sobota, 3 listopada 2012

Rozdział siódmy.


   Szybkim korkiem ruszyłam na salę. Nie powiem, ale nie chciało mi się iść. Byłam strasznie zmęczona. Prawie całą noc nie spałam. Można by powiedzieć, że nie mogłam zasnąć. Postanowiłam pogadać z Miley, a konkretnie popisać. Opisałam jej całe zdarzenie z Bieberem od początku do końca. Była chyba strasznie zaskoczona, bo chyba przez dwadzieścia minut nie odpisywała. Nie dziwie jej się. Ona mi napisała, że powinnam mu pomóc ! Ja mam pomagać !? Chyba jej się w głowie poprzewracało. Przecież mnie zna i wie, że nie pomagam komuś w potrzebie, a tym bardziej oanu gwiazdce. Co to, to nie. Nie wiem czemu wczoraj tak jakby go pocieszyłam czy pomogłam. To wszystko naprawdę dziwne. W ogóle wczorajszy dzień był dziwny. Najpierw Emily, Wale a na koniec Bieber. Coś czuje, że coś ze mną źle. Po pierwsze tak nagle bym nie rozmawiała o wszystkim z Emi. W sumie to zawsze się kłóciłyśmy jak chodziłam do Miley. Zawsze miała jakieś swoje "ale". Nie wiem czemu teraz jest inaczej. Zmieniła się ? Ale tak nagle ? Ja bym tak nie potrafiła i dziwie się, że ona tak. Nie spodziewałam się tego po niej. Przecież ona była taka, że musiała postawić na swoim. Tak jakby drugie ja tylko, że ona ma chłopaka czy tam miała. Po drugie to czemu ja się nie postawiłam Jeydonowi !? Czemu ja się go wystraszyłam ? Przecież on nie jest zdolny do zabicia drugiego człowieka, a może jednak ? Nie znam go, ale nie widać u niego samobójcy. Ale jak to się mówi "pozory mylą. A po trzecie to Bieber. Kurwa, dlaczego ja go przytuliłam ? Czemu mu pomogłam, pocieszyłam ? Ja pierdolę ! Co ja siebie nie znam do końca ? Przecież to chore. Nigdy taka nie byłam i nie będę.
    Po nie całych pięciu minutach byłam już w sali.
- Hej mała. - podszedł do mnie Wale. Byłam tak blisko, że czułam jego oddech. Ohydny, obleśny oddech. Chciał mnie pocałować, ale ja się nie dałam. Strzeliłam mu ręką w polik. Spojrzałam na niego zwycięsko.
- Nie myśl sobie, że jestem taka łatwa. - zaśmiałam się. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. - Wbij sobie z tej swojej pustej głowy, że pójdę z tobą do łóżka.
- To się jeszcze okaże. - powiedział zniżając głos.
- Spierdalaj. - odeszłam od niego ruszając na swoje stałe miejsce.
    Z sali wyszłam jako pierwsza. Chciałam uniknąć wszelkich rozmów z Jeydonem lecz mi to nie wyszło. Poszedł za mną. Stanęłam i odwróciłam się do niego.
- Odwal się ode mnie ! - krzyknęłam. Wszyscy patrzyli się na nas jak na debilów. Chłopak podszedł do mnie i pociągnął za rękę. Zabolało. - Puść mnie, bo zacznę krzyczeć. - spojrzałam na niego groźnym spojrzeniem.
- To krzycz. - położył mi swoją rękę na ustach.
- Fuu.. bierz tą łapę ! - znów zaczął mnie ciągnąć. W pewnym momencie zatrzymał się i wyciągnął kartkę z kieszeni w spodniach. Zerknęłam na drzwi na których była liczba 833. Szlak, to musi być jego pokój. Jeydon otworzył i wszedł do pokoju ciągnąc mnie za sobą.
- Sama bym poszła. - warknęłam na niego.
- Jeszcze byś mi uciekła. - zaśmiał się cwano i pociągnął mnie do siebie. I znów ten oddech. Wale położył swoje dłonie na moich pośladkach ! Nie, tego to za wiele.
- Nie masz prawa mnie dotykać ! - odepchnęłam go ode mnie. Chciałam wyjść lecz chłopak szybko do mnie podszedł.
- Już idziesz ?
- Czy ty nie rozumiesz słowa "spierdalaj" !? - krzyknęłam. Co za nie kumaty człowiek.
- Nie bulwersuj się kochanie. - i znów ten cwaniacki śmiech. Zaczyna on mnie co raz bardziej wkurwiać.
Jeyodn "przygwoździł" mnie od ściany. Już chciał mnie pocałować, ale byłam szybsza i go od siebie odepchnęłam. Upadł na łóżko, które znajdowało się kilka centymetrów od ściany i szybkim krokiem wyszłam trzaskając drzwiami. Już chciałam iść do windy, ale na moje nieszczęście wpadłam na... Chaza. Jeszcze jego mi brakowało.
- Sory. - powiedziałam od niechcenia. Chciałam już iść dalej lecz on dotknął mojego ramienia. Stanęłam i grzecznie się zapytałam. - Coś chcesz ?
- Co ty robiłaś u Jeydona ? - zapytał.
- A co cię to kurwa obchodzi ? - uśmiechnęłam się. Nie powiem, ale dobrze mi wychodzi wymuszony uśmiech.
- Dużo. - spojrzałam na niego pytająco. - Może z nim spiskujesz, coś knujecie ? Może macie jakiś plan ? Albo tajemnice ?
- Czemu tak sądzisz ?
- Bo ci nie ufam i wiem, że nie lubisz Justina. Nie wiem, może chcesz go zabić razem z Jeyodnem !? - krzyknął.
- O co Ci chodzi !? - wykrzyczałam w jego stronę. Jak on może takie rzeczy mówić.
- O ten tramwaj co nie chodzi. - ucichł na chwilę, bo jakaś kobieta przeszła obok nas. Po chwili kontynuował. - Tylko się mu stanie krzywda przez ciebie to nie wiem co ci zrobię. - spojrzał na mnie z groźnym wzrokiem. Wszystko się we mnie zagotowało.
- Posłuchaj mnie uważnie. - podeszłam do niego i zaczęłam swój monolog. - Wiem jakim człowiekiem jest Wale i nie mam zamiaru w niczym mu pomagać, a tym bardziej do zabicia człowieka. Sądzisz, że jestem taka głupia, łatwowierna czy łatwa ? To się mylisz. Wiem jaką krzywdę chce zrobić Jeydon Justinowi, ale nie wiem do końca za co. Wczoraj groził mu. Byłam przy końcowej rozmowie. Nie wiem czemu, ale pomogłam twojemu przyjacielowi. Nie myśl sobie, że chcę mu pomóc.
- Przestań. - zaśmiał się. - Pewnie Justina też se owiniesz wokół palca, a potem oddasz go Jeydonowi ?
- Nigdy bym tego nie zrobiła ! - krzyknęłam.
- Kłamstwo to twoje drugie imię. Nie oszukujmy się. Za dobrze cię znam Jessica.
- Wcale mnie nie znasz. Jesteś bez szczelny mówić mi prosto w twarz takie rzeczy. - wysyczałam.
- Skończ Jessica. Wiem jaka jesteś. Od razu po tobie to widać. Jeżeli dotkniesz Justina chodź jednym palcem to uwierz, że długo tu nie posiedzisz. Nie mówię tego tak sobie. Nie chcę stracić przyjaciela. - w jego oczach dostrzegłam łzy lecz on powstrzymywał je. - Kocham go jak własnego brata i nie chcę żeby stała mu się krzywda. Nie chcę żeby cierpiał. Zrozum to w końcu co to jest przyjaźń. - nie odezwałam się. Chaz spojrzał w moją stronę ostatni raz i poszedł dalej. Nie wiedziałam, że Soomers będzie tak chronić Biebera.
    Usiadłam pod ścianą i chciało mi się płakać. W tamtym momencie dotarło do mojego serduszka co to naprawdę jest przyjaźń. Może nie do końca wiedziałam, ale po części. Nie mogłam tak zachowywać się do przyjaciół. Kto by pomyślał, że koleś, którego oszukałam uświadomi mi co to naprawdę "przyjaźń" i to Jeszce podczas kłótni ?

    „ Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. ”
— Mark Twain

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz