sobota, 3 listopada 2012

Rozdział dziewiąty.


    Całą drogę do Nowego Jorku bawiłam się komórką i tabletem. Nie powiem, ale strasznie mi się nudziło. Gadałam przez telefon z Miley i Mikem, ale oni nie mieli za bardzo czasu więc musiałam zdać się na towarzystwo chłopaków i dziewcząt. Jak się okazało jeden koleś ma na imię  Ryan Good i jest on stylistą Biebera. Oczywiście nie zabrakło jego ochroniarza, Kenny Hamilton oraz menadżera, Scooter Broun. Jedna z kobiet to Carin Morris, która pomaga styliście oraz Jan, która odpowiadała za wokal gwiazdki. Oczywiście nie zabrakło Chaza i Jasona. Nie było aż tak źle.
    Podróż trwała około czterdzieści godziny z czego piętnaście przespałam. Aktualnie jest niedziela godzina dwudziesta pierwsza sześć. Nie powiem, ale droga mi się strasznie dłużyła, ale wreszcie dojechaliśmy. Pan kierowca zaczął wyciągać torby z bagażnika. Wzięłam swoją i ruszyłam w stronę w stronę drzwi wejściowych do hotelu przy których stał Scooter, Ryan oraz Carin i zawzięcie rozmawiali o czymś. Stanęłam obok nich i czekałam aż wreszcie reszta grupy ruszy się. Po dwudziestu minutach wszyscy byli obok nas. Braun zaczął wyczytywać listę kto z kim ma pokój. Jak się okazało w pokoju hotelowym są  cztery mniejsze pokoje. Pech tak chciał, że musiałam być z Bieber, Soomersem i Greenem. No, ale oczywiście Momsen musi mieć takie nieszczęście. Wszyscy ruszyliśmy za Hamiltonem, który miał nas zaprowadzić.
- Pomóc ci ? - spojrzał na mnie Kenny. Och, co za miły człowiek. Uśmiechnęłam się do niego i podałam mu walizkę, a torbę przerzuciłam na prawe ramię.
- Dzięki.
    Wyszliśmy z windy kierując się w stronę pokoju. Przodem szłam ja, a za mną chłopaki, a dalej Kenny.  Przed drzwiami Hamilton podał mi dwa klucze oraz walizkę i oznajmił, że o dziewiątej jest śniadanie, a o jedenastej jedziemy na próbę. Pożegnał się z nami i poszedł do swojego pokoju, który znajdował się na przeciwko naszego. Bieber wziął ode mnie klucze i otworzył drzwi. Weszłam jako pierwsza ciągnąc walizkę. Pokój był dość spory. Na lewo znajdowały się cztery małe sypialnie, a na prawo łazienka. Dalej był mały salon. Na środku ściany stała kremowa sofa, a na przeciw telewizor. Wybrałam pokój znajdujący się na samym końcu. Weszłam do pokoju i rzuciłam torby na bok. Otworzyłam walizkę z której wyciągnęłam białą szeroką bluzkę z czerwonym sercem i czarne spodenki po czym z torby wzięłam szczotkę, kosmetyczkę oraz ręcznik. Wyszłam z pokoju kierując się do łazienki. Po drodze zobaczyłam Chaza i Jasona oglądających telewizje. Nie byłam zdziwiona, że nie śpią, bo prawie pół drogi przespali. Jak się okazało za ścianą mojego pokoju zamieszkiwał Bieber. Leżał on w cuchach na łóżku. Nie dziwię się mu, bo chyba jako jedyny nie spał w czasie drogi. Weszłam do toalety i wykonałam standardowe czynności. Wzięłam prysznic i wytarłam dokładnie ciało moim czerwonym ręcznikiem po czym ubrałam bluzkę i spodenki. Po umyciu włosów dokładnie je rozczesałam, a później wyszczotkowałam zęby. Gotowa do snu wyszłam z łazienki. W salonie nie było już chłopaków więc się domyśliłam, że są w pokojach, które były zamknięte oprócz Biebera. Poszłam do siebie. Rzeczy które trzymałam w ręku rzuciłam na walizkę i położyłam się do łóżka nakrywając kołdrą. Zasnęłam po kilku minutach..
    Obudziłam o godzinie w pół do dziewiątej. W sumie to ktoś mnie zbudził, a tym kimś byli Jason i Chaz, którzy cały czas się z czegoś śmiali. Po jakiś pięciu minutach usłyszałam zamykające się drzwi. Domyśliłam się, że pewnie poszli na śniadanie. Wstałam z łóżka kierując się do walizki. Wyciągnęłam niebieskie rurki, czarną bluzkę na ramiączkach oraz niebiesko-czarno koszule z kapturem. Do tego wybrałam czarne conversy. Wzięłam jeszcze ciuchy na przebranie, które schowałam do czarnej torby. Wzięłam ciuch do ręki oraz kosmetyczkę i ręcznik. Poszłam do łazienki gdzie wzięłam prysznic oraz ubrałam naszykowany wcześniejszej zestaw. Włosy rozczesałam i związałam w niesfornego koka oraz przeczesując grzywkę na lewą stronę. Makijaż zrobiłam tradycyjny, czyli czarno-szaro-biały cień, tusz do rzęs, kredkę czarną oraz bezbarwny błyszczyk. Przepłukałam zęby jakimś specjalnym płynem i wyszłam z pomieszczenia. Będąc w pokoju spakowałam to torby błyszczyk, chusteczki, portfel, kosmetyczkę oraz telefon, wcześniej sprawdzając godzinę. Była dziesiąta. Czyli pozostało mi jeszcze dużo czasu. Wzięłam torbę, którą położyłam w salonie. Spojrzałam w stronę pokoju Biebera. Spał. Chyba trzeba go obudzić. Weszłam do pomieszczenia i kucnęłam przy łóżku. Spojrzałam na jego twarz. Miał lekko rozchylone wargi.
- Juustiinn.. - przeciągnęłam słodko. W odpowiedzi mruknął coś pod nosem co nie było zrozumiałe. - Wiesz, że już jedenasta ? - zapytałam patrząc się na niego.
- Co z tego ? - otworzył delikatnie oczy i spojrzał na mnie.
- To z tego, że za godzinę wychodzimy, a myślę, że takie boskie włosy nie robią się w pięć minut. - uśmiechnęłam się w jego stronę. Chłopak popatrzył na mnie ze zdziwieniem ? Tak to było zdziwienie. Po chwili usiadł na łóżku przecierając oczy jak małe dziecko po czym westchnął.
- Nie chce mi się iść. - jęknął i znów walnął się na łóżko zakrywając dłońmi twarz.
- Och, ruszaj się Bieber. - usiadłam na łóżko ściągając z niego kołdrę.
- Wyspać się nie dadzą. - wstał z łóżka i ruszył w stronę walizek.
- W trumnie się wyśpisz. - uśmiechnęłam się słodko. Chłopak popatrzył na mnie po czym wrócił do poprzedniej czynności czyli grzebania w torbie. Co chwilę wyciągał jakieś rzeczy i przykładał do siebie po czym rzucał je gdzieś na bok. Ale on jest nie zdecydowany.
- Boże święty ! - jęknęłam i walnęłam się na poduszki. Coraz bardziej wkurza mnie jego zachowanie.
- Co ? - spojrzał na mnie.
- Zachowujesz się gorzej niż baba. - zaśmiałam się. Ten tylko mruknął coś po nosem i wziął ciuchy. Były to czarne rurki i fioletowa szeroko bluzka. Położył ubrania na łóżku i wyszedł z pokoju. Pewnie do łazienki. Po chwili usłyszałam Party Rock Anthem LMFAO. Spojrzałam na dzwoniące urządzenie. Był to telefon Biebera. Spojrzałam na wyświetlacz gdzie było napisane "mama dzwoni". Nie trwało to długo, bo kobieta najwyraźniej się rozłączyła. Wzięłam telefon do ręki i zaczęłam przyglądać się tapecie. Był na nim on i kobieta. Pewnie jego matka.
- Co ty robisz ? - usłyszałam głos Biebera. Spojrzałam na niego i mnie zatkało. Miał on na sobie tylko ręcznik owinięty wokół pasa. Usiadłam na łóżku delikatnie się do niego uśmiechając.
- Twoja mama dzwoniła.
- Serio ? - jego reakcja była dziwna ? Był on zdziwiony tym co mu powiedziałam. Kiwnęłam tylko głową na tak i podałam mu telefon. Chłopak podszedł do mnie i wziął urządzenie. Zaczął coś klikać na ekranie po chwili się oderwał i rzucił telefon na łóżko. Wziął wcześniej naszykowane rzeczy i wyszedł z pokoju. Sama też wyszłam i biorąc ze sobą jego telefon. Poszłam w stronę łazienki i oparłam się o framugę drzwi. Bieber stał przed lustrem w ręku trzymając suszarkę. Po chwili wyłączył urządzenie i zaczął rozczesywać włosy, a potem zaczął je układać. Myślałam, że zaraz wybuchnę śmiechem i niestety tak się stało. Spojrzał się na mnie jak na idiotkę. Podeszłam do niego i poczochrałam mu włosy na co się lekko oburzył.
- No księżniczko. Pięknie wyglądasz. - uśmiechnęłam się do niego jak najpiękniej.
- Spadaj, bo zaraz tobie zepsuje fryzurkę. - wytknął w moją stronę język.
- Marudzisz. - chłopak jednym ruchem ściągnął moją gumkę z włosów. - Pożałujesz. - powiedziałam spokojnie. Bieber wyszedł z łazienki. Wzięłam jego szczotkę, którą zostawił i rozczesałam po raz kolejny włosy po czym związałam je. Wyszłam z łazienki i usidłam na sofie w salonie przyglądając się szatynowi, który chyba czegoś szukał w łóżku. Nie myliłam się.
- Masz mój telefon ? - spojrzał na mnie pytająco.
- Możeee. - odpowiedziałam grzecznie.
- Tak czy nie ? - podszedł do mnie i zaczął mi się przyglądać.
- No nie wiem, nie wiem. - zaczęłam oglądać moje paznokcie. Chyba muszę pomalować na inny kolor.
- No dawaj, bo pożałujesz. - wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Dajesz. - uśmiechnęłam się zadziornie. Chłopak "odwzajemnił" uśmiech i popychając mnie do tyłu zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam się śmiać jak głupia.
- Przestań ! - krzyczałam dalej się śmiejąc. Szatyn przestał i zapytał się.
- A oddasz ? - spojrzał na mnie.
- Niech się zastanowię. - zamilkłam na chwile by później dodać. - Nie.
- No to nie przestanę.
- Ej no. - zajęczałam.
- Co ? Nie chcesz oddać to nie przestanę. Coś za coś. - wytknął język. Spojrzałam na jego usta po czym w oczy. To było trochę głupie ? Nie wiem. Dość dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. I znowu te oczy ! Boże święty ! Co to ma być ? Szatyn przybliżył się do mnie tak, że między naszymi twarzami były jakieś dwa centymetry. Czułam jego oddech na szyi. Tą chwilę przerwały otwierające się drzwi i dobrze mi znane śmiechy, które należały do Somersa i Greena. W duchu byłam szczęśliwa, że się pojawili. Dobrze wiedziałam co mogło się teraz zdarzyć. Bieber zszedł ze mnie wstając i poprawiając swoje włosy. Podążyłam za jego śladami.
- Długo na Was trzeba czekać ? - wyszczerzał się Jason. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Spojrzałam w stronę Chaza. Jego mina mówiła wszystko. Wiem bardzo dobrze co miał na myśli.
- Już idziemy. - odezwał się szatyn. Wzięłam swoją torbę i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
    Wszyscy wsiedliśmy do limuzyny, która stała przed budynkiem. Oczywiście pan gwiazdka musiał usiąść obok mnie, bo jakby, że inaczej. Chłopak patrzył się na mnie całą drogą. Chciałam jakoś uniknąć jego wzroku, ale mi się to nie udało. Cały czas się uśmiechałam bezsensu.
- Dasz mi w końcu ? - zapytał się nie odrywając ode mnie wzroku.
- Nie kochanie. - zaśmiałam się głupio.
- Serio ?
- A wygląda, żebym mówiła nie serio ? - popatrzyłam na niego.
- No nie. - zaśmiał się i odwrócił wzrok.
    Po kilku minutach znaleźliśmy się pod wielkim budynkiem. Szatyn wysiadł jako pierwszy, a ja zaraz za nim. Kenny zaczął iść w stronę drzwi wejściowych. Wszyscy podążyliśmy za nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz