sobota, 3 listopada 2012

Rozdział pierwszy.

perspektywa Jessici Momsen

- Jess, nie denerwuj się. Na pewno ci się uda. - po raz setny moja kochana przyjaciółka mnie dołuje. Tak, zgadza się. Tymi o to słowami ona mnie dołuje. Ugh, raczej ona mnie denerwuje.
- Ile razy mam ci to powtarzać, że się wcale nie denerwuje !? Wiesz dobrze, że nienawidzę porażki. - spojrzałam na nią z uśmiechem na twarzy. Jakoś trzeba złagodzić sytuacje.
- Nie spinaj się kochana. - zaśmiał się Mike. - Po prostu to raczej my - w tym miejscu wskazał na siebie i Miley.
- Nie pokazuje się palcem. - wytknęłam mu język.
- Jasne. No to raczej mi się denerwujemy za ciebie.
    Tak nawiasem mówiąc to zgłosiłam się na casting, aby zostać tancerką w grupie tanecznej najsławniejszej gwiazdy ostatniego czasu JUSTINA BIEBERA ! Normalnie się tak podniecam, że nie mogę przestać o nim myśleć. Nie no.. żartowałam. Chciałam powiedzieć, że najgłupszego i najbardziej rozpieszczonego dzieciaka na świcie. Jak sobie myślę, że prawdopodobnie będę go widzieć co dziennie zbiera mi się na wymioty. Będę go miała jeszcze bardziej dość niż teraz. No, ale czemu by nie skorzystać z takiej wspaniałej okazji. W dupie to mam u kogo boku będę się wspinać na szczyt. Ważne, że wreszcie będę mieć to czego najbardziej pragnę.
    Wieżę w swoje możliwości, że mi się uda itp. A jak nie to się powieszę. Nienawidzę porażek.
    No, ale zacznijmy od tego skąd się dowiedziałam o castingu. Ogólnie to wiem o tym wszystkim od Mikea. Jak co to jest on mega fanem Justinka i śledzi wszystko co on robi.  Sam powiedział mi, że Bieber szuka tancerzy, ale żeby w Los Angeles. Zdziwiło mnie to trochę. Dobra.. koniec tego. Zacznę od początku.
retrospekcja
    [...] Obudziłam się dokładnie o 11.48. No tak, dziś jest pierwszy dzień wakacji. Znaczy się zaczęły się one od piątku od kończącego apelu, ale przecież sobota i niedziela to zawsze były wolne dni.
    Wesoła wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Odsunęłam rolety i rozejrzałam się po okolicy. Eh... Wszystkie dzieci bawiły się już w parku. Jedne kopały piłkę, a drugie skakały grając w klasy. Pamiętam jak kiedyś to ja codziennie wstawałam rano biegnąc szybko do parku tylko po to, żeby pobujać się na huśtawce czy po wkurwiać inne dzieci psując im babki z piasku. O tak, wtedy byłam chamska dla wszystkim. Nie przejmowałam się, że ktoś będzie z tego powodu płakać czy się śmiać. Ważne, że to ja byłam szczęśliwa. Zresztą do tej pory tak jest. Westchnęłam i dalej myślałam. Ah, te czasy. Wtedy nie było tyle problemów jak w teraźniejszości. W tym momencie największym problem są rodzice, którzy co sekundę się kłócą. Najczęściej o pracę mojej rodzicielki, ale ostatnio sprzeczają się na tematy o mnie. Stary oczywiście ma wąty do mojej kochanej mamusi, które za dużo pracuje. Heloł ! Chyba ktoś musi utrzymać dom i swoją jedyną najukochańszą córeczkę. No, ale niestety mój ojczulek ma mnie w dupie i zawsze przekreśla moje zdanie. Ja tu nic nie mam do powiedzenia, ale i tak wyrażam swoje zdanie. Tylko matka mnie wysłucha i pozwala mi na wszystko. Ojciec sądzi, że niby mnie rozpieszcza tym sposobem, ale ona ma na to wyjebane. Nie czuję się rozpieszczana. Nie ma różowego pojęcia czemu on tak sądzi.
    Po chwili usłyszałam pierwsze dźwięki mojej ukochanej piosenki Glad you came. Zaczęłam ją nucić ruszając wolnym krokiem w stronę dzwoniącego urządzenia. Spojrzałam na wyświetlacz na, którym widniał napis "Mill <3 dzwoni". Wcisnęłam zieloną słuchawkę przykładając telefon do ucha.
- Hej Jess ! - usłyszałam wesoły głos mojej przyjaciółki.
- Cześć Mill ! - pisnęłam do słuchawki.
- Co dziś robimy ?
- Idziemy na zakupy ! - krzyknęłam bez zastanowienia.
- Spoko. To przyjdę za godzinkę. Pa. - no i się rozłączyła. Matko boska ! Ona dała mi tylko godzinę !
    Szybkim krokiem ruszyłam w stronę garderoby. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się po pomieszczeni. No tak. Jak zwykle mam problem co na siebie włożyć. Po paru minutach wybrałam czarne rurki, biało bluzkę na szerokich ramiączkach oraz czarną krótką kamizelkę. Wzięłam do tego buty na koturnie w kolorze spodni. Wyciągnęłam jeszcze czarną skórę, gdybym wracała późnym wieczorem czy coś. Wszystkie rzeczy położyłam na łóżko i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki jak na mnie prysznic i umyłam głowę. Po wyjściu z kabiny wysuszyłam dokładnie włosy po czym delikatnie je rozczesałam. Nic więcej z nimi nie robiłam. Wzięłam do ręki moją różową skrzynkę z kosmetykami. Otworzyłam ją i zaczęłam robić makijaż. Oczywiście tradycyjnie musiał być mocny. Oczy pomalowałam czarnym cienie i podkreśliłam kredką w tym samym kolorze. Na całą twarz nałożyłam trochę pudru po czym usta maznęłam kolorowym błyszczykiem. Wszystkie używane przeze mnie rzeczy pochowałam do skrzynki i postawiłam na stoliku. Wchodząc do pokoju zahaczyłam o torebkę i włożyłam do niej telefon. Potem włożyłam na siebie wcześniej naszykowany strój. Spojrzałam się w lustro i uznałam, że wyglądam bosko. Z uśmiechem na twarzy wyszłam z pokoju. Zamknęłam go na klucz. Zawsze to robię. Nie lubię, gdy ktoś grzebie mi w rzeczach czy coś. Zeszłam na dół i jak zwykle nikogo nie było. Nawet w sobotę. Wzięłam klucze od domu i wyszłam zamykając go na wszystkie zamki.  Z daleka zobaczyłam moją przyjaciółkę.
- Hej. - pocałowałam ją w policzek.
- Siema. Łał, wyrobiłaś się w czasie. - zaśmiała się.
- Haha.. szok nie ? - zapytałam się głupio i dołączyłam się do Miley, która cały czas się ryła nie wiadomo z czego. Po chwili ruszyłyśmy w stronę galerii.
- To co zamawiasz ? - wyszczerzała się moja towarzyszka.
- Chuj cię to. - wytknęłam jej język.
- No weź. Ja chyba mam chęć na naleśniki. - spojrzała w kartę i się do niej uśmiechnęła. Jak debilka. Jak można głupiej kartce papieru posłać uśmiech. Usta wygięłam w lekki grymas.
- Okeejj.. - przeciągnęłam. - To ja też. - po chwili podszedł do nas kelner. Zamówiłyśmy dwie porcje naleśników. Miley z jagodami i bitą śmietaną, a ja z truskawkami i również z bitą śmietaną. Do picia wzięłyśmy dwie kawy latte macchiato.
- Co robisz w wakacje ? - zapytała nagle dziewczyna.
- Nie wiem. Pewnie poświecę czas tańcu. - wróciłam do spożywania mojego posiłku. - A ty ? - nie za bardzo mnie to ciekawiło co ona będzie robić, bo dobrze wiem. Pewnie pojedzie z rodzinką na wakacje do dziadków.
- Jadę do dziadków. - hahaha.. mówiła. Zresztą jeździ do nich co roku. Tradycja.
    Jej dziadkowie mieszkają w Chorwacji. Daleko, ale cóż. Zawsze wytrzymywałam bez niej cały okrąglutki miesiąc.. Co ja pierdolę. Nigdy tak nie było. Codziennie się skarżyłam wszystkim naokoło, że mi cholernie nudno i nie ma się z kim spotkać. A jaka była ich odpowiedź ? "Znajdź se chłopaka". Ja mam mieć chłopaka ? Pojebało ich. Na chuja mi on ? Nie rozumiem ich wszystkich. Ma dwoje przyjaciół i wystarczy. Za dużo ich, ale trudno. No tak. Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że Mike też wyjeżdża na wakacje do swojej ciotki i wujka na wieś. Akurat zawsze muszą wyjeżdżać w tym samym czasie. Ugh.. jestem skazana na samotność ! Muszę se znaleźć do jasnej cholery jakieś zajęcie.
- Ej, ty mnie słuchasz ? - szturchnęła mnie Mill.
- Sorka. Zamyśliłam się. - uśmiechnęłam się, ale wyglądało to bardzo wymuszone.
- Okej. To idziemy teraz do CarryBack ?
- Jasne. - teraz to się wyszczerzałam. To jest jeden z moich stu ulubiony sklepów. Haha.. dużo ich. Ruszyłyśmy stronę sklepu. Nagle jakiś mężczyzna krzyknął do nas machając jakąś fioletową karteczką.
- Czego ? - warknęłam na niego. Już chciałam odchodzić, gdy nagle się odezwał.
- Witam Was. Chcecie może być tancerkami ?
- Co !? - krzyknęłam na całą hale. Po chwili wszystkie oczy znajdujące się niedaleko nas powędrowały na mnie.
- Haha.. Więc jutro do naszego miasta przyjeżdża Justin Bieber w poszukiwaniu nowych tancerzy do zespoły. - powiedział to z wielkim uśmiechem na twarzy. Zaraz, zaraz. On powiedział Justina Biebera ? Normalnie go nienawidzę. Agh.. No, ale czemu by nie wspiąć się na szczyt za pomocą pana gwiazdki ? Oczywiście ja nie mówię p wykorzystaniu.., a może jednak. Po chwili mężczyzna dał nam ulotkę. Przeczytałam ją od początku do końca chyba z dziesięć razy.
- To już mam plany na wakacje. - powiedziałam to cicho.
- Coś mówiłaś ? - kiwnęłam głową na nie. - Skorzystasz ? - spojrzała na mnie spod byka.
- No jasne. - posłałam jej delikatny uśmiech.
    Około godziny dwudziestej wróciłam do domu, a tam zastałam jak zwykle pustkę. Nikogo nie było. Czasami czuję się jakbym mieszkała sama. Ale by wtedy było bosko. Na samą myślę na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Wyciągnęłam z torebki telefon i wybrałam numer do Mikea.
- Siema. - krzyknęłam wesoło.
- No siema. Co jest mała ?
- Ja ci kurwa dam mała. Pożałujesz. Dobra, ale mniejsza o to. Więc.. jutro idę na casting. - po raz drugi krzyknęłam.
- Jaki ? - zapytał zdziwiony.
- No wiesz, pamiętasz jak mówiłeś, że Bieber szuka tancerek !?
- No nie mów, że jutro Justinek przyjeżdża do Los Angeles !? - krzyknął uradowany.
- No właśnie nie powiedziałam, ale chciałam. - zaśmialiśmy się. Pogadaliśmy jeszcze z dwadzieścia minut. Po rozmowie poszłam do siebie na górę.
    Ubrałam się w swoją kochaną pidżamkę i położyłam się do łóżka. Długo nie mogłam zasnąć. Myślałam co bym mogła zatańczyć na castingu. Po jakiś czterdziestu minutach zasnęłam..
koniec retrospekcji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz