perspektywa Jessici Momsen
- Jess,
nie denerwuj się. Na pewno ci się uda. - po raz setny moja kochana
przyjaciółka mnie dołuje. Tak, zgadza się. Tymi o to słowami ona mnie
dołuje. Ugh, raczej ona mnie denerwuje.
- Ile razy mam ci to
powtarzać, że się wcale nie denerwuje !? Wiesz dobrze, że nienawidzę
porażki. - spojrzałam na nią z uśmiechem na twarzy. Jakoś trzeba
złagodzić sytuacje.
- Nie spinaj się kochana. - zaśmiał się Mike. - Po prostu to raczej my - w tym miejscu wskazał na siebie i Miley.
- Nie pokazuje się palcem. - wytknęłam mu język.
- Jasne. No to raczej mi się denerwujemy za ciebie.
Tak nawiasem mówiąc to zgłosiłam się na casting, aby zostać tancerką w
grupie tanecznej najsławniejszej gwiazdy ostatniego czasu JUSTINA
BIEBERA ! Normalnie się tak podniecam, że nie mogę przestać o nim
myśleć. Nie no.. żartowałam. Chciałam powiedzieć, że najgłupszego i
najbardziej rozpieszczonego dzieciaka na świcie. Jak sobie myślę, że
prawdopodobnie będę go widzieć co dziennie zbiera mi się na wymioty.
Będę go miała jeszcze bardziej dość niż teraz. No, ale czemu by nie
skorzystać z takiej wspaniałej okazji. W dupie to mam u kogo boku będę
się wspinać na szczyt. Ważne, że wreszcie będę mieć to czego najbardziej
pragnę.
Wieżę w swoje możliwości, że mi się uda itp. A jak nie to się powieszę. Nienawidzę porażek.
No, ale zacznijmy od tego skąd się dowiedziałam o castingu. Ogólnie to
wiem o tym wszystkim od Mikea. Jak co to jest on mega fanem Justinka i
śledzi wszystko co on robi. Sam powiedział mi, że Bieber szuka
tancerzy, ale żeby w Los Angeles. Zdziwiło mnie to trochę. Dobra..
koniec tego. Zacznę od początku.
retrospekcja
[...] Obudziłam
się dokładnie o 11.48. No tak, dziś jest pierwszy dzień wakacji. Znaczy
się zaczęły się one od piątku od kończącego apelu, ale przecież sobota i
niedziela to zawsze były wolne dni.
Wesoła wstałam z łóżka i
podeszłam do okna. Odsunęłam rolety i rozejrzałam się po okolicy. Eh...
Wszystkie dzieci bawiły się już w parku. Jedne kopały piłkę, a drugie
skakały grając w klasy. Pamiętam jak kiedyś to ja codziennie wstawałam
rano biegnąc szybko do parku tylko po to, żeby pobujać się na huśtawce
czy po wkurwiać inne dzieci psując im babki z piasku. O tak, wtedy byłam
chamska dla wszystkim. Nie przejmowałam się, że ktoś będzie z tego
powodu płakać czy się śmiać. Ważne, że to ja byłam szczęśliwa. Zresztą
do tej pory tak jest. Westchnęłam i dalej myślałam. Ah, te czasy. Wtedy
nie było tyle problemów jak w teraźniejszości. W tym momencie
największym problem są rodzice, którzy co sekundę się kłócą. Najczęściej
o pracę mojej rodzicielki, ale ostatnio sprzeczają się na tematy o
mnie. Stary oczywiście ma wąty do mojej kochanej mamusi, które za dużo
pracuje. Heloł ! Chyba ktoś musi utrzymać dom i swoją jedyną
najukochańszą córeczkę. No, ale niestety mój ojczulek ma mnie w dupie i
zawsze przekreśla moje zdanie. Ja tu nic nie mam do powiedzenia, ale i
tak wyrażam swoje zdanie. Tylko matka mnie wysłucha i pozwala mi na
wszystko. Ojciec sądzi, że niby mnie rozpieszcza tym sposobem, ale ona
ma na to wyjebane. Nie czuję się rozpieszczana. Nie ma różowego pojęcia
czemu on tak sądzi.
Po chwili usłyszałam pierwsze dźwięki mojej
ukochanej piosenki Glad you came. Zaczęłam ją nucić ruszając wolnym
krokiem w stronę dzwoniącego urządzenia. Spojrzałam na wyświetlacz na,
którym widniał napis "Mill <3 dzwoni". Wcisnęłam zieloną słuchawkę
przykładając telefon do ucha.
- Hej Jess ! - usłyszałam wesoły głos mojej przyjaciółki.
- Cześć Mill ! - pisnęłam do słuchawki.
- Co dziś robimy ?
- Idziemy na zakupy ! - krzyknęłam bez zastanowienia.
- Spoko. To przyjdę za godzinkę. Pa. - no i się rozłączyła. Matko boska ! Ona dała mi tylko godzinę !
Szybkim krokiem ruszyłam w stronę garderoby. Otworzyłam drzwi i
rozejrzałam się po pomieszczeni. No tak. Jak zwykle mam problem co na
siebie włożyć. Po paru minutach wybrałam czarne rurki, biało bluzkę na
szerokich ramiączkach oraz czarną krótką kamizelkę. Wzięłam do tego buty
na koturnie w kolorze spodni. Wyciągnęłam jeszcze czarną skórę, gdybym
wracała późnym wieczorem czy coś. Wszystkie rzeczy położyłam na łóżko i
poszłam do łazienki. Wzięłam szybki jak na mnie prysznic i umyłam głowę.
Po wyjściu z kabiny wysuszyłam dokładnie włosy po czym delikatnie je
rozczesałam. Nic więcej z nimi nie robiłam. Wzięłam do ręki moją różową
skrzynkę z kosmetykami. Otworzyłam ją i zaczęłam robić makijaż.
Oczywiście tradycyjnie musiał być mocny. Oczy pomalowałam czarnym cienie
i podkreśliłam kredką w tym samym kolorze. Na całą twarz nałożyłam
trochę pudru po czym usta maznęłam kolorowym błyszczykiem. Wszystkie
używane przeze mnie rzeczy pochowałam do skrzynki i postawiłam na
stoliku. Wchodząc do pokoju zahaczyłam o torebkę i włożyłam do niej
telefon. Potem włożyłam na siebie wcześniej naszykowany strój.
Spojrzałam się w lustro i uznałam, że wyglądam bosko. Z uśmiechem na
twarzy wyszłam z pokoju. Zamknęłam go na klucz. Zawsze to robię. Nie
lubię, gdy ktoś grzebie mi w rzeczach czy coś. Zeszłam na dół i jak
zwykle nikogo nie było. Nawet w sobotę. Wzięłam klucze od domu i wyszłam
zamykając go na wszystkie zamki. Z daleka zobaczyłam moją
przyjaciółkę.
- Hej. - pocałowałam ją w policzek.
- Siema. Łał, wyrobiłaś się w czasie. - zaśmiała się.
-
Haha.. szok nie ? - zapytałam się głupio i dołączyłam się do Miley,
która cały czas się ryła nie wiadomo z czego. Po chwili ruszyłyśmy w
stronę galerii.
- To co zamawiasz ? - wyszczerzała się moja towarzyszka.
- Chuj cię to. - wytknęłam jej język.
-
No weź. Ja chyba mam chęć na naleśniki. - spojrzała w kartę i się do
niej uśmiechnęła. Jak debilka. Jak można głupiej kartce papieru posłać
uśmiech. Usta wygięłam w lekki grymas.
- Okeejj.. - przeciągnęłam. -
To ja też. - po chwili podszedł do nas kelner. Zamówiłyśmy dwie porcje
naleśników. Miley z jagodami i bitą śmietaną, a ja z truskawkami i
również z bitą śmietaną. Do picia wzięłyśmy dwie kawy latte macchiato.
- Co robisz w wakacje ? - zapytała nagle dziewczyna.
-
Nie wiem. Pewnie poświecę czas tańcu. - wróciłam do spożywania mojego
posiłku. - A ty ? - nie za bardzo mnie to ciekawiło co ona będzie robić,
bo dobrze wiem. Pewnie pojedzie z rodzinką na wakacje do dziadków.
- Jadę do dziadków. - hahaha.. mówiła. Zresztą jeździ do nich co roku. Tradycja.
Jej dziadkowie mieszkają w Chorwacji. Daleko, ale cóż. Zawsze
wytrzymywałam bez niej cały okrąglutki miesiąc.. Co ja pierdolę. Nigdy
tak nie było. Codziennie się skarżyłam wszystkim naokoło, że mi
cholernie nudno i nie ma się z kim spotkać. A jaka była ich odpowiedź ?
"Znajdź se chłopaka". Ja mam mieć chłopaka ? Pojebało ich. Na chuja mi
on ? Nie rozumiem ich wszystkich. Ma dwoje przyjaciół i wystarczy. Za
dużo ich, ale trudno. No tak. Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że Mike też
wyjeżdża na wakacje do swojej ciotki i wujka na wieś. Akurat zawsze
muszą wyjeżdżać w tym samym czasie. Ugh.. jestem skazana na samotność !
Muszę se znaleźć do jasnej cholery jakieś zajęcie.
- Ej, ty mnie słuchasz ? - szturchnęła mnie Mill.
- Sorka. Zamyśliłam się. - uśmiechnęłam się, ale wyglądało to bardzo wymuszone.
- Okej. To idziemy teraz do CarryBack ?
-
Jasne. - teraz to się wyszczerzałam. To jest jeden z moich stu ulubiony
sklepów. Haha.. dużo ich. Ruszyłyśmy stronę sklepu. Nagle jakiś
mężczyzna krzyknął do nas machając jakąś fioletową karteczką.
- Czego ? - warknęłam na niego. Już chciałam odchodzić, gdy nagle się odezwał.
- Witam Was. Chcecie może być tancerkami ?
- Co !? - krzyknęłam na całą hale. Po chwili wszystkie oczy znajdujące się niedaleko nas powędrowały na mnie.
-
Haha.. Więc jutro do naszego miasta przyjeżdża Justin Bieber w
poszukiwaniu nowych tancerzy do zespoły. - powiedział to z wielkim
uśmiechem na twarzy. Zaraz, zaraz. On powiedział Justina Biebera ?
Normalnie go nienawidzę. Agh.. No, ale czemu by nie wspiąć się na szczyt
za pomocą pana gwiazdki ? Oczywiście ja nie mówię p wykorzystaniu.., a
może jednak. Po chwili mężczyzna dał nam ulotkę. Przeczytałam ją od
początku do końca chyba z dziesięć razy.
- To już mam plany na wakacje. - powiedziałam to cicho.
- Coś mówiłaś ? - kiwnęłam głową na nie. - Skorzystasz ? - spojrzała na mnie spod byka.
- No jasne. - posłałam jej delikatny uśmiech.
Około godziny dwudziestej wróciłam do domu, a tam zastałam jak zwykle
pustkę. Nikogo nie było. Czasami czuję się jakbym mieszkała sama. Ale by
wtedy było bosko. Na samą myślę na mojej twarzy pojawił się lekki
uśmiech. Wyciągnęłam z torebki telefon i wybrałam numer do Mikea.
- Siema. - krzyknęłam wesoło.
- No siema. Co jest mała ?
- Ja ci kurwa dam mała. Pożałujesz. Dobra, ale mniejsza o to. Więc.. jutro idę na casting. - po raz drugi krzyknęłam.
- Jaki ? - zapytał zdziwiony.
- No wiesz, pamiętasz jak mówiłeś, że Bieber szuka tancerek !?
- No nie mów, że jutro Justinek przyjeżdża do Los Angeles !? - krzyknął uradowany.
-
No właśnie nie powiedziałam, ale chciałam. - zaśmialiśmy się.
Pogadaliśmy jeszcze z dwadzieścia minut. Po rozmowie poszłam do siebie
na górę.
Ubrałam się w swoją kochaną pidżamkę i położyłam się do
łóżka. Długo nie mogłam zasnąć. Myślałam co bym mogła zatańczyć na
castingu. Po jakiś czterdziestu minutach zasnęłam..
koniec retrospekcji
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz