[..] Chłopak położył się na łóżko zakrywając twarz dłońmi. Kompletnie nie wiedziałam jak się zachować. Była to naprawdę dziwna sytuacja z tym mężczyzną. Musiało się coś poważnego stać, bo przecież od tak nie powiesz ojcu takich słów. Nawet ja tak nie powiedziała, a kłócę się z nim co minutę.
Podeszłam do biurka przy którym stało krzesło. Usiadłam na nim patrząc na przedmioty znajdujące się na stole.
- To zaczęło się jeszcze przed moimi narodzinami. - usłyszałam głos, który od razu poznałam. Odwróciłam się w stronę szatyna patrząc na jego osobę. Po chwili usiadł na łóżku zachęcając mnie bym przyszła do niego. Tak też zrobiłam. Bieber zaczął kontynuować. - Moja matka była zaślepiona miłością. Była tak zakochana, że poza nim świata nie widziała. Któregoś dnia znajomi matki zaprosili ją na imprezę. Był tam także mój ojciec. Możesz sobie wyobrazić co się wtedy stało. - uśmiechnął się nerwowo. - Gdy stary dowiedział się, że matka jest w ciąży był wkurwiony na nią. Chciał za wszelką cenę żeby ją usunęła. Jednak ona tego nie zrobiła. Znaczy na początku chciała, bo ojciec zagroził jej, że ją zostawi. Wyjechała do rodziców i mieszkała tam dopóki nie urodziła. Później wróciła do domu. Po jakimś roku ojciec wrócił do matki przepraszając ją, mówiąc, że był wtedy młody i głupi, że ją kocha i różne kłamstwa w które uwierzyła. Na początku był wszystko kolorowo, jak w bajce. Kochająca rodzinka. - zaczął klikać coś w telefonie po czym podał mi go. Było to zdjęcia na którym można było zobaczyć rodzinę z wielkimi uśmiechami. Na ten widok sama się uśmiechnęłam. - Pozory mylą. - westchnął. - Gdy miałem sześć czy siedem lat ojciec wrócił z jakiegoś wyjazdu zaczęło się piekło. Moja matka znalazła se pracę, a mnie zapisała do szkoły. Oczywiście musiałem wracać z matką przyjaciela do domu. Zawsze się cieszyłem, że spędzę czas z kochanym tatusiem, ale jednak była to tylko gra aktorska. Gdy matki nie było w domu ojciec bił mnie, wyzywał, wykorzystywał. Groził mi, że jeżeli ktoś się dowie to pożałuję. Śmieszne to było, bo gdy kiedyś powiedziałem to mamie to ona mnie wyśmiała. Wtedy dostawałem dwa razy gorzej. - przegryzł dolną wargę. - Gdy byłem starszy, jakieś piętnaście lat miałem ojciec zaczął pić. Nie ma to tamto, ale wmuszał we mnie te wszystkie procenty. Musiałem to pić. Nie chciałem tego. Często uciekałem z domu nocami po to by nie siedzieć z nim w tym pieprzonym domu. Któreś nocy, gdy szedłem przez park spotkałem jakiś pijaków. Takie to było moje pierwsze wrażenie. Od razu do mnie zagadali. Tak się stało, że te byli moi przyjaciele, a nawet z czasem miałem dziewczynę. Zacząłem ćpać, palić i coraz to więcej pić. Chaz się o tym dowiedział. Coraz to bardziej odciągał mnie od tego co było trudne. Wracając do domu matka zawsze na mnie krzyczała, a ojciec się śmiał pod nosem. - spojrzał na mnie. - Zapomniałem wspomnieć, że w czasie gdy byłem sam w domu nagrywałem różne covery na YouTube. Oczywiście mój aktualnie menadżer zaproponował mi kontrakt i tak dalej. No, ale wrócimy do tematu. Na jakieś tam imprezie Jasmine, moja była pieprzyła się z naszym przyjacielem. Ona sobie z tego nic nie robiła, kompletnie. Byłem załamany, ale też głupi, bo zacząłem się ciąć. Któregoś tam dnia Scooter Braun zadzwonił z propozycją wyjazdu do Los Angeles. Zgodziłem się bez zastanowienia. Nie chciałem siedzieć w Stratford z ojcem. Nie powiedziałem tego nikomu. W dniu wyjazdu chciałem wyjść szybciej i ominąć niepotrzebne rozmowy jednak tak się stało. - szatyn przymknął oczy i zaczął niespokojnie oddychać. Patrzyłam na niego z zaciekawieniem. Po chwili zaczął mówić dalej. - Ojciec siedział w salonie pijąc piwo i oglądając telewizję. Gdy tylko mnie zobaczył z walizką odłożył puszkę i podszedł do mnie. Zaczął mnie wypytywać o wszystko. Powiedziałem tylko, że wyjeżdżam i nie mam zamiaru wracać. Po paru wyzwiskach wziął przedmiot, który leżał na stole przy drzwiach. Był to nóż. - kilka łez spłynęło mu po policzkach. Ręce drżały mu ze strachu ? Tak mi się przynajmniej wydawało. - Przyłożył mi do gardła. Mówił, że mnie zabije, mówił jak to mnie nienawidzi, że zepsułem mu całe życie, że jestem nic nie wart i już dawno powinienem zginąć. Nie mogłem tego wytrzymać. Zacząłem mu mówić, prosić, żeby to zrobił. Bał się. Przejechał delikatnie po moim gardle, zrobił kilka razy robiąc co raz to więcej ran po czym robił to coraz mocniej. - szatyn zaczął cicho łkać. - Tak strasznie to bolało, ale nie rany, lecz serce. Do domu wróciła matka razem ze swoją przyjaciółką i jej synem. Wszyscy byli świadkiem jakiego to ja mam zajebistego ojca. - zaśmiał się nerwowo. - Ciocia i Chaz wzięli mnie do siebie by opatrzyć rany. Była ona lekarką czy coś. Słyszałem tylko początek kłótni rodziców. Czasami sobie myślę, że przeżyłem więcej niż dziewięćdziesięcioletnia kobieta. - szatyn rozpłakał się jak małe dziecko, któremu zabrano lizaka. Nie zastanawiając się przytuliłam go, a on się we mnie mocniej wtulił. Nie zwracałam uwagi na to, że moja koszulka będzie cała mokra czy coś. Było mi go szkoda. Nie wiem czemu, ale tak było. To dziwne, bo przecież nigdy nie była miła wobec drugiej osoby, a szczególności dla chłopaków. Po chwili chłopak się ode mnie oderwał wycierając łzy ręką łzy. - Obiecaj. - spojrzał mi prosto w oczy. - Obiecaj, że nigdy nikomu tego nie powiesz.
- Obiecuję. Obiecuję Justin. - po raz kolejny szatyn się we mnie wtulił. Czułam jak jego oddech się uspokaja. To było dziwne, gdy chłopak prosił mnie o to bym tego nie zdradziła, jakby była to tajemnica czy coś. Może tak jest ?
*
- Powiedz coś o sobie. - po długiej ciszy szatyn odezwał się z lekkim uśmiechem na twarzy.- Ale co ? - zapytałam się patrząc na niego jak na idiotę.
- Wszystko. - westchnęłam.
- Moja historia nie jest dość ciekawa. Moja rodzina nigdy nie była zgrana. Moi rodzice cały czas kłócą się o mnie, że niby matka mnie rozpieszcza czy coś. Ojciec ma cały czas wąty . Nie rozmawiałam z nim od wyjazdu tutaj. Pokłóciłam się z nim o ten wyjazd. Jeżeli chodzi o mnie to jestem wyjątkiem chodzącym po ziemi.
- Czemu ? - zaśmiał się chłopak patrząc na mnie z zaciekawieniem.
- Czy ja wiem. Jestem odmienna. Nie szanuje nikogo na poważnie. No może z wyjątkiem moich przyjaciół. Traktuje wszystko na lajcie i wszystkich mam gdzieś. Ich zdanie, uczucia, wszystko. Nie interesuje mi opinia innych. - uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Nie wyglądasz na taką. - odwzajemnił.
- Pozory mylą.
- Racja, ale jesteś miła dla mnie. Racja na początku nie byłaś. - zaśmiałam się.
- Sama się sobie dziwię.
- Czemu ? - westchnęłam.
- Bo uważałam Cię za jakąś pieprzniętą gwiazdeczkę, której zależy na forsie i na tych laskach, które się za tobą uganiają. - odwróciłam się w jego stronę i natknęłam się na jego wzrok. Jak ja nienawidzę tego uczucia.
- Nadal tak sądzisz ? - zapytał się nie odrywając wzroku.
- Nie wiem. - poprawiłam grzywkę, która opadała mi na oczy. - Coraz więcej o tobie wiem i coraz to bardziej zmieniam o tobie zdanie.
- Czyli ?
- Pozory mylą - uśmiechnęłam się. Chłopak zrobił to samo.
- Nie jesteś taka jak cię ludzie opisują. - jego kąciki ust podniosły się ku górze.
- Nie rozumiem.
- Chaz mówił o tobie jak o najgorszym wrogu.
- Wyjebane mam na jego słowa. - odwróciłam wzrok rozglądając się po pomieszczeniu.
- Czyli to prawda ?
- Zabawiłam się nim i co z tego ? Mógł nie ciągnąć tego. - wzruszyłam ramionami.
- Byłaś kiedyś zakochana ? - zapytał ni stąd ni zowąd.
- Nie i nie mam zamiaru tego przeżywać. Jest to dla mnie dalekie uczcie i niech tak zostanie. A ty ?
- Tak, raz. - zaśmiał się. - Myślałem, że Jasmine to jedyna kobieta w moim życiu. Wtedy myślałem, że ją kocham, ale gdy zrozumiałem, że ona mnie nigdy nie kochała. - westchnął. - Zrozumiałem, że miłość to uczucie, które jest odwzajemnione. Żeby kochać trzeba dotknąć miłości, a nie tak po prostu się zakochać i odkochać. W miłości się kocha, dba, troszczy o tą drugą osobę i traktuje jak przyjaciela. Można to przeżyć tylko raz. - uśmiechnął się delikatnie patrząc na ścianę. Zdziwiła mnie trochę jego wypowiedź. Pogubiłam się trochę w tym monologu. Dla mnie miłość to jakieś chore uczucie, które jest jakimś pierdolonym wymysłem ludzi, a jednak każdy ma inne zdanie. Nigdy nie uzyskałam takiej odpowiedzi jak od niego. Zgasił mnie tą odpowiedzią. Nie wiedziałam kompletnie co mogę powiedzieć w takiej sytuacji.
- Nie rozumiem. - odpowiedziałam po chwili ciszy.
- Dla ciebie miłość nie istnieje ? - zapytał, wręcz wyglądało to na stwierdzenie. Kiwnęłam potwierdzająco głową. - Gdy wreszcie zakochasz się zrozumiesz. I nie mów mi, że nigdy nie poczujesz tego uczucie. Nie unikniesz tego. - uśmiechnął się do mnie.
- Będę iść. - powiedziałam podchodząc do drzwi. Chłopak ruszył za mną. Położyłam dłoń na klamce. Niestety w tym samym czasie szatyn zrobił to samo. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Tak sam z siebie. Bieber to oczywiście odwzajemnił. Otworzyłam drzwi.
- Dobranoc. - wyciągnęłam ze spodni kartę, którą włożyłam do drzwi.
- Dobranoc Jessica.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz