiałam się krótko i ruszyłam w stronę wyjścia. Tuż przy drzwiach na hol zatrzymałam się, a zaraz potem przyszedł on z tą samą miną co wcześniej.
- Ale.. - chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Nie ma żadnego ale. Idziesz i tyle ! - wyszczerzałam się do niego. - Nie stój jak kołek tylko ruszaj się. Przy mnie musisz świetnie wyglądać - zaśmiałam się. Wyszłam z pokoju wcześniej krzycząc - Masz godzinę !
To załatwione. Tylko nie do końca. Potem mu wszystko wyjaśnię i będzie dobrze, chyba. Oby się zgodził. Muszę mu jakoś pomóc wyrwać z tego nałogu. Najlepszym sposobem będzie spędzanie z nim najwięcej czasu. Aż mnie ciarki przechodzą, aby spotykała się z nim. Nie wiem w ogóle dla czego chcę mu pomóc. Przecież mi na nim nie zależy, co nie ?
I co by tu teraz robić ? - zapytałam się sama siebie w myślach. Może sprawdzę co z salą ? - To bardzo dobry pomysł. Podoba mi się jak myślę. Albo mi się wydaje albo ze mną na serio jest dziś coś nie tak.
Weszłam na górę schodami. Strasznie się zmęczyłam. Mogłam jednak poczekać na windę i pojechać nią spokojnie. Mniejsza o to.
Rozejrzałam się po całej sali. Pełno balonów, serpentyny, jakieś reflektory, ładnie udekorowane stoły jak i krzesła.. Jest tak jak chciałam. Mama się postarała. Wie co lubię.
Spojrzałam na zegarek, który wysiał na ścianie. Dochodziła szesnasta. Czas iść do kuchni ujrzeć tort.
Jakże mój pomysł udał się idealny, bo akurat w kuchni czekała mam i jacyś kucharze czy coś. Tort ogólnie mi się podobał, a Mike'owi opadnie szczęka. Dobra, chyba minęła już godziną trzeba iść do chłopaka.
- Mamo, dopnij wszystko na ostatni guzik - uśmiechnęłam się w jej stronę co odwzajemniła.
Zjechałam windą. Chociaż tym razem się nie zmęczę, lecz chyba schodzić ze schodów jest lepiej. Kiedyś przeprowadzę ten zacny eksperyment.
Zapukałam do drzwi. Minęło chyba pięć minut, a drzwi otworzył mi nie kto inny niż właściciel pokoju. Oczywiście był nie gotowy. Normalnie chciałam go walnąć.
- Mówiłam, że masz godzinę, a ty latasz w samych gaciach po pokoju ! - krzyknęłam na chłopaka siadając na sofie.
- Przecież mam spodnie - wytknął język po czym uśmiechnął się. Wszedł do sypialni. Pewnie po ubrania.
- Urwę ci go kiedyś ! - zaśmiałam się.
Czekałam na niego i czekałam. Ile on może się ubierać ? Gorzej niż baba. Już nawet ja się szybciej ubrałam niż on.
Wstałam z kanapy i podeszłam do drzwi od łazienki. Jakoś muszę go pośpieszyć. Walnęłam mocno w drzwi po czym krzyknęłam
- Bieber kurwa, ruszaj tą dupę, a nie godzinę siedzisz w łazience !
Usiadłam na łóżku. Chwile później z pomieszczenia wyszedł królewicz.
- Ile ty kurwa możesz się szykować ? - spojrzałam na niego i mnie wprost zatkało. Matko, jak on zajebiście wygląda. Miał na sobie czarne spodnie opuszczone jak zwykle w kroku, białą koszulę, krawat idealnie związany i czarną skórzaną kurtkę z podwiniętymi rękawami. Na nogach miał niebieskie supry. Jego włosy były idealnie zaczesane do tyłu. Na głowie miał założony czarny kapelusz, który dodawał mu uroku. Wyglądał idealnie. Mimowolnie przegryzłam delikatnie dolną wargę.
- Kochanie, nie patrz tak na mnie, bo orgazmu dostaniesz - zaśmiał się melodyjnie jak zawsze. Ocknęłam się i walnęłam go delikatnie w ramię. Jęknął z bólu, choć wcale go to pewnie nie bolała.
Wyszliśmy z pokoju kierując się do windy. Dobra, czas go poprosić o to o czym myślałam poprzedniego dnia.
- Słuchaj mnie uważnie - powiedziałam poważnie zerkając na chłopaka, który głupio się uśmiechał. No szlag by go trafił. Mógł się tak seksownie nie ubierać, ale nie on to musi przecież specjalnie robić.
- Raczej dam radę, ale chyba ty nie dasz rady mówić - zaśmiał się po raz kolejny. Zignorowałam to i zaczęłam dalej mówić.
- Mój przyjaciel, Mike ma dziś urodziny. Zrobiłam mu mega imprezę o której nie wie i mam do ciebie prośbę - zrobiłam przesłodką minę. Chłopak uniósł brew chcąc bym mówiła dalej. - Więc.. - przeciągnęłam słodko. - Mógłbyś spędzić trochę z nim czas na imprezie ? - spojrzałam na niego i wcisnęłam guzik wzywając windę.
- Nie jeżdżę windą - skrzywił się lekko.
- Poważnie ? - spojrzałam na niego rozbawiona.
- Mhm - jego odpowiedź powala. Chłopak ruszył w stronę schodów, a ja za nim lecz od razu go wyprzedziłam.
- To jak ? - odwróciłam się do niego uśmiechając delikatnie.
- Jasne, ale będziesz musiała mi to jakoś wynagrodzić - uśmiechnął się cwano i musnął swoimi wargami mój policzek. - Słodko się rumienisz - i znowu się uśmiechnął. Zaraz, zaraz.. Co on powiedział !?
- Ja się nie rumienię ! - krzyknęłam. Przecież ja się nigdy nie rumienię !
- Oh skarbie, a jednak tak - spojrzałam na niego z wielkimi oczami. No kurwa, to niemożliwe. Tak nie może być ! Ja się rumienię przed nim rumienię !? Pierwszy raz to robię i to jeszcze przed nim !? Stanęłam naprzeciw lustra, które wisiało na ścianie w holu i rzeczywiście się zarumieniłam.
- Idź rzesz już na górę ! - zaśmiał się i nawet się nie ruszył.
Wzięłam kilka wdechów po czym poszliśmy na górę gdzie było już wszystko gotowe. Tylko teraz trzeba na gości czekać. Eh..
Usiadłam razem z Bieberem na małej scenie jakby nie było gdzie. Zaczęliśmy rozmawiać jak byśmy znali się od dziecko, lecz tak nie było. Nawet w pewnym momencie zapomniałam, że rozmawiam z chłopakiem, którego nienawidzę choć nic mi w życiu nie zrobił. Zapomniałam, że to ta zajebana gwiazdka, Justin Bieber. To jest dziwne. Zwykły nastoletni chłopak, a tyle osób go nienawidzi i nawet nie ma konkretnego powodu, bo przecież on jest idealny choć ideały nie istnieją. On nim jest. Nie przeszkadza mi nawet to, że pali i ćpa. To tylko jakiś chory nałóg, ale co się dziwić jak miał zjebane dzieciństwo. Sama sobie się dziwię, że czuje do niego taką nienawiść. Choć w sumie to ja nie jestem pewna czy czuje to do niego. Może to jest jakiś mój wymysł ? Trochę to chore, a z czasem to będzie coraz bardziej.
Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się z byle czego. Humor mi dopisywał. W pewny momencie zrobiło się cicho. Justin zbliżył się do mnie patrząc w oczy. Zrobiłam to samo. Czułam zapach jego perfum. Po chwili poczułam jego usta na moich. Musnął delikatnie moje usta. Chciałam pogłębić pocałunek. Nie wiem co mną w tedy kierowało. Po chwili usłyszałam głośne chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie. Justin podskoczył jak oparzony. Skutkiem było to, że się przewrócił i walnął głową o keyboard aż mu kapelusz spadł. Spojrzałam na niego z rozbawieniem.
- Kurwa - syknął dość głośno. Złapał się za bolące miejsce i zaczął sobie masować.
Spojrzałam na osobę, która zepsuła nam ten zajebisty moment. Jak zobaczyłam tą osobę to mi oczy wyszły na wierzch. [...]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz