sobota, 3 listopada 2012
Rozdział czternasty.
- Nie odzywaj się do mnie. - wyprzedziłam go. Nie chciałam usłyszeć ani jednego słowa z jego ust. Jednak on musiał postawić na swoim. Stanął mi na drodze. Takim o to sposobem na pewno się spóźnię na próbę. Nie dość, że zaspałam to ten debil mi tarasuje drogę. - Mógłbyś łaskawie - powiedziałam łagodnie tylko po to, żeby potem móc się wydrzeć. - zejść mi kurwa z drogi !
- Wpierw mnie wysłuchasz. - powiedział stanowczo. W sumie to teraz tak nie fajnie iść na zajęcia, bo pewnie dostanę ochrzan i to niezły. Chyba lepiej nie ryzykować. No, ale nie chcę mi się wysłuchiwać. Co mi powie ? Że przeprasza za wczoraj ? A nie sorry. Powiedział to wczoraj.
- Masz dwie minuty. - powiedziałam oschle zakładając ręce na piersi. - Czego chcesz ? - chłopak westchnął po czym zaczął jakże swój interesujący monolog.
- Jessica, ja nie wiem dlaczego to zrobiłem. To był jakiś impuls czy coś. Nie potrafiłem cię nie pocałować. Jest mi głupio i to strasznie. Postąpiłem źle. Przepraszam. - chciało mi się z niego śmiać. Mówił to jak jakiś mały chłopczyk, który ma wyrzuty sumienia za to czego nie powinien zrobić. - Zapomnijmy o tym. - spojrzał w moje oczy. No kurwa. Jak ja nie lubię jak ktoś mi się patrzy w oczy. Od razu chce mi się śmiać, ale to nie znaczy, że nie umiem być poważna. Co to to nie.
- Okej. - wzruszyłam ramionami. Odwróciłam się w drugą stronę. Nie miałam zamiaru iść na próbę lecz do pokoju. Byłam trochę zmęczona, a to dlatego, że prawię całą noc przegadałam z Mikiem.
- Zaraz, co ? - odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam z dziwnym wyrazem twarzy ? Znaczy tak mi się wydaję, ale w sumie. Potrzebowałabym lusterka, żeby zobaczyć, ale chuj z nim. O bejcie się bez niego. A tak w ogóle powracając do sytuacji to nie rozumiem jego reakcji.
- Tak ? - uśmiechnęłam się delikatnie. Nie wiem po co, ale wydaję mi się, że ze smajlem wyglądam jakoś lepiej.
- Tak po prostu ? - oburzył się. Yyy.. okej. Nie będę komentować jego zachowania. On ćpał od rana czy co ?
- O co ci chodzi ?
- O co mi chodzi ? - powtórzył moje zdanie. No co za kopia normalnie. Niech sobie składa sam zdanie, a nie kradnie od innych. - Jeszcze wczoraj byłaś na mnie wkurwiona za to co powiedziałem, a teraz ?
- A teraz to mi przeszło. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy po czym dodałam. - Co ty sobie myślałeś ? Że zakochałam się w pieprzonej gwiazdce ? - zaśmiałam się. - No oczywiście. Ty sobie pewnie pomyślałeś, że rzucę się ci w ramiona mówiąc kocham cię Justinku ! Ożeń się ze mną ! - ostanie siedem słów powiedziałam udając jakiegoś plastika. W sumie to dobra jestem w tej roli. - Chyba cię popierdoliło Bieber.
- O co ci kurwa teraz chodzi !? - uuuu.. Bieberek się chyba wkurwił. No, ale trudno. Jakoś trzeba se poradzić z takimi pedałami jak on.
- No sama nie wiem. - westchnęłam. Szatyn zrobił się cały czerwony ze złości po tym co powiedziałam. - Poczekaj. - udawałam, że się zastanawiam. - Może o to, że nie jestem jakąś kurwą, która pójdzie z tobą do łóżka.
- Myślisz, że taki jestem ? - powiedział spokojnie. Uf, dobrze, że się choć ciut uspokoił. Nie to, że się go zaczynałam bać czy coś, ale co jak co. W sumie to on chyba nie wygląda na takiego, który by komuś coś zrobił. Ma za piękne oczka, żeby taki był. Co ja pierdolę.
- A co ? Nie ?
- Poczekaj, bo teraz to nie rozumiem. Co ty kurwa za szopkę odpierdalasz ? - zaśmiał się nerwowo. Chciałam powiedzieć; "Jaką kurwa szopkę ? To jest przedstawienia !", ale się powstrzymałam. Nie będę go denerwować coraz bardziej. - Najpierw się ze mną przylizałaś, a teraz !? A teraz to..
- Słucham ? - przerwałam mu. - Ja się z tobą przylizałam !? - krzyknęłam. Nie mogłam powstrzymać swoich nerwów. Wkurwił mnie. - To ty mnie pocałowałeś !
- Ale tego chciałaś. I nie mów, że tak nie było, bo nawet tak powiedziałaś.
- Każdy mówi dużo rzeczy. - zaczęłam przyglądać się swoim paznokciom. Chyba czas zmienić kolor.
- Odwzajemniłaś. - uśmiechnął się zwycięsko. Trzeba coś wymyślić. Brak mi pomysłu. No kurczę..
- No i.. - zawiesiłam się na moment z czego chłopak się zaśmiał. - co z tego ?
- Nie wiesz co wymyślić. - szatyn stanął na przeciw mnie. Trochę za blisko jesteś kolego. Niestety na moje nieszczęście nie mogłam się cofnąć, ponieważ za mną była ściana o którą się oparłam. W sumie to całkiem ładna ta ściana. Taki ciepły czerwony kolorek.
- Ja nie wymyślam w porównaniu do ciebie. - podniosłam delikatnie głowę by spojrzeć na jego twarz, gdyś on był z nie wiadomych mi przyczyn wyższy ode mnie. Toż to skandal !
- Jasne. - zaśmiał się melodyjnie. Chciałam odejść z tamtą, ale szatyn złapał mnie za nadgarstki po czym przycisnął je do ściany obok mojej głowy. Nie powiem, ale trochę mnie zabolało.
- Mógłbyś mnie łaskawie puścić. - oznajmiłam słodko. Bieber jak to on się zaśmiał. Już mam dość jego śmieszku. Szatyn zbliżył moje wargi do moich. No kurwa, proszę. Boże ! Zlituj się nade mną. Chciałam się wyrwać, ale gdy tylko poczułam jego przecudowny oddech stanęłam jak słup. Nie chciałam na to patrzeć co się stanie więc przymknęłam lekko oczy. Dopiero potem się zorientowałam, że przecież tym o to sposobem chłopak mógł sobie zrobić nadzieję. Tak się chyba stało, bo po chwili poczułam jego usta. Te słodkie malinowe usta. Ja pierdolę. Zwariuje z moją głupotą na punkcie jego. Czy ja muszę być tak głupia, żeby odwzajemnić ten pieprzony pocałunek ? Tak zgadza się, odwzajemniłam go. Poczułam jak szatyn lekko się uśmiecha ze satysfakcją. Oderwał się ode mnie, a jego uśmieszek nie schodzić mu z buźki.
- I co ? - parzył się na mnie z iskierkami w oczach. Oh, jakie jego oczy są przesłodzone.
- I gówno. - chłopak puścił moje dłonie. Popchnęłam go delikatnie i ruszyłam w stronę swojego pokoju.
- Ej, co jest ? - zapytał.
- Pieprz się ! - krzyknęłam w jego stronę odwracając się.
Wkurwił mnie i to na maxa po raz czterysta pięćdziesiąty dziewiąty. Szuja pieprznięta. Teraz ma satysfakcje z tego, że oddałam ten pocałunek. Ugh, jak ja siebie nie nienawidzę, ale w sumie to jestem zajebista, bo mam fajne włosy i nie tylko.
Weszłam do pokoju. Zamknęłam drzwi po czym się o nie oparłam. Wyciągnęłam telefon i napisałam do Miley krótkiego sms o treści; "Pojutrze musimy pogadać ! Ważne." po czym rzuciłam telefon na łóżko, tkóry niestety się odbił i spadł na ziemie. Co za pech. Podeszłam do niego. Na szczęście działał. Uśmiechnęłam się sama do siebie, ale to chyba wyglądało jakbym się do telefonu uśmiechała.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz