sobota, 3 listopada 2012
Rozdział szósty.
- Wstawaj koleżanko ! - usłyszałam głośny głos Emily, który dochodził z łazienki.
- Daj mi się wyspać ! Codziennie wstaje o ósmej ! - wydarłam się na nią.
- Oj weź się ruszaj, ubierz się, wymaluj i co tam jeszcze masz zrobić i wychodzimy na miasto. - wyszczerzała się.
- No, ale.. - przerwała mi.
- Bez żadnych ALE. - zaakcentowała ostatnie słowo. - Rusz dupę i idziemy. - westchnęłam.
Leniwym krokiem ruszyłam w stronę szafy. Otworzyłam i zaczęłam przyglądać się wszystkim ubraniom. Po kilku minutach wybrałam zestaw na dziś. Wyciągnęłam czarną, letnią sukienkę na ramiączkach, która odkrywała kolana. Wybrałam jeszcze lekki sweterek z długimi rękawami w kolorze bieli. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki odbyć toaletę. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Wychodząc z wanny poczułam zimno. Z szafki wyciągnęłam różowy ręcznik i otuliłam je ciało. Włosy dokładnie rozczesałam oraz wysuszyłam. Gdy włosy nie były już wilgotne przeczesałam je delikatnie grzebieniem po czym uczesałam je w niedbałego koka, którego spięłam wsuwkami i pstryknęłam lakierem. Po fryzurze umyłam zęby miętową pastą, a potem przemyłam twarz wodą. Z szuflady pod umywalką wyciągnęłam średniej wielkości kosmetyczkę w kształcie walizki. Wzięłam czarny, szary i biały cień, którymi umalowałam oczy. Podkreśliłam je ciemną kredką, a rzęsy pociągnęłam tuszem. Usta maznęłam truskawkowym błyszczykiem. Po zrobionym makijażu wytarłam ciało mięciutkim ręcznikiem. Następnie ubrałam wcześniej naszykowany zestaw. Wyszłam z łazienki wcześniej oglądając się w lustrze. Z dołu szafy wzięłam czarne buty na wysokim obcasie, które włożyłam na nogi. W moim stroju zabrakło mi biżuterii. Postanowiłam wybrać srebrny naszyjnik z serduszkiem. Spakowałam do czarnej, małej torebki najpotrzebniejsze rzeczy. Ze stolika nocnego wzięłam komórkę oraz kartę do pokoju. Razem z Emily wyszłam z hotelu.
Po trzech godzinach chodzenia po galerii byłyśmy padnięte, a jeszcze wszystkich sklepów nie obeszłyśmy. Zmęczone postanowiłyśmy iść na kawę. Poszłyśmy do kawiarni gdzie zamówiłyśmy dwie latte macchiato. Zajęłyśmy stolik i zaczęłyśmy rozmawiać na wszystkie możliwe tematy. Czułam się jakbym gada z najlepszą przyjaciółką, której mogę wszystko powiedzieć, jednak nie mogłam zaufać. Co jak co, ale zaufanie nie obdarzam każdej osobie. Nawet nie jestem pewna czy Miley i Mike mogę ufać. Nawet rodzicom. Może ja nie potrafię zaufać drugiej osobie ? Tak, chyba to jest lepszym określeniem.
Po kawie ruszyłyśmy na dalsze zakupy.
Gdy na zegarach wybiła godzina dwudziesta pierwsza postanowiłyśmy wracać do hotelu. Zamówiłyśmy taksówkę i ruszyłyśmy nią do budynku. W ciągu dwudziestu minut byłyśmy na miejscu. Zapłaciłyśmy należną kwotę i zabrałyśmy zakupy. Gdy przechodziłyśmy obok recepcji postanowiłam porozmawiać z mamą. Pierwsze moje pytanie dotyczyło ojca. Matka powiedziała tylko tyle, że jest bardzo wkurzony moim wyjazdem i chce abym wróciła. Oczywiście moja rodzicielka się na to nie zgadza i się jak zwykle kłócą. Na koniec pożegnałam się z nią i ruszyłam razem z Emily do windy. Wcisnęłam odpowiednie piętro, a po chwili byłyśmy już na nim. Idąc w stronę pokoju usłyszałyśmy głośne krzyki. Spojrzałam się na dziewczynę, a ona na mnie. Szybkim krokiem poszłyśmy dalej. Jak się okazało głosy dochodziły z pokoju Biebera !? Tak zgadza się. Po chwili wyszedł z niego Jeydon.
- Zobaczysz. Nim się obejrzysz, a już nie będziesz tym sławnym Bieberkiem, którego wszyscy kochają ! - wydarł się Wale.
- Zajebiście ! Skończyłeś już czy dalej będziesz pierdolił, że mnie zabijesz czy kurwa co !? - krzyknął Bieber. Spojrzałam w jego stronę i dostrzegłam krew, która leciał mu z nosa. Chciałam do niego podejść, ale bałam się Wale. Nie wiem czemu. Może przez jego słowa ?
- Skończę z tobą prędzej czy później, ale nie sam. - zaśmiał się złośliwie.
- Nie potrafisz sam ? - zapytał się gwiazdor wycierając o rękę krew.
- Chuj cię to obchodzi ! - krzyknął prosto w jego twarz. - Sam czy nie i tak zginiesz. Jesteś za słaby. - w tej chwili moje oczy wyglądały jak dwie pięciozłotówki.
Jeydon obrócił się w naszą stronę i dopiero teraz nas spostrzegł. Popatrzył się na nas złowrogo po czym odszedł. Byłam w szoku. Emily szturchnęła mnie lekko w ramię i wtedy się ocknęłam. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę chłopaka. Spojrzałam w jego oczy w których dostrzegłam łzy, które po chwili znajdowały się na jego policzkach. W tamtym momencie chciałam go pocieszyć, przytulić. Wszystko byle nie płakał. Podeszłam do niego bliżej, a chłopak się we mnie wtulił. Poczułam się jakoś dziwnie, inaczej. Moje ręce położyłam na jego plecach, a on objął mnie w tali i położył głowę na mym ramieniu. Miałam to gdzieś, że krew mogła mi wybrudzić cały sweter. Nie było to teraz ważne. Było mi strasznie żal Biebera. Nie potrafiłam go teraz tak zostawić.
- Chodź. - szepnęłam cicho i niechętnie oderwałam się od niego.
Razem poszliśmy do łazienki wcześniej zamykając drzwi. Chłopak usiadł na rogu wanny pochylając głowę do przodu zamykając przy tym oczy. Spojrzałam na niego. Był smutny. Na jego widok chciało mi się płakać. Nie wiem czemu, ale tak było.
Między nami panowała cisza, ale nie chciałam jej przerywać lecz musiałam. Chciałam się dowiedzieć o co chodzi z Wale'em.
- Justin. - szepnęłam. Chłopak spojrzał na mnie ze łzami. - Dlaczego on.. - przerwałam na chwile podchodząc do niego bliżej. - Dlaczego on chce cię zabić ? - zapytałam niepewnie. Lecz po chwili dodałam. - Przepraszam. Jeżeli nie chcesz to nie mów.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia. - westchnął. - Może i jest zazdrosny o te wszystkie dziewczyny, które lecą na moje pieniądze, a nie na miłość. Sam jest taki. Chciałby mieć każdą i tyle. Ale dla niego to nie jedyny powód. - spojrzał na mnie.
- Czyli ? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Nie wiem Jessica. Ale wiem, że na pewno nie tylko o to chodzi. - wstał i podszedł do umywalki.
Odkręcił kran, a potem spojrzał w lustro po czym przemył twarz wodą, a ręce umył mydłem, które były całe we krwi. Wytarł się biały ręcznik i odłożył go na miejsce. Po chwili stanął obok mnie.
- Dziękuje. - wyszeptał w moją stronę.
- Nie ma za co. - delikatnie się uśmiechnęłam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz