sobota, 3 listopada 2012

Rozdział drugi.


Siedzę tu już chyba trzecią godzinę i jeszcze nie weszłam do tego pomieszczenia. Szlak by to trafił. Spojrzałam na moją karteczkę, a potem na wyświetlacz na którym był wyświetlany numer kolejnej osoby. Zatkało mnie. Mam numer 468, a dopiero jest 427 ! To są jakieś kpiny. Żeby przez sto osiemdziesiąt minut nie wybrać najzdolniejszych tancerzy. Nosz kurwa. Tyłek już mnie niemiłosiernie boli. Ugh.. Spokojnie Jess. Przed tobą tylko czterdzieści jeden osób.  Jeszcze trzydzieści minut i wejdę ja.
- Numer 468. - krzyknął dość gruby murzyn.
    Spojrzałam na przyjaciół. Uśmiechnęli się delikatnie i życzyli mi powodzenia. Pff.. Przecież musi mi się udać.
    Wolnym krokiem podeszłam do mężczyzny. Gestem ręki rozkazał mi wejść do pomieszczenia. Weszłam. Od razu spojrzałam na ludzi siedzących na krzesłach. Posłałam im mój najpiękniejszy uśmiech. Tsa.. Kąciki ust gwiazdki od razu podniosły się ku górze.
- Przedstaw się. - powiedział przemiłym głosikiem (o ile się nie mylę) menadżer Biebra.
- Jessica Momsen. - westchnęłam.
- Zaczynajmy.
    Podeszłam do DJ'a i kazałam mu puścić Glad you came. Stanęłam na środku "sceny" i odwróciłam się tyłem do "widzów".  Po chwili usłyszałam pierwsze takty piosenki. Poprawiłam włosy przeczesując grzywkę na lewą stronę. Zaczęłam robić pierwsze kroki. Nie powiem, ale na początku jakoś kiepsko mi szło, ale gdy usłyszałam słowa " You cast a spell on me, spell on me.." moje ciało się rozluźniło. Zrobiłam delikatny, ale szybki obrót do widowni i zaczęłam wywijać swoim ciałem. Oddałam się całkowicie piosence. Czułam się wspaniale. Kocham tańczyć. To dla mnie jedyna i najważniejsza rzecz w życiu. Za nic bym nie oddała go. Po skończonym występie wyszczerzyłam się najbardziej jak umiałam. Biebera mina mówiła wszystko.
- Dziękujemy. Proszę teraz poczekać na zewnątrz.
- Oczywiście. - wyszłam z pomieszczenia szybkim krokiem.
    Siedziałam na krześle i czekałam na "werdykt". Bardzo mi zależy na tej "pracy". W sumie to nie wie jak to inaczej nazwać. Przecież będę tańczyć dla pana gwiazdki. No, ale mniejsza o to. Najważniejsza jest to czy się dostane czy jednak mnie odrzucą. Z tych całych nerwów zaczęłam stukać paznokciami o krzesło i rozglądać się po całym pomieszczeniu. Moje oczy nie mogły patrzeć się w jedno miejsce. Cały czas gdzieś latały. Ale chwila.. Ja powiedziałam z nerwów !? No żal. Pierwszy raz w życiu tak mam. Normalnie zadziwiam siebie.
- Pani Jessica Momsen. - wreszcie mnie wyczytali. Pośpiesznym krokiem weszłam do pokoju.
- No tak.. - wszystkie oczy były skierowane na mnie. - Była panienka niesamowita ! - ostatnie słowa wykrzyczał.
- Naprawdę ? - zrobiłam wielkie oczy. Po raz pierwszy ktoś kto się zna na tańcu powiedział do mnie takie słowo.
- Byłaś boska. - wyszczerzał się Bieberek od siedmiu boleści. Chciałam do niego powiedzieć coś w stylu czy ktoś go pytał o to czy coś, ale ugryzłam się w język. Na razie dam sobie spokój, ale potem będzie mnie miał dość. - Oczywiście bierzemy Cię.
- Dziękuje bardzo.
- Zadzwonimy do pani około 16 i omówimy wszystkie szczegóły. - kiwnęłam delikatnie głową na tak. - To w takim razie, do zobaczenia.
    Siedzę na sofie w salonie trzymając w ręku telefon. Za 3 minuty, dokładnie trzy zadzwonią. Po mojej lewej stronie leży różowy zeszyt i długopis. Gdzieś trzeba wszystko zapisać. No.. rodziców nie ma w domu. Oczywiście nie wiedzą nic o całym tym castingu. Powiem im wieczorem, bo i tak o zgodę nie będę ich pytać. Przecież ojciec się nie zgodzi, a matka mi pozwoli. Wychodzi na to, że byłaby z tego nie zła kłótnia.
- Halo ?
- Dzień doby. Czy rozmawiam z panią Momsen ? - zapytał tym przemiłym głosikiem pan Braun.
- Tak. - i w tym momencie zaczął mówić o wszystkich szczegółach.
    Włączyłam telewizor i przełączyłam na mtv. Akurat leciała Katy Perry, The One That Got Away. Zaczęłam śpiewać refren i tańczyć jakiś układ, który wymyślałam w trakcie;
In another life, I would be your girl // W kolejnym życiu, byłabym twoją dziewczyną
We'd keep all our promises, be us against the world // Dotrzymalibyśmy wszystkich obietnic, bylibyśmy przeciwko całemu światu
In another life, I would make you stay // W kolejnym życiu,sprawiłabym że byś został
So I don't have to say you were the one that got away // Żebym nie musiała mówić, że byłeś tym jedynym który odszedł
The one that got away // Tym jedynym który odszedł
    Gdy dobiegł koniec piosenki usłyszałam otwierające się drzwi. To było szokujące, gdy dostrzegłam za nimi rodziców.
- Witam rodzinkę. - uśmiechnęłam się do nich sztucznie.
- Cześć córcia. - odpowiedzieli równocześnie uśmiechając się do siebie nawzajem. Po chwili całowali się jakby mnie tu w ogóle nie było. Aż mi się nie dobrze zrobiło. Ale zaraz, zaraz. Oni się całują !? Co to kurwa ma znaczyć ? Udawana miłość przed córką czy jak ? Może mają jakiś interes ? Oh, przypomniało mi się, że muszę ich powiadomić o wyjeździe.
- Sprawa jest. - spojrzałam w ich stronę, a oni natychmiastowo się od siebie oderwali. - Więc... byłam dziś na castingu i mnie przyjęli. Nawiasem mówiąc to chodzi o taniec. Jutro będę mieszkała w hotelu przez całe wakacje. I czy to wam się podoba czy nie ja zostanę tancerką i kropka.
- Słucham ?
- To co słyszałeś ojcze. - uśmiechnęłam się wrednie i ruszyłam w stronę własnego pokoju.
    Spakowane walizki położyłam za drzwiami. Było ich tylko dwie, bo matka powiedziała, że resztę rzeczy mi przywiezie. Ta, rozmawiałam z mamą, ale z ojcem ani jednego zdania nie zamieniłam. No więc, moja rodzicielka była ze mnie zadowolona i cieszyła się, że wreszcie spełnię moje marzenie. W ogóle to chyba najbardziej ucieszyło ją to, że będę mieszkała w jej hotelu. Była taka podniecona jakby miała zobaczyć Michaela Jacksona. W sumie to sama się z tego cieszę, bo będę mogła spotykać się z przyjaciółmi. Najgorzej będzie jak wyjadą. Czyli za jakiś tydzień. No, ale cóż..
    Wstałam dość wcześnie jak na mnie, bo była godzina dziewiąta. Ważne, że byłam wyspana. Radosna wstałam z łóżeczka za którym będę strasznie tęsknić. Przytuliłam go i posłałam buziaka w powietrzu. Szybkim krokiem ruszyłam do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i zrobiłam makijaż. Następnie wybrałam jakiś zestaw na dziś. Padło na czarne rurki i czerwoną koszulę w kratkę. Gotowa zeszłam na dół biorąc ze sobą walizki i torebkę.
- To co, jedziemy ? - usłyszałam głos matki.
- Tak. - wyszczerzyłam się do niej. - Do widzenia ojcze. - na końcu westchnęłam.
- Do widzenia córko. - spojrzał na mnie ze złowrogim spojrzeniem. Zdziwiło mnie to lekko, bo nigdy się na mnie tak nie patrzył. Nikt się tak na mnie nie patrzył.
    Razem z mamą spakowałyśmy moje rzeczy do samochodu po czym wsiadłyśmy do niego i odjechałyśmy spod domu. W czasie drogi napisałam do Miley i Mika, że spotkam się z nimi jeszcze przed ich wyjazdem. Po niecałych pięciu godzinach dojechałyśmy na miejsce. Tsa, matka wybudowała swój hotel na końcu miasta. Ciekawe. Spojrzałam na drzwi wejściowe i dostrzegłam znane mi twarze z castingu. Było ich zaledwie dwie. No nie wierzę, że tylko trzy osoby wybrał pan gwiazdka. Aż takie ma wymagania. Oczywiście tą dwójką byli chłopcy. Wyglądali na starszych ode mnie. Na tą myśl uśmiechnęłam się. Chociaż nie będą do mnie zarywać czy coś.
    Stałam na korytarzu i czekałam aż wreszcie przyjedzie ekipa Biebera na czele z nim. Chłopaków poznałam od razu gdy tylko weszłam do budynku. Oczywiście zaczepili mnie. Jeden ma na imię Raul, a drugi Ron i mają po 22 lata. Starzy jak dla mnie. Zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu. Gdy mój wzrok powędrował na drzwi wejściowe zobaczyłam całą "bandę".
- Witam Was. - uśmiechnął się pan Braun.
- Dzień dobry. - również się uśmiechnęłam.
    Po chwili mężczyzna podszedł do recepcji gdzie moja matka podała chyba ze sto kart do drzwi. Następnie zaczął wszystkim rozdawać i powiedział, że za dwie godziny mamy się znaleźć na sali gimnastycznej. Ta, moja mamusia to ma wszystko w tym hotelu. Pociągnęłam swoje torby i pojechałam windą na dwunaste piętro. Kurwa, ja mam mieszkać na najwyższym piętrze !? Wreszcie winda się zatrzymała. Wyszłam z niej ciągnąc walizki. Spojrzałam na kartę i szukałam jaki to mam numer pokoju. Okazało się, że 969. Fajna liczba. Patrzyłam na wszystkie drzwi i dopiero na końcu korytarza był mój numer. Włożyłam kartę i otworzyłam drzwi. Od razu gdy weszłam do mojego tymczasowego mieszkania wyciągnęłam z walizki kosmetyczkę i pobiegłam do łazienki. Zrobiłam mocny makijaż. Oczy pomalowałam czerwonym cieniem i podkreśliłam czarną maskarą. Moją grzywkę przeczesałam na lewą stronę. Musnęłam jeszcze usta błyszczykiem i wyszłam z pomieszczenia. Z torby wyciągnęłam czarne leginsy, czarną i czerwoną bluzkę na ramiączkach z nadrukiem. Wybrane ciuchy włożyłam na siebie. Została jeszcze kwestia butów. Czarne conversy powinny pasować. Gotowa przejrzałam się lustrze. Wyszłam z pokoju hotelowego zabierając ze sobą kartę. Nie wiem ile jeszcze mi czasu zostało, ale pójdę już. Odwracając się dostrzegłam Biebera. Pięknie. On ma pokój obok mnie. No zajebiście. Chłopak uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniła to od niechcenia.
- Cześć. - on umie mówić.
- Siema. - schowałam kartę do kieszeni w leginsach i ruszyłam w stronę windy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz